powrótstrona główna
Józef Mackiewicz, Lewa wolna

 

"Arcana", 2007, nr 2-3 (74-75), s. 205-223

Janusz Goćkowski

SCEPTYCZNA NARRACJA O ZWYCIĘSKIEJ WOJNIE
(JÓZEFA MACKIEWICZA LEWA WOLNA)

Tak więc widzimy, że wojna jest nie tylko czynem politycznym, lecz i prawdziwym narzędziem polityki, dalszym ciągiem stosunków politycznych, przeprowadzeniem ich innymi środkami. (...) Cel polityczny (...) jest celem, wojna zaś - środkiem, a środka bez celu nie można sobie wyobrazić. (...) Celem wojny (...) powinno być pokonanie nieprzyjaciela. (...) Jeżeli wojna należy do polityki, to przybiera ona jej charakter. (...) Polityka jest inteligencją, wojna zaś tylko narzędziem, a nie odwrotnie. Pozostaje więc jedynie konieczność podporządkowania punktu widzenia wojskowego politycznemu punktowi widzenia.

Carl von Clausewitz: O wojnie
(Lublin 1995, s. 23, 748, 764, 766)

Pierwszeństwo w logice ma nie sąd, ale pytanie, czemu historyczne świadectwo dają platoński dialog i dialektyczne źródła greckiej logiki. Prymat pytania wobec wypowiedzi oznacza jednak, że wypowiedź jest ze swej strony odpowiedzią. Nie ma wypowiedzi, która by nie była jakimś rodzajem odpowiedzi. Toteż kryterium zrozumienia wypowiedzi musi być zrozumienie pytania, na które ono ona odpowiada.

Hans-Georg Gadamer: Cóż to jest prawda?
(Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 2000, s. 46)

 

1. Wojna "Orła Białego" z "Czerwoną Gwiazdą"

Wersja patriotów polskich: zwycięska wojna, która uratowała niepodległość i tożsamość cywilizacyjną Europy oraz zatrzymała ekspansję bolszewicką dla destrukcji europejskiego status quo w "metodzie ustroju życia zbiorowego". Wersja "partokracji" bolszewickiej: przegrana bitwa w wielkiej wojnie – grze o to, żeby odmienić theatrum mundi przez urządzenie wszędzie i na stałe ładu komunistycznego. Nie można uznać ani odrzucić in toto żadnej, z obu wersji. "Orzeł Biały", zwyciężył w wojnie z "Czerwoną Gwiazdą". Dzięki temu zwycięstwu: a) mogła się ukształtować niepodległa Polska – integralny obszar praktykowania "cywilizacji łacińskiej"; b) zatrzymana została owa konkwista gwoli panowania w Europie wyznawców leninowskiej "ideologii społecznej" i "technologii społecznej". Ale, nie na długo można się było cieszyć owym zwycięstwem. "Czerwona Gwiazda" i "Czarna Swastyka": zawojowały Polskę i podzieliły miedzy siebie. Krótko potem "Czerwona Gwiazda" zaprowadziła ład komunistyczny w trzech państwach nadbałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia), w części Rumunii i fragmentach przestrzeni Finlandii. A po wojnie "Czerwonej Gwiazdy" z "Czarną Swastyką" nastąpiło rozszerzenie przestrzeni panowania komunistycznego w Europie na wiązkę krajów, które dzięki "bolszewizacji" stały się nowymi "brygadami szturmowymi" – składnikami "obozu pokoju i socjalizmu", przestrzeniami "realnego leninizmu". Transformacja ustrojowa, czyli restytucja kapitalistycznego policentryzmu i pluralistycznej demokracji masowej w przestrzeni "realnego leninizmu" pozostawia wiele do życzenia jako proces autentycznego "znicestwiania" komunistycznej mentalności i komunistycznych praktyk w ramach nowego porządku i w rekwizytach, słowach i gestach nowej kultury. Potrzebna jest znajomość dzieł sztuki literackiej i dziennikarskiej zawierających narrację o tym, co było losem Polaków i ich przemyślnością polityczną: od przewrotu bolszewickiego do czasów "realnego leninizmu".

Wypada stwierdzić:
Po pierwsze: w literaturze polskiej (prace specjalistów historii, socjologii, politologii) dotyczącej wojny "Orła Białego" z "Czerwoną Gwiazdą", wypowiedzi, które są opowiedzeniem się po stronie tezy o braku polskiego zwycięstwa politycznego, czyli zwycięstwa wojennego sensu proprio, określić można jako frakcję marginesu.
Po drugie: marginalną obecność w dziełach polskiej sztuki literackiej (także polskiej sztuki filmowej) obrazowania tej wojny jako wysiłku narodu i sukcesu żołnierskiego, którym nie towarzyszyły odpowiedni plan polityczny i odpowiedni sukces polityczny.
Po trzecie, trwanie (jako wyobrażenia ważnego i rozpowszechnionego), w mentalności narratorów i referentów, interpretowania tej wojny jako kolejnego konfliktu polsko-rosyjskiego.
Po czwarte: brak uznanego i utrwalonego zdefiniowania tej wojny jako konfliktu z "wrogiem obiektywnym" europejskiej tożsamości cywilizacyjnej - europejskiego ładu życia międzyludzkiego, podczas którego politycy polscy i politycy europejscy znajdowali się (w zdecydowanej większości) w "szponach złudy diabelskiej" i byli (de facto) "misiami o bardzo małym rozumku", gdy chodzi o pojmowanie i traktowanie przedmiotu sporu, stawki w grze i charakteru przeciwnika.

 

2. Powieść wroga bolszewizmu o wojnie "Orła Białego" z "Czerwoną Gwiazdą"

Autor (o czym informuje Jerzy Malewski w biografii Ptasznik z Wilna (2)), brał udział w tej wojnie, służąc w 13 Pułku Ułanów, którego połowę składu stanowili kozacy kubańscy. Od tej wojny do końca przytomnego życia (13 grudnia 1984) był zdecydowanym kontrrewolucjonistą, pisarzem wojującym z komunizmem (a przede wszystkim jego wersją klasyczną, czyli bolszewizmem-leninizmem) jako doktryną i metodą gry o rewolucję dla utopii w całym świecie (aż do "ostatniej republiki"). W roku 1965 (w Polskiej Fundacji Kulturalnej) wydał, w Londynie, powieść, którą nazwałem "sceptyczną narracją o zwycięskiej wojnie". Nie podobała się tym, których nazywał "polrealistami" (3). W Ptaszniku z Wilna podano, że autorzy tekstów z pracy zbiorowej W obronie prawdy historycznej. Głosy i opinie o książce "Lewa Wolna" są zdania, że w tej książce "mackiewiczowskie spojrzenie na świętą dla Polaków wojnę z bolszewikami jest z ducha rosyjskie i antypolskie", a książka jest "zła, chora, obsesyjna", "bezsensowna", "bezczeszcząca", w której czytelnik napotyka "obłąkańczą pasję polityczną" – "powieść, która dla Polski walczącej w latach 1919-1920 jest obelgą, dla nas uczestników tamtych walk prowokacją, a dla młodego pokolenia polskiego trucizną." (4) Niemniej znaleźli się liczni autorzy emigracyjni, o dużym ciężarze gatunkowym i pryncypialności patriotycznej, który w swoich recenzjach, wypowiedziach-refleksjach czy wypowiedziach-opiniach dali jasno i wyraźnie świadectwo uznania dla wartości Lewej wolnej jako oglądu i obrazowania wojny "Orła Białego" z "Czerwoną Gwiazdą".

Sceptyczna narracja o zwycięskiej wojnie nie jest kroniką pisaną przez podmiot obserwacji uczestniczącej ani studium historycznym z zakresu socjologii polityki. Nie można jej również nazwać rezultatem penetracji, która przyniosła rewelacje – nikomu dotychczas nieznane fakty o wojnie "Orła Białego" z "Czerwoną Gwiazdą". Uznałem wszakże za stosowne poświęcić tej powieści artykuł socjologa wiedzy, który chętnie sięga do dzieł sztuki literackiej jako materiału dowodowego. Powieść zawiera kwestionariusz pytań ważnych dla rozeznania się w "definicjach sytuacji" i "horyzontach oczekiwań" ludzi, będących podmiotami inwencji i aktywności politycznej po obu stronach frontu. Jest powieścią poświeconą zagadnieniu człowiek na wojnie. Powieści takie mogą być rozpatrywane jako narracje dotyczące: 1. człowieka wojującego na wojnie; 2. człowieka chroniącego się przed wojną; 3. człowieka urządzającego się w niszy poza działaniami wojennymi; 4. człowieka decydenta-szefa rozstrzygającego o celach i sposobach prowadzenia wojny; 5. człowieka dyskutującego o sprawach wojny i z nią związanych.

