powrótstrona główna
Włodzimierz Bolecki, Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu (zarys monograficzny), Wydawnictwo ARCANA, Kraków 2007

 

"Rzeczpospolita" nr 128, 2-3 czerwca 2007 r.

Krzysztof Masłoń

MACKIEWICZOWSKI FUNDAMENTALIZM

Pojęcie "fundamentalizm" kojarzy nam się fatalnie, najczęściej z wojującym islamem. A przecież – o czym przypomina Włodzimierz Bolecki w wydanej właśnie mocno rozszerzonej edycji Ptasznika z Wilna [ARCANA, Kraków 2007] – oznacza ono nic innego jak antyrelatywizm.

Bohater książki Boleckiego, wielki pisarz polski Józef Mackiewicz, utrzymywał, że "jedynie prawda jest ciekawa" i w swoich sądach i ocenach konsekwentnie kierował się wartościami, a nie okolicznościami.

"Trzeba tobie wiedzieć – pisał w liście do siostry – że ja zajmuję stanowisko dosłowne. To znaczy nie tak, jak większość naszych rodaków, co to tylko na użytek prywatny, i wyciągam wnioski dosłownie. Dla mnie w pewnych sprawach nie ma bratów-swatów". Słowem – powiada autor Ptasznika z Wilna – był Józef Mackiewicz "fundamentalistą w sprawach wolności. Powrót do myśli Józefa Mackiewicza, to także powrót do jego liberalistycznego fundamentalizmu".

Czarne woluminy

Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z powrotem do myśli Mackiewiczowskiej? O autorze Drogi donikąd pisze się i dyskutuje niemało, ale czy go się czyta? Autor Ptasznika z Wilna wyliczył, że od 1993 do 2006 roku średnia sprzedaż wszystkich tytułów Józefa Mackiewicza wyniosła w Polsce ok. 2 tys. egzemplarzy rocznie. Mimo że – jak utrzymuje Sławomir Osuch, dyrektor Biura Dystrybucyjno-Marketingowego, którego słowa Bolecki przyjmuje za dobrą monetę, pozostawiając bez komentarza – "Józef Mackiewicz jest dziś jednym z nielicznych polskich autorów, którego komplet dzieł znajduje się w ciągłej sprzedaży przez tak długi okres".

Mam na ten temat zupełnie inne zda nie, nie tylko dlatego, że np. od kilku miesięcy bezskutecznie poszukuję Karierowicza, powieści rzekomo znajdującej się na rynku. Rzecz w tym, że te książki są, a jakby żadnej nie było. Charakterystyczne czarne woluminy z logo wydawcy - Kontry - dostępne są w nielicznych księgarniach za horrendalnie wielkie pieniądze. Przy tym posiadają idiotyczne wklejki, z których wydedukować można, że edytor publikuje te utwory wbrew woli autora, który nie chciał ich dopuścić do sprzedaży w ojczyźnie. No, ale sprawa o prawa autorskie do utworów Józefa Mackiewicza to temat oddzielny, wielokrotnie zresztą na łamach "Rzeczpospolitej" poruszany. Profesor Bolecki uważa, że Nina Karsov-Szechter z roli wydawcy dzieł autora Lewej wolnej wywiązuje się znakomicie, moim zdaniem zarzut szkodnictwa jest najłagodniejszy, jaki można jej postawić. A jak zadecyduje sąd po apelacji złożonej przez córkę pisarza od zeszłorocznego wyroku sankcjonującego stan obecny, przekonamy się pewnie niebawem.

Priorytety, niestety

Józef Mackiewicz stał się sztandarowym pisarzem pewnej polskiej formacji umysłowej. To bardzo wiele i bardzo mało zarazem. Przy tym, miejmy świadomość, poza Polską jest autorem nieznanym. Z różnych powodów, także i tych, że osoba dziedzicząca prawa autorskie do tej twórczości odmówiła zgody na tłumaczenie książek autora Nie trzeba głośno mówić w Niemczech, Francji i Szwajcarii. Podobnie nie wyraziła zgody na rosyjską edycję Kontry, choć w Moskwie pokrywa się kurzem gotowy przekład. A szczytem wszystkiego jest nieobecność dzieł Józefa Mackiewicza na Litwie. W marcu zeszłego roku nie zezwolono na opublikowanie Drogi donikąd i Zwycięstwa prowokacji polskojęzycznemu wydawcy z Wilna Ryszardowi Maciejkiańcowi. Bez efektu starała się też o wydanie dzieł Józefa Mackiewicza po litewsku oficyna Versus Aureus.

Ale sprawa ma szerszy i głębszy wymiar. Otóż, jak informuje Włodzimierz Bolecki w Ptaszniku z Wilna, kilka lat temu obszerny fragment Nie trzeba głośno mówić przetłumaczył na niemiecki znany pisarz austriacki Martin Pollack. Żaden z wydawców nie podjął się wydania książki, a uzasadnienia odmów były kuriozalne. Deutsches Kulturforum Östliches Europa Verlag utrzymywało, na przykład, że taka edycja "mogłaby być źle zrozumiana w Polsce (sic!) jako próba odwrócenia od Niemców winy poprzez skoncentrowanie się na polskim i litewskim udziale po niemieckiej lub sowieckiej stronie podczas II wojny światowej". No, to są szczyty obłudy. Amerykańscy wydawcy odpowiadali również negatywnie, choć nie tak fałszywie. Na przysłany do oceny przekład na angielski Drogi donikąd oficyna Westview stwierdziła: "Niestety, rozważywszy potencjalne rynki zbytu książki, zgodność z naszymi priorytetami i innymi czynnikami, często musimy zrezygnować z publikacji książek z powodów niezwiązanych z ich rzeczywistą wartością".

