Nagroda Literacka. Edycja 2010

Książki nominowane

 

"Rzeczpospolita" piórem Krzysztofa Masłonia ogłosiła 6 lipca 2010 r. listę książek nominowanych do nagrody w tegorocznej edycji, wydanych w ubiegłym roku. Są to:

  • Wroniec Jacka Dukaja, bajkowa opowieść o stanie wojennym;
  • 18 znaczy życie Jerzego Fąfary, rzecz o Józefie Szajnie rekonstruująca świat wewnętrzny wybitnego twórcy;
  • Godot i jego cień Antoniego Libery, książka tyleż o Samuelu Becketcie, ile o autorze oraz jego fascynacji twórczością i osobowością wielkiego dramaturga;
  • Przerwa w pracy Pawła Lisickiego, powieść przekazująca treści filozoficzne środkami zaczerpniętymi z literatury popularnej;
  • Wojna polska Leszka Moczulskiego, napisana niemal na nowo sławna w PRL praca historyczna o wojnie 1939 roku;
  • Burza. Ucieczka z Warszawy '40 Macieja Parowskiego, alternatywna wersja naszej historii najnowszej przywracająca życie najdzielniejszym...;
  • Do zobaczenia w piekle Wojciecha Pestki, zgodnie z podtytułem książki – "Kresowa apokalipsa";
  • Cantus Jana Polkowskiego, z dawna oczekiwany tom jednego z najciekawszych poetów polskich;
  • Dżus & Dżin Magdy Skubisz, druga po LO Story powieść autorki piszącej o młodzieży dla młodzieży, młodzieżowym językiem o bynajmniej nie młodzieżowych sprawach;
  • Lech Wałęsa. Idea i historia Pawła Zyzaka, najgłośniejsza książka minionego roku, przez jej bohatera i jego progeniturę uznana za paszkwil.

 

* 

Książki nagrodzone i laureaci

Kapituła na publicznym posiedzeniu 11 listopada 2010 roku w sali Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu 87/89 w Warszawie ogłosiła, iż

Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza

przyznaje Pawłowi Zyzakowi

za pracę

Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku

wydaną przez Wydawnictwo ARCANA.

Kapituła przyznała również wyróżnienia:

Jackowi Dukajowi za powieść Wroniec (Wydawnictwo Literackie);

Maciejowi Parowskiemu za powieść Burza. Ucieczka z Warszawy '40 (Narodowe Centrum Kultury).

 

 *

Przewodniczący Kapituły Marek Nowakowski

na wstępie posiedzenia wygłosił następujące oświadczenie:

Proszę Państwa, dziewiąty już raz przyznajemy Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza. I to jest sukces – trwamy! Nasz wielki patron, Józef Mackiewicz, jest pisarzem-widmem, anatema rzucona na niego przez komunistów w PRL-u w pewien sposób trwa nadal w wolnej Polsce. Niewiele uświadczymy Jego książek w księgarniach. Skąpo drukowane w jedynym wydawnictwie Kontra aż w Londynie, śladowo pokazują się w Polsce.

Natomiast coraz więcej prac o samym Mackiewiczu pojawia się w wydawniczym obiegu krajowym. Po książce Grzegorza Eberhardta Pisarz dla dorosłych. O Józefie Mackiewiczu wyróżnionej przez Kapitułę naszej nagrody, ukazały się m.in. liczący około 700 stron tom pióra Marka Zybury Józef Mackiewicz i krytycy oraz książka Zbigniewa Siemaszki, przyjaciela pisarza, zawierająca jego recenzje, eseje, artkuły i listy. Natomiast my mamy samej twórczości Józefa Mackiewicza jak na lekarstwo.

Niezapomniane pozostało świetne czytanie przez Ludwika Benoit w II Programie Polskiego Radia powieści Józefa Mackiewicza Droga donikąd – działo się to z inicjatywy świetej pamięci Krzysztofa Zaleskiego, wówczas dyrektora II Programu.

Od córki pisarza, Haliny Mackiewicz dowiedziałem się, że w projekcie edukacyjnym obowiązkowych lektur dla szkół polskich na Litwie przygotowanym przez tamtejsze Ministerstwo Oświaty nie ma Józefa Mackiewicza. Również w lekturach dodatkowych nie istnieje. Są za to: Czesław Miłosz, Tadeusz Konwicki, Miron Białoszewski, Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk i inni. Znaczy to więc, że antema rzucona na "zoologiczny antykomunizm Józefa Mackiewicza", jak powiadał Adam Michnik, obowiązuje nie tylko w wolnej Polsce, ale rozszerza się na obszary Mackiewiczowskiego Wielkiego Xięstwa Litewskiego! Jako Kapituła musimy na to barbarzyństwo zareagować!