Wybrałem analizę i interpretację powieści Lewa wolna jako narracji o rozmowach przy podejmowaniu decyzji i o rozmowach o decyzjach podjętych czy zamierzanych. Istotą Lewej wolnej jest dla mnie : a) konfrontacja idei Lenina i Piłsudskiego jako decydentów-planistów i decydentów-strategów, którzy prowadzą grę polityczną z użyciem wojny jako narzędzia; b) konfrontacja poglądów ludzi dyskutujących o politycznych zagadnieniach wojny po obu stronach frontu. Wybrałem zatem pojmowanie i traktowanie Lewej wolnej jako narracji o wielości prezentacji i konfrontacji idei. To, co mnie zainteresowało, da się zawrzeć w słowach: prezentowany przez Józefa Mackiewicza człowiek na wojnie "to nie tylko człowiek o czynnej świadomości – to ideolog" oraz to, że w Lewej wolnej "ideologiczna aktywność bohaterów nabiera pełni znaczenia; tu idea rzeczywiście staje się niemal bohaterką utworu". (5)

Owa kolekcja dyfamacji (której zresztą przeciwstawiały się liczne głosy ludzi mądrych i zacnych, którzy pozytywnie oceniali Lewą wolną (6)) ujawniła podobieństwo mentalności krajowych i emigracyjnych rzeczników i szermierzy polskiej "poprawności historycznej" i "poprawności politycznej". Powieść prezentuje zaś punkt widzenia, który nazwać można stosowaniem "myślenia alternatywnego" do oglądu i obrazowania tego, co zostało już pojmowane, przedstawione i objaśnione przez posługujących się schematami "myślenia nie-alternatywnego", czyli uczestników kręgu kolektywnego pojmowania i traktowania spraw w sposób utwierdzający ideologię "polrealizmu". Ważne są konstatacje dotyczące wyobrażeń i przekonań tych, którzy wypowiadali się o charakterze gry i konfliktu, jakimi była wojna "Orła Białego" i "Czerwonej Gwiazdy". "Każdy będzie później historię wypadków o tych targach i przetargach, o których miliony nie pytanych ludzi nie wiedziało nic zgoła, a często i wiedzieć nie chciało. Stąd historie te wzajemnie się pokrzyżują i zniekształcą. Tylko bolszewicy pisali historię prostolinijną. Nie było bowiem pomiędzy nimi sporów ani o ziemie, ani o język, ani o narodowość, ani o religię. Nie kryli się z tym, że im chodzi wyłącznie o – rewolucję. I jeżeli się spierali między sobą to tylko o najlepszą taktykę, która do zwycięstwa tej rewolucji prowadzi. Dlatego ludzie nieświatli mówili: 'Zaraza'. Na tej podstawie, że podobnie jak nie rozeznać gołym okiem bakcyla choroby, tak nie rozeznać było na oko bakcyla rewolucji, który zarażał człowieka, niezależnie od jego narodowości, stanu, wyznania i wykształcenia. Ludzie mówili, że bakcyl tej zarazy przewieziony został do Rosji w zaplombowanym wagonie przez tych samych Niemców, którzy teraz zmuszeni są utrzymywać przed nią kordon sanitarny." (7) Skoro "zaraza", to nieodzowna jest odpowiednia reakcja terapeuty.

" - Komunistów wszelkiej maści, trzeba zawsze rąbać – powiedział Zybienko." (8) Czytamy też, wypowiedzianą w myślach przez komunistę, charakterystykę środowiska komunistycznego: "'Mówi się: towarzysz' pomyślał Wintowt, a nigdy przedtem człowiek nie był do tego stopnia wilkiem człowiekowi... Wzbierała w nim gorycz." (9) Józef Mackiewicz, zawsze i wszędzie jest przeciwnikiem: ograniczania "suwerenności myśli" przez ludzi narzucających innym: o czym i co mają myśleć i mówić oraz jaki ma być ich styl życia. Jedna z postaci Lewej wolnej wywodzi: "są trzy rodzaje patriotyzmu. Patriotyzm narodowy, patriotyzm doktryny i patriotyzm pejzażu. Narodowy interesuje się tylko ludźmi zamieszkujący dany pejzaż, ale nie pejzażem. Doktrynalny, ani ludźmi ani pejzażem, tylko zaszczepieniem doktryny. Dopiero patriotyzm pejzażu (...) obejmuje całość, bo i powietrze, i lasy, i błota i człowieka jako część składową pejzażu. (...) narodowi patrioci (...) dla nich największe szczęście ludzkości, żeby jak najwięcej ludzi mówiło koniecznie tym językiem, ale broń Boże nie innym. (...) gdzie stała cerkiew postawić przekoniecznie kościół. Zębami gotowi ściany szarpać. (...) – czy włoski barok, czy bizantyjska kopuła, i minaret i synagoga, tak samo należą do pejzażu, jak jezioro, czy rzeka, czy rynek przy którym stoją. I czapki, które zdejmują ludzie wchodząc do świątyni, czy właśnie nie zdejmując. A jak ty wszystkim wronom każesz krakać pod batutę, i liście na drzewie przykroisz w jeden wzór, to co zostanie z pejzażu. (...) a doktrynalny patriotyzm? (...) narodowi chcą (...) przystroić jeszcze naród." (10)

 

3. Narracja w Lewej wolnej?

Józef Mackiewicz: a) nie przekazuje wspomnień żołnierza – uczestnika wojny, który pisze li tylko o tym, co mogło obejmować jego wojenne doświadczenie; b) nie przedstawia swego oglądu i obrazowania zdarzeń oraz swego osądu ludzi jako zdania jednego z wielu możliwych, o których nie można orzec zasadnie, które z nich przedstawia i ocenia należycie to, co nazwać można wojną "Białego Orła" z "Czerwoną Gwiazdą". Autor Lewej wolnej jest narratorem i komentatorem, który przedstawia ową wojnę taką, jaką była w perspektywie znawstwa wojny jako znawstwa tego, co polityczne? Czyni to formie powieści, w której narratorem i komentatorem – kompetentnym znawcą spraw jest autor. Lewa wolna jest narracją i komentarzem tego, kto wie, że..., a nie tego, komu wydaje się, że... Józef Mackiewicz, jest autorem prozatorskiego raportu politologicznego, którego tezy łączą się ściśle z tezami, zawartymi w odpowiednich fragmentach jego książki Zwycięstwo prowokacji (Monachium 1962) oraz artykułami z różnego czasu i drukowanych w różnych czasopismach. W Lewej wolnej mamy też do czynienia z narracją przeplatającą przedstawianie faktów ze "sceny życia" (postaci wymyślone w różnych sytuacjach ciągu ich przygód) i faktów ze "sceny losu", w których rzeczywiste postaci historii politycznej – ważni uczestnicy gry politycznej przez prowadzenie wojny (współtwórcy rzeczywistości kształtującej losy ludzi różnej kondycji i funkcji społecznej – postaci, których życie przed wojną, w czasie wojny i po wojnie jest właściwym przedmiotem narracji prozatorskiej) zostają ukazane w beletryzowanych sytuacjach – ważnych dla pojmowania sensu opisywanej wojny jako gry o formułę i regułę cywilizacyjną tamtych ludzi na tamtych ziemiach. Do tego dochodzą wypowiedzi, które nazwać można refleksją dotyczącą antropologii wojny światopoglądowej – wojny o formułę i regułę ładu cywilizacyjnego. Taką właśnie była wojna "Białego Orła" z "Czerwoną Gwiazdą".