Zoologiczny antykomunista

Fenomen popularności książek Józefa Mackiewicza w kraju miał miejsce w drugiej połowie lat 80. Na tę twórczość rzucili się wtedy podziemni wydawcy. Ukazało się wówczas – podaję za Włodzimierzem Boleckim – aż 51 jego publikacji. Tylko Miłosz (odpowiednio 84 publikacje) był prezentowany w drugim obiegu częściej. Nieprzerwanie trwało jednak szkalowanie autora Kontry, co odbywało się na ogół w ten sposób, że bezkrytycznie przedrukowywano w kraju wszelkie napaści na niego wcześniej ogłaszane na emigracji. Niektóre z nich miały wielu czytelników, tych np., którzy sięgnęli po Polskie Państwo Podziemne Stefana Korbońskiego. Później, już w niekomunistycznej Polsce, tę linię kontynuowała "Gazeta Wyborcza" piórami przede wszystkim Artura Domosławskiego i Romana Graczyka. To krytyczne, czy raczej deprecjonujące, myślenie o Józefie Mackiewiczu i jego dziele, obowiązujące do niedawna jeszcze na łamach "GW", nie wzięło się samo z siebie. To Adam Michnik w 1991 roku w wywiadzie udzielonym "Nowym Książkom" powiedział między innymi: "... kiedy kilka lat temu okazało się, że Józef Mackiewicz jest najbardziej poczytnym pisarzem, to pomyślałem, że ci, którzy go gloryfikują, którzy intelektualizują jego tępy zoologiczny antykomunizm, biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za to barbarzyńskie schamienie, które teraz nadchodzi" (w tym samym wywiadzie Michnik doszukał się w komunizmie rysu prometejskiego - sic!).

Nieoczekiwanie o wiele bardziej przenikliwym czytelnikiem Józefa Mackiewicza okazał się znany przyjaciel redaktora naczelnego "GW" generał Wojciech Jaruzelski. W roku 1988 spotkali się z nim jako przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Historycznego profesorowie Paweł Wieczorkiewicz, Andrzej Zahorski i Andrzej Zakrzewski. Podczas rozmowy padło pytanie, kto – zdaniem generała – jest najwybitniejszym polskim pisarzem historycznym. Jaruzelski bez zastanowienia odpowiedział: "Mackiewicz". Sekretarz generała chciał tę odpowiedź doprecyzować i zapytał: "Cat?". Na co Jaruzelski: "Nie, Józef. Józef Mackiewicz".

Ojczyzna ojczyzn

Ta anegdota warta jest, oczywiście, każdych pieniędzy, ale nie tego rodzaju historie stanowią o wartości ponad 900-stronicowej pracy Włodzimierza Boleckiego. Pracy zasługującej na ogromne uznanie, a dla czytelnika ważnej i dlatego, że znajdzie w niej mnóstwo oryginalnych tekstów Józefa Mackiewicza, włącznie z tymi, o których gorąco dyskutowano przez lata, choć nie znano ich. Jak, na przykład, artykułu My, wilnianie... opublikowanego 14 października 1939 roku w litewskiej gazecie "Lietuvos Żinios". Artykułu zmitologizowanego, będącego rzekomym dowodem oskarżenia pisarza o kolaborację z okupantem litewskim (później postawiony zostanie kolejny zarzut kolaboracji z Niemcami). A przecież Józef Mackiewicz pisał wtedy: "Tylko realne wartości mają znaczenie. Taką realną wartością jest dla nas przejście Wilna z ZSRR w ręce republiki Litwy". Reszta była tylko konsekwencją tych słów.

Nowa edycja Ptasznika z Wilna będzie, z pewnością, wielokrotnie omawiana i przywoływana – jako fundamentalne dzieło dotyczące Józefa Mackiewicza. Szkoda tylko, że błędy korektorskie (włącznie z przesuniętą o 20 lat datą śmierci towarzyszki życia pisarza Barbary Toporskiej) wprawiać mogą czytelnika w nerwowość. Uspokoić go może natomiast, niezależne od polemicznego (i politycznego) temperamentu autora, piękno języka, jakim się posługuje. O wyznawanej przez Józefa Mackiewicza idei krajowej pisze np. tak: "Ojczyzna ojczyzn. Kraina narodów, które są równymi członkami jednej rodziny ludzkiej. Nie federacja i nie konfederacja. Kraj istniejący jedynie dlatego, że ludzie różnych narodowości i różnych kultur nazywają go swoją ojczyzną, domem, arką przymierza. Jedna z najpiękniejszych, postromantycznych utopii, jaką zrodził wiek XX".

powrótstrona główna