 *

 

Laudacja nagrodzonej pracy
wygłoszona przez Macieja Urbanowskiego

KONIEC LEGENDY

Towarzyszące Nagrodzie Literackiej imienia Józefa Mackiewicza słowa "Jedynie prawda jest ciekawa", zostały, jak pamiętamy, wypowiedziane w trakcie polemiki autora Kontry z Włodzimierzem Odojewskim. Chodziło wówczas o szczegóły w opisie miejsca masakry polskich oficerów w Katyniu, ale w słowach Mackiewicza zawierał się też swego rodzaju program literacki, a więc między innym przekonanie, że – jak to ujął Włodzimierz Bolecki – literatura jest relacją prawdomówną, że dążenie do prawdy jest obowiązkiem nowoczesnego pisarza i że ono jest dlań wyzwaniem w czasach, kiedy to prawda stała się ofiarą kłamstw najrozmaitszych ideologii, z bolszewizmem na czele. Bolszewicy, pisał Mackiewicz w Drodze donikąd, "pod naturalny potencjał ludzkiego kłamstwa podstawili młyńskie koło, nie po to, by mleć mąkę albo piłować deski na tartaku, ale żeby przepytlować ludzką psychikę.[...] doszli [oni bowiem] na podstawie studiów bardziej praktycznych niż teoretycznych, że skoncentrowane kłamstwo ludzkie posiada siłę, której granic na razie nie znamy, że może dokonać przewrotu gruntowanego w takich dziedzinach jako mowa ludzka, znaczenie słów itd."

Dlatego taki a nie inny charakter miała proza samego Mackiewicza. Jako pisarz – powtarzam za Boleckim – chciał być on wiarygodnym świadkiem historii, w której uczestniczył, interesowały go skrywane po latach zakamarki historii, burzył mity i legendy, podejmował tematy, które naruszały stereotypy zbiorowej wyobraźni historycznej. Stąd też specyficzny dokumentaryzm Mackiewicza, jego pasja detalu i dokumentu, które służą w jego pisarstwie sprawie nadrzędnej, czyli prawdzie właśnie, albowiem Mackiewicz uważał, że prawda ujawnia się nie poprzez ogólne informacje, ale poprzez szczegóły. Tak rzecz widział Janusz Sławiński, który podkreślał, że "w tym przywiązaniu do szczegółu, który naprowadza nas na prawdę, Mackiewicz był krańcowy – był przekonany o faktyczności wydarzenia świadczy szczegół".

Dodajmy, że pisarz t a k do prawdy dążący jest wrogiem śmiertelnym kłamstwa i jego obrońców. Tym niemniej do niej dąży, bo jedynie prawda jest ciekawa, nawet jeżeli za dążenie do niej płaci się cenę często bardzo wysoką – samotności, oszczerstw, biedy, zapomnienia, czasem życia. Wiedział o tym doskonale Józef Mackiewicz, którego heroiczna i tragiczna zarazem biografia aż nadto dowodnie pokazują, jak wysoką cenę płaci się za wierność temu mottu, ale też, że płacąc ową cenę stworzyć można dzieło wyjątkowe, wybitne. Może nawet jest tak, iż jest ono wybitne tylko za taką cenę. Tylko takiej literaturze wierzymy, tylko taką chcemy czytać. Jedynie taka literatura, literatura wierna prawdzie, do prawdy dążąca, jest godna swego imienia.