 

4. Kwestionariusz pytań zawarty w Lewej wolnej

Oto pytania, zawarte w sceptycznej narracji o zwycięskiej wojnie, które uważam za godne zastanowienia się i odpowiedzi socjologa wiedzy politycznej, dotyczące owej wojny:
KWESTIA 1: Jakimi predefinicjami sytuacji posługiwały się obie, walczące ze sobą strony?
KWESTIA 2: Jakie były ich polityczne koncepty-projekty wojny?
KWESTIA 3: Na kogo i na co mogła liczyć każda ze stron?
KWESTIA 4: Jakie były podobieństwa i różnice ich kanonów wartości i anty-wartości?
KWESTIA 5: Czy obie strony pojmowały i traktowały przeciwnika jako "wroga obiektywnego"?
KWESTIA 5: Jakie były "horyzonty oczekiwań" uczestników wojny po obu stronach frontu?
KWESTIA 6: Do jakich krajów wracali żołnierze z tej wojny?
KWESTIA 7: Od czego zaczęły się problemy politycznej egzystencji polskiej, które nie zakończyły się pokojem w Rydze?
Wyodrębnienie i werbalizacja pytań kwestionariusza jest rezultatem mojej analizy Lewej wolnej i wykonania przeze mnie odpowiedniej interpretacji adaptacyjnej dzieła sztuki literackiej. Jest to dostosowanie analizy treści powieści do zainteresowań poznawczych socjologa wiedzy politycznej, co powoduje redukowanie treści analizowanych do tego, co ważne dla wywodów dotyczących spraw objętych owymi zainteresowaniami. Józef Mackiewicz, udziela odpowiedzi na owe pytania przez zawarte w Lewej wolnej sytuacje dramaturgiczne (rozmowa w związku z podejmowaniem decyzji i rozmowa o tym, co tworzą/kształtują decyzje, są takimi właśnie sytuacjami) ze "sceny życia" i ze "sceny losu". Przedstawia też fakty/zdarzenia stanowiące kontekst socjokulturowy owych scen.

 

5. "Dwie sceny" dramaturgii powieści

Nawiązuję tu do podziału sceny teatralnej w inscenizacji Lwa Tołstoja Wojny i pokoju. Pomysłodawcą i urzeczywistniającym był zaś Erwin Piscator.

5.1 "Scena losu"

Oto fragmenty powieści, w których Józef Mackiewicz przedstawia sześć sytuacji poprzedzających rozpoczęcie właściwej wojny "Białego Orła" z "Czerwoną Gwiazdą". Sytuacje owe ukazują kurs polityków-decydentów obu stron konfliktu o formułę i regułę tożsamości cywilizacyjnej Polski i Europy, acz tylko jedna strona jasno i wyraźnie wiedziała: co jest stawką w grze i miała plan strategiczny odpowiedni do swej idei wojny rewolucyjnej. Wybrałem niektóre tylko sytuacje, gdyż w owej wojnie początek okazał się najważniejszy. A początkiem były właśnie definicje sytuacji i horyzonty oczekiwań Piłsudskiego i Lenina, czyli to, co działo się na "scenie losu" przed wojną, która stała się rzeczywistością dla ludzi ze "sceny życia".

SYTUACJA PIERWSZA: PODJĘCIE DECYZJI BOLSZEWICKIEJ ELITY O RATYFIKACJI POKOJU BRZESKIEGO.
"Zebranie C.K. partii zwołane dla rozpatrzenia niemieckich warunków należało do najbardziej dramatycznych. Chwilami zdawało się, że partia rozpadnie się od wewnątrz. Napięcie doszło do zenitu, gdy głos zabrał Lenin: 'Towarzysze! (...) Niemcy idą na Piter. Nas jest mało. Za trzy tygodnie nie pozostanie po nas śladu... Musimy za wszelką cenę wygrać na czasie! A żeby wygrać na czasie musimy oddać przestrzeń. Nawet bardzo dużą przestrzeń!...' (...) Ratując siebie, wykorzystujemy tylko waśń między dwoma imperializmami w ten sposób, że w końcu oba przegrają. Na pokoju Brzeskim Niemcy nie zyskują nic prócz kilku milionów pudów zboża, przyniosą natomiast sami do siebie rozkład bolszewicki. My zaś wygrywamy na czasie, w ciągu którego zaczniemy tworzyć Armię Czerwoną. Nawet utrata Ukrainy będzie do naprawienia, aczkolwiek za wielką i ciężką cenę. Ale główna rzecz, że to, na co liczą nasi wrogowie, bankructwo władzy radzieckiej w Rosji – nie nastąpi. Właśnie ten czas, który historia da nam na "pieredyszkę", na wytchnienie, wyzyskamy na to, aby się wzmocnić. Wygramy tempo, wygramy nieco czasu, za który oddamy przestrzeń...'." (11)

SYTUACJA DRUGA: UZYSKANIE PRZEZ WYSŁANNIKA LENINA ZGODY NA UŁOŻENIE SIĘ POLSKO-BOLSZEWICKIE KOSZTEM "BIAŁYCH" GENERAŁÓW.
"Pan Karski (...) Niezadługo po swoim przybyciu do Warszawy (...) udaje się również do pewnych mieszkań prywatnych. (...) odwiedza (...) wiceministra spraw wewnętrznych Józefa Becka (ojca 26-letniego Józefa, towarzysza broni Piłsudskiego). Odwiedza towarzysza z PPS, Tadeusza Hołówkę. Jeden i drugi są czynnymi organizatorami POW, najbliższymi współpracownikami naczelnika państwa. I tu odkrywa przyłbicę. Jest osobistym, tajnym wysłannikiem Lenina. Poza tym nie potrzebuje się legitymować, albowiem gospodarze znają gościa osobiście: Julian Marchlewski, komunista polsko-niemiecki, współzałożyciel 'Związku Robotników Polskich', a następnie SDKPiL, przywódca lewego skrzydła niemieckiej socjaldemokracji. Marchlewski vel Karski oświadczył z miejsca, iż gra jego będzie grą w otwarte karty. Nie zamierza wdawać się w krytykę polityki i stanowisko rządu polskiego. Ani w politykę na temat różnic światopoglądowo-programowych dzielących poszczególne partie socjalistyczne. Chce od początku postawić sprawę jasno. Chce odwołać się do tradycji, sumienia i solidarności socjalistycznej w jednym tylko wypadku: – Możemy się kłócić (...) zwalczać nawet nawzajem. .Ale nie możemy sobie wyobrazić, aby przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej, aby Józef Piłsudski, twórca ongiś 'Organizacji Bojowej PPS', bohater manifestacji zbrojnej na Grzybowie w 1904-ym, 'krwawej środy', zamachu na Skałona, na wołyński pułk lejbgwardii pod Łapami w 1907-ym, na pociągi pod Pruszkowem, Rogowem i Bezdanami, mógł się dzisiaj zdecydować na popieranie bezpośrednie czy chociażby pośrednie w jakimś stopniu, carskich generałów, admirałów i żandarmów! Wasze oddziały posuwają się w głąb Rosji... – Nie w głąb Rosji, lecz w głąb dawnych ziem Rzeczypospolitej Polskiej. – Nie będę się na ten temat spierał. Nie chodzi mi zresztą ani o dziedzinę terytorialną, ani militarną. Ale w imię uczciwości socjalistycznej i zresztą zdrowego rozsądku, nie możecie przecie podtrzymywać Kołczaka, czy Denikina! Bo gdy oni zwyciężą, starci zostaniecie bez reszty. (...) Chcę wam na marginesie, towarzysze, zwrócić ponadto uwagę na pewien szczegół w stanowisku Lenina. Jak wam wiadomo powołaliśmy do życia rewolucyjne rządy: litewski, łotewski, estoński (...) Lenin nie stworzył jednak rewolucyjnego rządu polskiego. Jest to wyjątek w stosunku do Polski dosyć wymowny, który zdaje się świadczyć, że obecnego rządu polskiego nikt nie zamierza obalać, ale znaleźć płaszczyznę, na której byłoby możliwe osiągnięcie porozumienia i rozeznanie wspólnych interesów. Tajny wysłannik Lenina trafił na grunt podatny. Właściwie jego patetyczna elokwencja była nawet zbyteczna. Gdyż wódz naczelny i naczelnik państwa zarazem, pomijając wszelkie inne koncepcje polityczno-strategiczne i osobiste aspiracje, odczuwał nieprzepartą awersję przede wszystkim do 'białej' Rosji, z którą walczył przez całe swoje życie. Jeżeli więc chodziło o ten wyłącznie odcinek polityczny, nie było trudno znaleźć i ustalić wspólną platformę pomiędzy interesem rewolucji bolszewickiej i poglądem naczelnika państwa na interes nowopowstałej Polski. Najpierw organa prasowe PPS, a za nimi rządowe polskie, zostały zainspirowane w tym sensie, aby wskazywały w swych artykułach na większe niebezpieczeństwo, jakie grozić może Polsce od strony kontrrewolucji rosyjskiej, niż rewolucji rosyjskiej. Był to pierwszy krok w nawiązaniu tajnej nici, która nie miała być prędko zerwana. Chodziło jedynie o zachowanie największych środków konspiracji i tajemnicy, nie tylko ze względu na Denikina, nie tylko ze względu na pewne elementy własnej armii i społeczeństwa, oraz pewnych osobistości w sferach rządowych polskich, ale też ze względu na mocarstwa zachodnie, których reakcja w razie ujawnienia, nie zawsze mogła być przewidziana. Ale umiejętność konspiracji, to żywioł starych rewolucjonistów." (12)