Mówię o tym wszystkim, bo słowa "jedynie prawda jest ciekawa" i to wszystko, co jest z nimi związane zdają się wyjątkowo dobrze opisywać postawę i książkę tegorocznego laureata Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Nie było bowiem po roku 1989 książki tak brutalnie zwalczanej przez tak potężne siły jak Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku. Krytykował ją premier rządu RP, a minister tegoż rządu chciała nawet przeprowadzić śledztwo na UJ, na którym powstała praca magisterska, będąca podstawą książki. Na Autora, jak i na promotora jego pracy, profesora Andrzeja Nowaka posypał się grad obelg i gróźb, z udziałem mediów i "autorytetów moralnych", z których część wzywała do fizycznych porachunków z "oszczercami". W sposób szczególny polemizowano też z sama książką – wyrywając z ogromnego, prawie 600-stronicowego kontekstu garść cytatów, albo nie czytając jej w ogóle, albo wreszcie wytykając Pawłowi Zyzakowi jego wiek, bo za niedopuszczalne uważano, by ktoś tak młody mógł z takim dystansem pisać o naszej narodowej świętości. Zaatakowano też wydawcę książki, próbując procesami sądowymi zmusić go do wycofania książki ze sprzedaży, a ostatecznie pewnie nawet do likwidacji działalności. Nie ma sensu ani potrzeby szerzej się nad tym tutaj rozwodzić i przypominać tych smutnych, a nawet haniebnych faktów. Kiedyś zresztą zapewne powstanie na ten temat niejedna publikacja, jakiś ciąg dalszy Hańby domowej czy Dziejów głupoty w Polsce...

Trudno przypuszczać, by Paweł Zyzak pracując nad swoją książką, a potem decydując się na jej wydanie nie był świadom choć części tych reakcji, które go spotkały. A przecież nie zrezygnował, nie przestraszył, pozostał wierny przekonaniu, że jedynie prawda jest ciekawa...

Prawda jest zresztą jedynym z kluczowych słów jego książki. Autor ma ją ciągle na uwadze próbując prawdę wydobyć spod warstw lakieru, brązu, stereotypów, kłamstw, ale też niepamięci, zapomnienia, wreszcie strachu. Niczym detektyw Zyzak gromadzi ogromny materiał dowodowy, wypytuje świadków, zbiera cudem czasem ocalałe dokumenty, fotografuje miejsca i osoby, zestawia to wszystko ze sobą, wykrywa sprzeczności, przekłamania, luki w zeznaniach. Interesują go najmniejsze, zdawałoby się, szczegóły: kiedy zaczął nosić wąsy Wałęsa, czy jest w Dobrzyniu stacja kolejowa, którą wspomina w swojej autobiografii legendarny przywódca "Solidarności", jak był ubrany w grudniu 1979 roku i czy przemawiał przez tubę czy raczej mikrofon, gdzie był płot, który miał rzekomo przeskoczyć w sierpniu roku 1980 bohater jego książki, jaka była jego wysokość. Biograf wie, że "lekkomyślne byłoby pominięcie ważkich, choć trudnych szczegółów", takich chociażby jak sprawa współpracy Wałęsy z SB, bo chce zrozumieć, "na ile ważną, w danych etapach swojego życia, jednostką dla systemu był Lech Wałęsa oraz jak prezentował się na tle rozbudowanej, morderczej machiny". Bez tych szczegółów taka wiedza okaże się niepełna i ostatecznie nieprawdziwa.

Otrzymaliśmy w ten sposób książkę, która jest biografią znakomitą, pasjonującą, od której lektury trudno się oderwać. Jak trafnie zwrócił uwagę Krzysztof Dybciak przy okazji wręczania Zyzakowi Nagrody im. Jacka Maziarskiego Autor z powodzeniem odnawia gatunek portretu literackiego, mający długą u nas tradycję, a "dziś rzadko uprawiany tak fortunnie". Jest ta biografia także opowieścią o Polsce Ludowej, jest fascynującym studium psychologicznym i politycznym zarazem, jest sagą rodzinną, ale i historią sensacyjno-kryminalną... Portret Wałęsy kreślony jest na tle serii fascynujących miniportretów tych, którzy jego legendę tworzyli, z nią walczyli, a wreszcie, którzy jej ulegali. Jest to opowieść o legendarnym przywódcy "Solidarności", o zapomnianych bohaterach antykomunistycznego oporu, ale i o nas samych, którzy czarowi legendy Wałęsy, niczym dzieci, ulegaliśmy. Stąd śmiech i groza, które towarzyszą lekturze tej książki. Mamy tu sceny komediowe (na przykład opis głodówek Wałęsy w Arłamowie), ale znacznie częściej dramatyczne a nawet tragiczne, które być może kiedyś weźmie na warsztat jakiś nowy Wyspiański, gdy zechce pokazać, dlaczego nie udała się polska rewolucja i czym była III Rzeczpospolita.

W swojej biografii Paweł Zyzak stawia kluczowe dlań pytanie, jaki jest stosunek prawdy i legendy w historii, jak ma się "idea" Lecha Wałęsy do jego "historii", śledzi cierpliwie "ewolucję świadomości przywódczej" tytułowego bohatera, chce uchwycić sposób myślenia człowieka, który "wyszedł ze środowiska wiejskiej biedoty i patologii, a następnie zrobił oszałamiająca karierę, w równie szokującym tempie". Interesuje go chyba najbardziej proces tworzenia mitu Wałęsy, zastanawia się nad cechami jego osobowości, które sprawiły, iż zrobił ona karierę na miarę – jak chcą jedni – Piłsudskiego czy Witosa, a inni Nikodema Dyzmy czy Króla Ubu. Przywódca charyzmatyczny, czy polski Falstaff i przykład płatania figlów przez historię? To charakterystyczne pytanie, które Paweł Zyzak stawia sobie i czytelnikom swego dzieła.

Autor nie pomija więc szczegółów tej biografii przemilczanych przez badaczy, tajemniczych, niewygodnych, niebezpiecznych, niejasnych, zdawałoby się czasem wstydliwych: dzieciństwa i młodości, kontaktów z SB w latach 70., zachowania w czasie strajku sierpniowego, postawy wobec komunizmu i komunistów w latach 80. Dzięki temu prawda, której szuka w swej książce Zyzak może być stopniowo przeciwstawiana mitowi i tytułowej legendzie, elementy tej ostatniej – są w miarę rozwijania się opowieści coraz bardziej wątpliwe, coraz mocniej podważane.

Czy jednak my, współcześni Polacy, mówiono, takich legend nie potrzebujemy? Czyż nie ma prawd, które są szkodliwe dla Sprawy, dla Narodu i dla krzepienia serc maluczkich? Walczyli kiedyś z legendami Stanisław Brzozowski, Czesław Miłosz i Konstanty Gałczyński, "pomniejszycieli olbrzymów" atakował zaciekle Wilhelm Feldman, na niezbędność legend w życiu społeczeństwa wskazywał Jerzy Szaniawski. Ten ostatni w Żeglarzu opowiedział historię Jana, który pisze biografię kapitana Nuta. Ten ostatni wedle legendy jako młodzieniec nie chcąc oddać swego okrętu w ręce nieprzyjaciół podpalił go, a następnie sam zginął. Jan po latach badań dotarł do świadków i dokumentów pokazujących, kim naprawdę był Nut. Otóż był on tchórzem, prostakiem, pijakiem, brutalem, który w dodatku żyje sobie gdzieś na uboczu, nie niepokojony przez nikogo. Jan – mimo próśb i gróźb władz miasta – chce odsłonić prawdę o Nucie. Jednak, gdy w trakcie odsłaniania pomnika Nuta zobaczy entuzjazm, jaki budzi legenda Nuta w tłumie, a zwłaszcza w dzieciach, skapituluje... Mit okaże się zbyt mocny i zbyt piękny.

Po premierze Żeglarza Karol Irzykowski widział w nim obroną typowo polskiej, jego zdaniem, miłości do wzniosłego kłamstwa i niechęci do prawdy, którą uważa się za tępą i mózgową. Bronił zaś sztuki Zygmunt Wasilewski, który zauważał, że "nie byłoby ideału, gdyby nie było idealizacji przeszłości. Naród [bowiem] wyrasta z legendy".

W ten niegasnący, jak widać, spór włącza się dzisiaj Paweł Zyzak, który zdaje się być trochę owym Janem, ale takim, który postanawia opublikować swe "rewizjonistyczne" dzieło. Dlaczego? Bo, jak pisze, bezkrytyczna oraz irracjonalna akceptacja mitu i związany z tym stan "błogiej niewiedzy" przynoszą krótkotrwałe tylko korzyści, a na dłuższą metę są niezwykle groźne. Bo ta "błoga niewiedza" pozwala dysponentom źródeł historycznych wywierać na innych długotrwałą presję, straszyć zakłóceniem "stabilności". Ponadto, dla przyszłych pokoleń bardziej bolesne staje się starcie z prawdą. Z czasem trzeba bowiem odkłamać nie cząstkę swojego życia, czy swojej świadomości, ale całość wpojonych wyobrażeń.