SYTUACJA TRZECIA: PODJĘCIE DECYZJI PRZEZ SZEFOSTWO POLSKIE (WRAZ Z OBJAŚNIENIEM DLA WĄSKIEGO KRĘGU "NASZYCH LUDZI") O POZOSTAWIENIU "BIAŁYCH" GENERAŁÓW SAMYCH W WOJNIE Z BOLSZEWIKAMI ORAZ DECYZJI O PRZEKAZANIU "WYJAŚNIEŃ DLA PUBLICZNOŚCI" ODBIORCOM ZAGRANICZNYM I KRAJOWYM.
" – Mais c'est une drôle de guerre messieurs – zauważył członek wojskowej misji francuskiej w Warszawie. (...) – Dlaczego nie ruszacie bić bolszewików, czy chociażby nie zlecicie grupie poleskiej wykonanie manewru proponowanego przez Denikina? – Nie jesteśmy w stanie. (...) Z podobnym pytaniem i prośbą o sprecyzowanie aktualnego stanowiska militarnego Polski zwrócił się, już bezpośrednio do Piłsudskiego, poseł brytyjski w Warszawie (...) Piłsudski odpowiedział mu na to krótko: – Nie mogę wzywać żołnierza polskiego do dalszego wysiłku w walce z Rosją czerwoną, jeżeli do ziemi wydzieranej bolszewikom rości pretensje Rosja biała. (...) Prawie w tym samym co do dnia czasie, na poufnej polityczno-wojskowej odprawie w gronie najbardziej zaufanych dowódców, naczelny wódz Józef Piłsudski, wyłożył cele wojny i swoje w niej stanowisko: – Na ziemiach przez nas odzyskanych chcemy obalić wszelkie próby i zakusy narzucania nam życia nie urządzonego przez nas samych, moi panowie... Wiemy, że w tej chwili bolszewicy rzucili prawie wszystkie swe siły przeciwko Denikinowi, odsłaniając nasz front. Wydawałoby się może niektórym panom logiczne, że w takiej chwili winno nastąpić uzgodnienie działań pomiędzy naczelnym dowództwem polskim i Denikinem. A nie wstrzymanie się od wszelkiego nacisku na armię sowiecką, gdyż jest ona właśnie zaangażowana najbardziej w walce z rosyjską armią ochotniczą. Taki wniosek wydaje się naturalny i słuszny z punktu widzenia polskich interesów politycznych. Mniejszym złem jest ułatwić Rosji czerwonej pobicie Rosji białej. Gdybyśmy bowiem poparli teraz Denikina w naszej walce z bolszewikami, byłaby to w istocie walka o Rosję. A my z każdą Rosją prowadzimy walkę o Polskę. Niech sobie ten cały zafajdany Zachód gada co chce, ale my nie damy się wciągnąć i użyć do walki z rewolucją rosyjską, lecz odwrotnie, w imię nieprzemijających interesów polskich, chcemy ułatwić armii rewolucyjnej ich działania przeciwko armii kontrrewolucyjnej. Obecni wyszli pod głębokim, jak twierdzili, wrażeniem słów wodza naczelnego. (...) tajny raport, złożony przez głęboko ideowego socjalistę polskiego jakim był Iwanowski, wypadł w tej specyficznej tonacji, która towarzyszyła walce z Rosją w przedbolszewickiej erze, w jakiej wzrastali towarzysze Polskiej Partii Socjalistycznej. (...) Raport ten, i następne wypowiedzi Iwanowskiego, z którymi się nie krył w partyjnych kołach PPS, ożywiły jeszcze bardziej tendencje, które ktoś nazwał złośliwie: 'odwetowym triumfem kompleksów'. Był to kompleks antyrosyjski, ściśle anty-biało-rosyjski. (...) Piłsudski musiał hamować te za daleko idące zapędy polityczne tradycyjnych rewolucjonistów.. W ścisłym gronie swych starych towarzyszy partyjnych, powiedział: – Nie walczymy z rewolucją, lecz walczymy z Rosją. Sowiecką, czy białą. Sowiecka jest mniejszym złem, bo mniej dla nas groźna, niż biała. Pozostaje jednak Rosją. Ze swoim Leninem, Trockim i generałami Brusiłowem i Szaposznikowem, czy innymi, których zaprosili teraz do wspólnej kompanii. Obecni wyszli pod głębokim wrażeniem słów 'komendanta' (...) Odtąd w organach prasowych Polskiej Partii Socjalistycznej i pokrewnych, nie bolszewizm, lecz raczej imię: 'Brusiłow' staje się symbolem istotnego niebezpieczeństwa, które zagraża całej Europie." (13)

SYTUACJA CZWARTA: PODJĘCIE DECYZJI SZEFOSTWA BOLSZEWICKIEGO O PODWÓJNEJ GRZE BOLSZEWIKÓW WOBEC POLSKI: DO ZNISZCZENIA OWYCH GENERAŁÓW I PO ZWYCIĘSTWIE "CZERWONEJ GWIAZDY" W WOJNIE Z "CZARNYM ORŁEM DWUGŁOWYM".
"Na kilka dni przed odjazdem z Moskwy do Mikaszewicz Marchlewski zawezwany został przez Lenina i odbył z nim dłuższą, poufną rozmowę. – Mam nadzieję towarzyszu (...) że osiągniecie maksimum tego co osiągnąć można. W ostateczności jednak zechciejcie przypomnieć sobie przypisywane mi słowa podczas podpisywania traktatu Brzeskiego... – i zmrużył oczy. Marchlewski uśmiechnął się. Któżby nie pamiętał co opowiadano o historycznej chwili, gdy Lenin kładł swój podpis pod aktem Pokoju Brzeskiego, nie czytając go! A na zwróconą mu uwagę,: miał odpowiedzieć: 'Co! Ja mam ten bezczelny traktat pokojowy nie tylko podpisywać, ale go jeszcze czytać?! Nie będę go ani czytał, ani wypełniał jego postanowień przy pierwszej nadarzającej się okazji'. – Lenin nigdy nie potwierdził i nie zaprzeczył tej anegdocie. Ale zawsze się z niej lubił śmiać. – Nie chodzi o anegdotę (...) chodzi dziś o sytuację nieomal identyczną do tamtej, jaką mieliśmy w okresie Brześcia, gdy przyłożono nam nóż do gardła. Pamiętajcie, że nawet Bucharin i Radek byli wówczas przeciwko kompromisowi brzeskiemu, a dziś otwarcie przyznają swój błąd. Zdawało im się, że 'Pokój Brzeski' był ze względów zasadniczych niedopuszczalnym i szkodliwym dla partii rewolucyjnego proletariatu kompromisem z imperialistami. Był to rzeczywiście kompromis z imperializmem niemieckim, lecz właśnie taki kompromis i w takiej chwili był dla nas nieodzowny. A dziś jest również, jeżeli nie bardziej, nieodzowny kompromis z Polska. Pamiętajcie, że negować kompromisy 'ze względów zasadniczych', negować całkowicie dopuszczalność kompromisów w ogóle, jakichkolwiek kompromisów – to dziecinada. Polityk, który pragnie być pożyteczny rewolucji, powinien umieć wyodrębnić konkretną konieczność kompromisów od kompromisów, które są zdrada rewolucji. Niemcy wymusili większe nawet ustępstwa terytorialne niż dziś ich chce Polska. A w rezultacie rewolucja przeskoczyła do nich samych. Pamiętajcie, że nie obawiamy się ustępstw terytorialnych. Dwieście kilometrów w te czy inna stronę, dla złapania tchu przez rewolucje wszechświatową, to drobiazg bez większego znaczenia. Idźcie na ustępstwa! Możecie im ofiarować trochę obszarów. Musimy zgnieść Denikina, dosłownie za wszelką cenę. To jest zadanie chwili. A więc, i za cenę ustępstw terytorialnych. Musimy za wszelką cenę złapać oddech. Pamiętajcie, że to kontrrewolucja nam zaciska pętlę na szyję. A to czego potrzebujemy aby urzeczywistnić rewolucję światową, to nie jest terytorium, lecz rewolucyjna armia. Musimy ją za wszelką cenę wyratować spod nacisku Denikina. I musimy za wszelką cenę wykorzystać jego tępogłową postawę wobec Polski i kłótnię pomiędzy tymi dwoma 'wodzami narodów'. Inaczej zginiemy. Starajcie się więc nie tylko o ciche zawieszenie broni z Polską, ale o całe zawarcie z nią pokoju. – "Brzeskiego'?... – Trafnie: Czas za przestrzeń. Możliwie tylko eliminując Ukrainę, która jest nam koniecznie potrzebna." (14)

SYTUACJA PIĄTA: BOLSZEWICY UZYSKUJĄ OFICJALNĄ PROMESĘ ABSENTEIZMU STRONY POLSKIEJ PODCZAS WOJNY "CZERWONYCH" Z "BIAŁYMI".
"Oficjalną przykrywka tajnych rokowań w Mikaszewiczach miała być, podobnie jak w Białowieży, wymiana jeńców politycznych i zakładników.. Rozmowy na ten temat prowadził hr. Kossakowski. Natomiast, jak to leżało w naturze konspiracji, nie miał być wtajemniczony w przebieg istotnych rozmów politycznych, które zgodnie z instrukcjami Piłsudskiego prowadził kapitan Boerner. Ale Marchlewski udawał, że nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego ścisłego podziału. Już na pierwszym posiedzeniu w dniu 12-go października, okazując pełnomocnictwo Cziczerina, zaproponował Kossakowskiemu ogólne pertraktacje pokojowe. – Dziwi mnie (...) że mamy rozmawiać na temat zakładników i temu podobnych drobnostkach, które można uporządkować w 24 godziny. Podczas gdy możemy zlikwidować z gruntu źródło tych wszystkich spraw, to jest samą wojnę. Kossakowski zasłonił się brakiem pełnomocnictw w tej sprawie. O roli kpt. Boernera jakby nie wiedział. Marchlewski też nie wspomniał, a tylko zapytał: – Czy mogę z panem mówić prywatnie? – Bardzo chętnie. – Proszę pana, mogę pana zapewnić, że kwestie terytorialne w naszym sporze nie istnieją. Polska otrzyma to co będzie chciała. Kossakowski zanotował tego dnia w swoim diariuszu: 'Mam zupełnie wyraźne przekonanie, że bolszewicy pragną z Polską pokoju za wszelką cenę. Marchlewski bardzo usilnie podkreśla, że bolszewicy stanowią jednolity zespół. Lenin, Dzierżyński czy Trocki jednako (...) przez zakończenie wojny przejść do pracy organizacyjno-twórczej i móc znieść 'czrezwyczajkę...'." (15)

SYTUACJA SZÓSTA: PIŁSUDSKI PODEJMUJE DECYZJĘ O OWYM ABSENTEIZMIE – UZASADNIA WYBÓR ROSJI "CZERWONEJ" JAKO WROGA MNIEJ DLA POLSKI GROŹNEGO OD ROSJI "BIAŁEJ".
"Ignacy Boerner po kilkudniowych pertraktacjach z Marchlewskim wyjechał do Warszawy, ażeby przedstawić ich przebieg Piłsudskiemu i otrzymać nowe instrukcje. – Piłsudski, wysłuchawszy relacji, sformułował warunki poufnego rozejmu w kilku punktach, z których najważniejszy brzmiał: 'Naczelnik Państwa nie da rozkazu wojskom polskim posuwania się naprzód poza linię: Nowogród - Zwiahel - Olewsk - rzeka Ptycz - Bobrujsk - Berezyna - Dźwina'. – Powiesz temu Marchlewskiemu – mówił naczelny wódz w stylu jaki używał wobec podwładnych – powiesz we własnym imieniu: Polska nie jest żandarmem Europy i nie chce nim być. Polska chce i będzie pilnować jedynie i wyłącznie własnych interesów. To, czego polska racja stanu wymaga, może być jedynym probierzem jej polityki. Wspomaganie Denikina w jego walce z bolszewikami nie może być polską racją stanu. Powiedz mu wyraźnie: uderzenie na bolszewików w kierunku na Mozyrz bezsprzecznie dopomogłoby Denikinowi w jego walce z bolszewikami, a nawet mogłoby być decydującym momentem zwycięstwa. Powiedz mu: Polska na froncie poleskim miała i ma wystarczające siły, aby to uderzenie wykonać. Czy wykonała?! Czy ten moment nie powinien był otworzyć oczy bolszewikom? Tak mu powiesz. – Rozkaz, panie naczelniku. Boerner powrócił zaraz do Mikaszewicz. Marchlewski skwapliwie przyjął do wiadomości warunki Piłsudskiego, oświadczając, że pragnie natychmiast wyjechać do Moskwy, aby przedstawić je Leninowi, który na to czeka. – Kiedy zamierza pan powrócić? (...) – Chciałbym jak najprędzej. – Świetnie. Jutro o świcie parowóz dostarczy pana ma most na Ptyczu. Znajdzie pan szybko połączenie? – Względnie. – Skoro mówimy teraz prywatnie... (...) – jak partia bolszewicka godzi ustępstwa terytorialne i inne kompromisy, chociażby w stosunku do nas, z niewyrzekaniem się idei rewolucji wszechświatowej? – Ma pan rację. Idei rewolucji wszechświatowej nie wyrzekamy się i nie wyrzekniemy nigdy. Ale też nigdy drogą wojny. Nasza droga do podboju Europy jest wyłącznie drogą pokojową. Droga, która wiedzie przez rozwój wszystkich sił twórczych, bez konieczności prowadzenia wojny. Jest to droga pokoju. Nigdy droga podboju orężnego! – Naczelnik państwa, sądzę, chętnie chciałby w to uwierzyć – uśmiechnął się Boerner. Był koniec października." (16)