Dalej Paweł Zyzak dodaje: Najistotniejszym argumentem, który powinien wzmacniać stanowisko badaczy dziejów skłaniających się ku bezkompromisowemu prześwietlaniu postaci historycznych, bez pomijania ich zalet, ale pamiętając o wadach, jest czynnik wychowawczy. Zgodnie z dewizą Historia magistra vita est [...] wiedza o naszej przyszłości, także przeszłości ważnych postaci wpływających na losy kraju, może nas wyłącznie wzmocnić intelektualnie oraz zabezpieczyć przed dezinformacją i manipulacją.
Cóż bowiem zyskuje społeczeństwo posługując się sfałszowaną historią? Próżno zasłaniać się jej rolą "integrującą" W żadnym społeczeństwie nie brak [zresztą] bohaterów, doskonale nadających się na wzory do naśladowania, tylko trzeba ich poszukać.


Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Takie słowa mógł, a nawet powinien, wypowiedzieć Jan ze sztuki Szaniawskiego.

Historyk literatury polskiej, ktoś, kto jak mówiący te słowa, szczególnie lubi literaturę II Rzeczypospolitej czytając książkę Pawła Zyzaka skojarzy ją z pewnymi utworami z tamtych właśnie lat. O Żeglarzu była już mowa. Sam autor – za pomocą obszernego cytatu z wiersza Jacka Kaczmarskiego – podsuwa czytelnikom Karierę Nikodema Dyzmy. Ja myślałem też oczywiście o sławnych Brązownikach Boya-Żeleńskiego i jego biografistyce spod znaku "ludzi żywych", podejrzliwej wobec pomnikowej wersji historii, zafascynowanej nieoficjalną jakby, ukrytą i zarazem prywatną stroną historii. O "odbrązowianiu" Wałęsy pisze zresztą sam Paweł Zyzak, zastanawiając się pozornie naiwnie nad tym, dlaczego najwięksi nawet oponenci Wałęsy nie spieszą do "całkowitego odbrązowienia ikony 'Solidarność'?" Pytanie jak najbardziej na miejscu, zważywszy, że w naszych czasach deklaruje się wszem i wobec niechęć do "brązownictwa", w czym teoretycznie przodują środowiska dzisiaj broniące Wałęsy.

Czy można więc zaliczyć Zyzaka do kontynuatorów Boya? W jakiejś mierze tak, jego Wałęsa to przecież "żywy człowiek", uwikłany w wielką historię, ale przecież ta wielka historia mocno tkwi w historii prywatnej, osobistej, w jakimś sensie małej, rozjaśniającej prawdę o "idei" Wałęsy. Sam Zyzak komentując w pewnym momencie wypowiedź Lecha Kaczyńskiego na temat stosunku Wałęsy do alkoholu, komentuje: "warto się z takimi relacjami zapoznawać, ponieważ pokazują 'ludzką' stronę Lecha Wałęsy". Ale nie chodzi przecież tu Zyzakowi o jakieś łatwe skandalizowanie, chodzi mu skrywaną w tych "ludzkich" elementach biografii prawdę o człowieku historycznym. Komentując relacje Lecha Kaczyńskiego historyk dodaje więc, że "potwierdzają [one] także, że prezentowany do tej pory wizerunek 'chytrego lisa', jest co najmniej kreowany na wyrost".

I ostatni skojarzenie – z Karola Zbyszewskiego Niemcewiczem od przodu i tyłu z roku 1939. Biografia, która miała być doktoratem, która wywołała spory skandal. Rewizjonistyczna, odbrązawiająca tytułowego bohatera. Inna od książki Zyzaka choćby ze względu na jej język. Zbyszewski pisze o historii gniewem, żółcią, nienawiścią. Przede wszystkim do tych, którzy doprowadzili Polskę do upadku. Zyzak jest rzeczowy, elegancki, nie ceni "katorżniczego" języka prac naukowych, rzadko i dyskretnie pozwalając sobie na ironię czy sarkazm. Ale czytając obie te książki czujemy ukrywającą się w nich podobną pasję. Pasję historyków, którzy chcą dotrzeć do historii prawdziwej i żywej, ale pasję Polaków, chcących uwolnić swoich rodaków od historycznego frazesu, fałszu, wreszcie podłości.

Nagradzamy Pawła Zyzaka za tę pasję, za jego odwagę, za to, iż stworzył rzecz pasjonującą. Obyśmy chcieli jego książkę przeczytać i wyciągnąć z niej naukę.

 

Fotografie laureata i pisarzy wyróżnionych