SYTUACJA SIÓDMA: POLSKA PRZYJMUJE PROPOZYCJĘ BOLSZEWICKĄ, A BOLSZEWICY SĄ KONTENCI, ŻE MOGĄ SIĘ PRZYGOTOWAC DO WOJNY Z POLSKĄ.
"Gdy Marchlewski wrócił z Moskwy, był już listopad. (...) przywiózł dobra wiadomość. Lenin przyjmuje w pełni linie terytorialnego podziału, oraz zgadza się na wszystkie pozostałe punkty, z bardzo nieznacznymi poprawkami. Ale to drobiazg. Natomiast pragnąłby rozproszyć ostatecznie swoje wątpliwości co stanowiska Polski wobec kontrrewolucji. Dlatego proponuje, aby prowizoryczny, cichy rozejm, zastąpić zawarciem formalnego pokoju. – Przywiozłem – powiedział Marchlewski – pismo Lenina. Boerner jest w Warszawie z tajnym pismem Lenina, 26-go listopada. Piłsudski (...) przeczytał pismo Lenina. – Widzę z tego... (...) że pan Lenin nie chce zdać sobie sprawy, że ja jako naczelnik państwa, wszystkie dotychczasowe rozmowy prowadziłem włącznie personalnie, biorąc na swoje barki i sumienie wszelkie konsekwencje. Tymczasem on chce mnie wciągnąć w jakieś daleko idące umowy, których Polska w danym momencie zawierać nie może. Powiesz Marchlewskiemu, że to jest moją rzeczą osobistą, jakimi środkami, wewnątrz w państwie będę przeprowadzał pewne rzeczy, aby dojść do określonego celu. Powiesz mu tak: podstawą mojej polityki względem Rosji jest fakt, że nie chcę dopuścić do tego, aby reakcja rosyjska miała zatriumfować w Rosji. Chce Lenin wierzyć, to niech wierzy, nie chce wierzyć, to niech nie wierzy. Ale ja uczynię wszystko co będę mógł, aby nie dopuścić do zwycięstwa kontrrewolucji. Chociażby wbrew zrozumieniu przez rząd sowiecki. – Rozkaz, panie naczelniku. Lenin uwierzył. Był to dla niego weksel in blanco na zgniecenie kontrrewolucji, nie zastrzeżony w tej najważniejszej sprawie żadnymi warunkami. Mógł się nie obawiać, że na rozwinięte właśnie skrzydła czerwonej kontrofensywy przeciwko Denikinowi, spadnie jakowyś niespodziewany cios. Osiągnął swój cel na jeszcze jednym etapie historycznym." (17)

SYTUACJA ÓSMA: PIŁSUDSKI DEFINITYWNIE ODKŁADA AD CALENDAS GRAECAS POMOC "BIAŁYM" GENERAŁOM.
I tak:"na krótko przed tym Piłsudski przyjął na audiencji (...) wysokiego komisarza brytyjskiego na Rosje południową (...) posła brytyjskiego w Warszawie i generała Keyes'a. Przybyli interweniowali na rzecz przyspieszenia wspólnej akcji antybolszewickiej, oraz uzgodnienia działań wojennych pomiędzy wojskami Polski i kontrrewolucyjnej Rosji. Piłsudski przyjął ich uprzejmie, okazał pełne zrozumienie dla sprawy, i obiecał zastanowić się nad krokami, jakie będzie musiał podjąć. List rozpieczętowany na jego biurku, dostarczony Piłsudskiemu akurat tego samego dnia, w którym rozmawiał z kapitanem Boernerem, był odręcznym pismem generała Denikina. Pismo utrzymane było w tonie alarmującym. Bolszewicy skoncentrowali i rzucili wszystkie siły. Ich kontrofensywa czyni zastraszające postępy. Denikin wzywa pomocy Piłsudskiego przeciwko nawale bolszewizmu: 'W imię wspólnej sprawy!' Piłsudski nie odpowiedział od razu. Polecił odpowiedzieć po pewnym czasie: Że rozpatrzył swoja sytuację, i niestety, teraz nie jest w stanie przyjść z pomocą. Może być, że uda się mu okazać pomoc, gdzieś w maju 1920-go roku." (18)

5.2 "Scena życia"

Są to wyimki z narracji dotyczących aktorów i widzów, o różnym statusie społecznym, komentujących zdarzeniach, które były składnikami wojny "Białego Orła" z "Czerwoną Gwiazdą" czy też na które owa wojna wywarła znaczący wpływ. Wybrałem kilka rozmów, które dotyczą zagadnień istotnych dla pojmowania sensu owej wojny – wojny domowej (taka jest każda wojna bojowników rewolucji dla utopii z bojownikami kontrrewolucyjnej obrony status quo ustroju socjopolitycznego i socjoekonomicznego) i wojny cywilizacji (bo walczącymi są wrogowie, których dzielą zasadniczo odmienne opcje dotyczące "metody ustroju życia zbiorowego).

ROZMOWA PIERWSZA: O TYM, JAKA JEST/POWINNA BYĆ POLSKA AKSJOLOGIA W WOJNIE Z BOLSZEWIKAMI?
" – W ten sposób dojdziemy do pytania wprost (...) czy dla honoru należy poświęcić nawet interes ojczyzny, czy dla ojczyzny nawet honor? (...) – Pisze się też: 'Bóg i Ojczyzna'. Bóg na pierwszym miejscu. A przecież kto słyszał, żeby dla Boga Ojca wyrzekać się interesów państwa? Cała historia uczy... (...) Właśnie bolszewicy skasowali u siebie i honor i Boga, podporządkowując wszystko interesom partii. Czym w takim razie mamy się od nich różnić, jeżeli te ideały zaczniemy również podporządkowywać (...) – Mnie się zdaje (...)że tym właśnie, że nie interesom partii, a interesom całego narodu. – W takim razie pozwól pan sobie postawić jasne pytanie: czy mamy walczyć z bolszewikami dlatego, że prześladują wiarę, palą świątynie i wywracają moralność świata, czy też wyłącznie we własnym interesie? – Dlaczego: 'wyłącznie'? Nie idziemy 'z Bogiem i nieprawdą', tylko z 'Bogiem i prawdą'. Interes Boga i ojczyzny w tym wypadku się pokrywa. (...) Bo odkąd istnieją rewolucje i przewroty, pojecie ojczyzny może stać się płynne, tak samo jak pojęcie patriotyzmu. (...) Według mnie pojecie patriotyzmu również nie jest kategoria zakrzepłą i niezmienną. Wzbogaca się i przekształca wraz z przemianami, którym podlega naród w procesie swego historycznego rozwoju. Trzeba dokonywać takiego przewartościowania naszych tradycji, naszej przeszłości historycznej, aby utrwalić to tylko, co prawdziwie służyło i służyć będzie w przyszłości istotnym interesom narodu. I wtedy pojęcie to przestanie być płynne, a stanie się stałym. (...) ale pojęcie 'istotnych interesów narodu' może okazać się w praktyce najbardziej rzeczą płynną. Jeżeli ktoś na przykład zacznie je widzieć w ojczyźnie czerwonej, albo chociażby różowej? To co wtedy? Albo, powiedzmy, z Polski stanie się to, co stało się z Rosji? (...) – Żadne przestarzałe pojęcia honoru, ani innego rodzaju feudalne tradycje i formy nie mogą i nie będą przesłaniać dobra narodu. Dobro narodu, złożone w tej chwili w ręce naczelnika państwa, Józefa Piłsudskiego, jest najwyższym nakazem. Porywamy się do zrywu niepodległości po 150-ciu latach niewoli. Reprezentujemy młode siły narodu, który strącił stare pęta, nie tylko nałożone nam przez zaborców, ale i przez własne zacofanie i kołtuństwo. I nic, żadna dosłownie więź, formalna czy słowna, nie może nas na tej drodze krepować. Absolutnie żadna, ani kastowa, ani ideologiczna przed, powiedzmy to sobie otwarcie, egoistyczne pojętym dobrem narodu. Żaden z przestarzałych symbolów... – Ani korona nad godłem narodu?!..." (19)

ROZMOWA DRUGA: CO JEST NAPRAWDĘ WAŻNE DLA BOLSZEWIKA, CZYLI KONKWISTADORA?
" – Ty rzuć to (...) – Przede wszystkim wszelki sentyment. Tu nie na miejscu. Obrałeś fałszywe podejście. I w ogóle, i w szczególe. Nasza dziś główna podpora to 'strzelcy łotewscy', to 'międzynarodowa brygada'. Węgrzy, o! Żydzi. To prawdziwa gwardia rewolucji. A naród rosyjski to gówno psie. Nie zawracaj nim sobie głowy. Nawóz, na którym dopiero sadzić będziemy. – Na gównie psim niczego się nie sadzi (...) – Ja rolnik z urodzenia. – A ty mnie za słowa nie łap. – A słowa twojej propagandy, jak tłumaczyć w takim razie? – Jak?! Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. Ot jak. Tak trzeba. Inaczej nas powyrzynają i o zdrowie nie zapytają." (20)

ROZMOWA TRZECIA: CZY, A JEŚLI TAK, TO DLACZEGO PIŁSUDSKI JEST SPOLEGLIWYM STERNIKIEM DLA NOWEJ POLSKI?
" – Jestem zupełnie poważnie przekonany (...) że jak tylko przełamiemy w sobie to nasze, typowo polskie partyjnictwo i niezgodnictwo, bardzo swojskie bo romantyczne warcholstwo, to doprawdy możemy oczekiwać, ze staniemy u progu wielkiego renesansu Rzeczypospolitej. (...) – Oby, tylko obawiam się, że ci co stoją u nas na czele, mogą tego nie potrafić. Albo wtrącić w poważne kłopoty. Co innego jest robienie całe życie rewolucji, a co innego budowa państwa. (...) ty ze swoim wiecznym uprzedzeniem do Piłsudskiego. – Mam uprzedzenie i zawsze miałem do zaślepionych socjalistów. Poza tym to jakiś dziki człowiek. – Dlaczego zaraz 'dziki'? (...) był czerwony, i dziś jeszcze bardzo różowy, ale masz inną alternatywę. Nawet przyjmując, że jest czerwony w dalszym ciągu, jest w tej chwili jedyną siła realną. Raz wreszcie zacząć myśleć kategoriami polityki realnej, kategoriami racji stanu, a nie kierować się osobistymi sympatiami czy antypatiami. Trudno, ale jest to poza tym jedyna siła, która przeciwstawia się u nas mieszaniu w interesy Polski państw obcych. Bo tego mamy już naprawdę dosyć. (...) Jest to człowiek, który chce bronić naszych kresów. Jedyny człowiek, który ma jakąś koncepcje pod tym względem, idee, która nawiązuje do tradycji jagiellońskiej (...) Cały ten federalizm Piłsudskiego, o którym się tyle mówi, z treści swej wywodzi się nie od żadnej 'idei Jagiellońskiej', lecz od 'Lelewelizmu'. (...) – Od Lelewela, od Bolesława Limanowskiego, od socjalistycznej recepty rozwiązania tego problemu, a adoptowanej dziś przez PPS. Chętnie przyznaję: żadnego szlacheckiego romantyzmu (...) nie ma w tym cienia. Ale też realizmu nie więcej niż zawiera sucha, socjalistyczna doktryna. (...) Ale w tej chwili przynajmniej stwarza podbudowę pod silną koncepcję państwową. – Cała ta siła polega tylko na jednym. Że zwolennicy Piłsudskiego patrzą na niego jak Żydzi na Mojżesza. (...) niech sobie patrzą jak na kogo chcą. To ich rzecz. Nasza rzecz, że zachodnia Europa nie rozumie niebezpieczeństwa płynącego z Rosji. A on rozumie. – Właściwie, dlaczego zachodnia Europa ma rozumieć? (...) – Rosja nie była wrogiem, ale sojuszniczką tej zachodniej Europy, to znaczy Antanty, do ostatniej chwili. – No tak, ale ja mówię o tym aktualnym najeździe bolszewickim. Tego niebezpieczeństwa się właśnie w stolicach europejskich nie docenia. Tylko my, Polacy, Polska może to trafnie ocenić, bo znamy Rosję. W Londynie i Paryżu nie rozumie się tego, że my bronimy nie tylko siebie, ale swoją piersią zasłaniamy ich przed zarazą bolszewicką. (...) Panowie nie czytali przemówienia Trockiego? Mówi w nim bez ogródek. Jak tylko ostatecznie skończymy z Denikinem, idziemy na Polskę. Chyba dostatecznie wymowne. Otóż nikt w Polsce wymowy tych słów nie rozumie tak dobrze jak Piłsudski..." (21)

ROZMOWA CZWARTA: O TYM, ŻE W MĄDROŚĆ I PRZEMYŚLNOŚĆ PIŁSUDSKIEGO NALEŻY PO PROSTU WIERZYĆ.
"Jakiż jest plan Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa jednocześnie? Co zamierza robić? – Opozycja krytykuje go ostro. Ale poza pogłoskami, że większość sił polskich i wszystkie odwody koncentrowane są na kierunku Ukrainy – co laikom w dziedzinie militarnej niedużo mówi – opozycja polityczna też nic nie wie. Trudno powiedzieć, żeby wśród ludzi zbliżonych do osoby Naczelnego Wodza i wiernie mu oddanych budziły się jakoweś wątpliwości. Tym mniej jawna czy ukryta krytyka zakonspirowanych planów 'komendanta'. Zdarzyło się jednak, że dwóch-trzech zaufanych, bynajmniej nie w celach jakowejś poufnej rozmowy, a po prostu na lampce wina spotkało się u osoby najbardziej zaufanej. I tam padło owo pytanie: – Co myśli Komendant? – Na to nie mam odpowiedzi. Mogę tylko wyciągnąć pewne wioski. Mogę spróbować najwyżej odtworzyć bieg myśli Komendanta na podstawie pewnych jego decyzji. To, co mogę skromnie wyrozumieć z jego wielkich koncepcji. Goście odruchowo skłonili głowy. – Otóż proszę kolegów, Komendant, mając prawie niczym nieskrępowaną władze nad Polską, pragnie stworzyć tę Polskę istotnie samodzielną i tak silną, by była po wsze czasy zdolna do samoobrony. Więc musi być to Polska terenowo dostatecznie obszerna. Poza tym taka, która by się mogła oprzeć o narody, równie jak Polska zagrożone przez imperializm rosyjski. Takim oparciem powinna być w pierwszym rzędzie samodzielna Ukraina, w sojuszu z Polską. Dlatego Naczelnik zawarł sojusz z atamanem Petlurą. I, o ile mogę przypuszczać, to jest tylko moje przypuszczenie, planuje wielką ofensywę na Ukrainę. – Czy Ukraina pójdzie za Petlurą? – Komendant jest tego pewien. (...) komendant pragnie Polski silnej, promieniującej na wschód. W tym celu pragnie wpływy Rosji ograniczyć do rozmiarów należnych narodowi rosyjskiemu, w granicach zamieszkałych przez żywioł rdzennie rosyjski. – Naturalnie, nikt z nas tu chyba nie kwestionuje słusznych założeń Komendanta. Nie w formie wiec nawet pytania, lecz po prostu głośnej myśli, wyrywa mi się, no, czysto, że tak powiem wzrokowa refleksja: 'ograniczyć do obszarów rdzennie rosyjskich...' W chwili właśnie gdy Lenin i Trocki pragną opanować obszary całej Europy, ba, całego świata? – Komendant nie przywiązuje do tych ich pragnień żadnej wagi. Przeciwnie, pogardza nimi. Kiedyś powiedział w mojej obecności językiem żołnierskim: 'To są trupy. Jeżeli tylko zahaczą interesy Polski to będę bił! Jeśli nie biję, to nie dlatego że oni nie chcą, ale dlatego że ja nie chce. Lekceważę, pogardzam.' To jego słowa. – A propaganda komunistyczna? – Koledzy znają jego wywiad ogłoszony w 'Times'. Powiedziałbym nawet, tak mi się zdaje, że Komendant neguje jakiekolwiek znaczenie programu bolszewickiego. Przeciwnie, jest zdaje się zdania, że nowa Rosja, Rosja zrodzona z rewolucji winna wyrzec się carskich tendencji władania krajami i narodami, które sobie tej opieki nie życzą. (…) To może brzmieć trochę jak paradoks, w obliczu haseł podjętych przez rewolucyjną Rosje… Ale takie jest zdanie Komendanta. Wszyscy skłonili głowy w milczeniu, które tym razem panowało nieco dłużej. - Dlaczego w tam razie (...) Komendant nie poszedł na pertraktacje pokojowe z ta Rosją rewolucyjną? Skoro sądzi, iż wyrzeknie się ona wszystkiej ekspansji, którą uprawiała Rosja carska? – Komendant nie jest romantykiem, jak mu to niektórzy imputują. Komendant jest przede wszystkim realnym politykiem. Sądzę, że zdaje sobie sprawę, że Rosja rewolucyjna dobrowolnie tej ekspansji się nie wyrzeknie. Że zatem musimy to wymusić, zbrojnie wywalczyć. Dlatego właśnie woli wojnę w momencie, który daje maksymalne szanse powodzenia. Taki moment widzi w tej chwili. - Ale przecież w tym momencie, gdy bolszewicy zmiażdżyli Denikina, mogą właśnie rzucić przeciwko nam maksymalne siły... – Ta mimowolna uwaga wypadła nazbyt kostycznie, wiec mówiący zreflektowawszy się, dodał: – To znaczy, ja nie chwytam jeszcze myśli Komendanta w tym, że się tak wyrażę, strategicznym momencie. – Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Koledzy wiedzą, że Komendant ceni ludzi, którzy umieją nie pytać... Bardzo ceni. Osobiście przypuszczam, że Komendant przewiduje, że Rosja zdezorganizowana rewolucją i wojnami domowymi, nie jest już tą potęgą z którą Polska nie mogłaby się zmierzyć. A zatem że zaistniała przemijająca okazja do stworzenia silnej Polski, wbrew woli Rosji. – Naturalnie, zrozumiałe, że zgodnie ze swymi dalekosiężnymi planami wybiera Komendant odpowiedni kierunek Ukrainę. Czy jest jednak naprawdę dostatecznie poinformowany o tym, że Sowiety dokonywają właśnie wielkiej koncentracji na naszym północnym froncie? W rejonie Witebska? – O tym się dużo mówi. To było przedmiotem nawet specjalnej narady w Mołodecznie z dowódcami pierwszej i czwartej armii. Ale o ile wiem, Komendant nie dał tym informacjom wiary. Przeciwnie, doszły mnie nawet słuchy, że planowany jest nasz marsz nie tylko na Kijów, ale i Odessę. (...) –- Proszę Was, jesteśmy tu wszyscy kolegami, jesteśmy wszyscy żołnierzami jednego z największych ludzi współczesnych. Ja nie będę ukrywał. Mnie się również nasuwają pewne wątpliwości, czasem. Prócz tej jednej wszelako, że Józef Piłsudski jest człowiekiem genialnym. Powiedzmy sobie po męsku: niektóre jego decyzje wydawać się mogą dyletanckie, ryzykanckie, paradoksalne, a niektóre graniczące wprost z szaleństwem. Ale trzeba pamiętać, że my nie dorośliśmy do jego dalekowidztwa, ze geniusze nieraz graniczą z szaleństwem, albo za takich są poczytywani przez niedowiarków. Ja, sądzę my wszyscy tu, wierzymy w geniusz Piłsudskiego." (22)

ROZMOWA PIATA: O WYŻSZOŚCI MENTALNOŚCI I PRAKTYKI BOLSZEWIZMU W WALCE Z "NACJONAŁREALISTAMI".
" – Trzeba na świat patrzeć zimno. (...) nienawiść i zemsta należą do potraw, które serwuje się na zimno. – Nienawiść do kogo? – Do wszystkiego do czego się ją odczuwa. Przechodzę na stronę bolszewików dlatego, ze największym kłamstwem jest gadanie iż się cokolwiek robi dla innych. Robi się zawsze tylko dla siebie. A bolszewicy zwyciężą, muszą zwyciężyć. Wiec nie chce być po stronie przegrywających. – Skąd pan wie, że muszą zwyciężyć. – Widać jasno. Widać po niewspółrzędności dążeń i celów stron walczących. A ta niewspółrzędność stwarza wzajemne mijanie zadawanych ciosów. Tamci bija w pustkę, albo w siebie samych. A Lenin bije im w głowę. (...) – Bardzo prosto: podczas, gdy panowie Denikinowie, Piłsudscy, Ukraińcy, jacyś tam Litwini i inny drobiazg, operują po staremu pojęciami interesów narodowych, bolszewicy pojęciami interesów międzynarodowych. Gdy tamtym panom chodzi tylko o język i sypanie kopców granicznych, bolszewikom chodzi o zlanie języków i zrównanie kopców granicznych. Wszystkie te narody od Finlandii począwszy, Estończycy, Łotysze, Litwini, Polacy, Białorusini, Ukraińcy i wiele ich jeszcze tam jest, wikłają się w spory między sobą, intrygi, a nawet wojny, jak o Lwów i Galicję. A co chcą panowie Kołczakowie i Denikinowie? Kontrrewolucja tak samo wychodzi z założenia, że w wojnie przeciwko bolszewikom należy 'oprzeć się na zdrowych siłach narodowych', a nie na międzynarodowej spójni przeciwko międzynarodowemu zagrożeniu. No, i dla Lenina, chwała Bogu. Denikin chciał walczyć wyłącznie z rewolucją 'rosyjską', a Piłsudski, jak widać dotychczas, chce walczyć z 'Rosją'. Obydwaj sądzą że to rozgrywka bilateralna, podczas gdy Lenin – Trocki prowadzą rozgrywkę globalną. (...) Denikin widzi tylko interesy Rosji, Piłsudski tylko interesy Polski. Więc znowu miedzy nimi spór o język i granice. A dla Lenina naczychać na te sprawy. I co wychodzi? Wyznawcy rzekomo światopoglądu idealistycznego widzą swój cel w osiągnięciach materialnych. A wyznawcy światopoglądu materialistycznego widza swój cel w osiągnięciach mentalnych. Denikin wyjechał z "miłością do Rosji", Piłsudski z "miłością do Polski". A Lenin – Trocki z nienawiścią do wszystkiego cokolwiek było przedtem. Naturalnie nienawiść zwycięża, bo zawsze nienawiść zwycięży miłość. Przedmiot sporu pomiędzy Piłsudskim i Denikinem i innymi tam jeszcze jest dla Lenina – Trockiego z gruntu obojętny. A fakt sporu, rzecz najważniejsza. Zgodne bowiem uderzenie kontrrewolucji, stanowiłoby śmiertelny cios dla rewolucji. Ale zgody w kontrrewolucji nie ma, i jak widzimy, być nie może. Oto dlaczego rewolucja musi zwyciężyć. (...) Rewolucja w myśl teorii Marksa dlatego miała zacząć się na zachodzie, gdyż powinna się była oprzeć na proletariacie miejskim, a nie na mużyku. A co wyszło? Gdyby nie mużyk, zginęłaby. Owszem chłopi podnoszą bunty przeciwko 'prodrazwierstce', tworzą bandy 'zielonych', wznoszą hasła: 'Bij komunistów i Żydów!' albo: 'Sowiety bez komunistów!' Ale jeszcze więcej boją się odebrania im zagrabionej szlacheckiej ziemi. Odwetu i kary kontrrewolucji. A kontrrewolucja zamiast ich podtrzymywać w walce z rewolucją, mówi im: 'Walczycie za narodowe hasła. Za miłość do jedinoj-niedielimoj'. Albo znowuż za miłość do Polski, czy tam do Ukrainy. A im napluć na 'niedielimuju', napluć na miłość do Polski. Oni wcale nie chcą, żeby ziemia należała do Rosji, Polski, Ukrainy, czy kogoś tam, tylko żeby należała do nich! Do nich samych! I w ten sposób rewolucja, wbrew ścisłym obliczeniom Marksa, zwycięża nie w oparciu o proletariat, lecz w oparciu o rozgrywki i waśnie nacjonalistyczne z jednej strony i właścicielskie instynkty mas chłopskich z drugiej strony. Teraz to już jasne. – Jasne, może dla pana. A ja upieram się, że pan upraszcza, biorąc pod uwagę elementy drugorzędne. A gdzie konflikt świata pracy z kapitalizmem? A gdzie interesy światowego imperializmu? A gdzie interwencja mocarstw zachodnich, która chce zdusić naszą rewolucję? – Bzdury, bzdury i bajki dla czytanek propagandowych. Tamci panowie z Londynu, Paryża, czy Waszyngtonu zawsze zastosują się do sytuacji, jaka sama wytworzy się tu. Tu na miejscu. Naturalnie mogą robić małe intryżki, małą polityczkę, małą interwencje nawet i dawać pieniądze białym. Ale jak zwycięża czerwoni, będą te same pieniądze dawać czerwonym. I jak wszyscy inni ludzie, będą się w końcu kłaniać temu, kto zwycięży! I to kłaniać w pas! Właśnie dlatego, że zwycięstwo rewolucji czy kontrrewolucji na naszych ziemiach, nie od nich zależy." (23)

ROZMOWA SZÓSTA: O REGUŁACH PRAKTYKOWANIA MORALNOŚCI KOMUNISTYCZNEJ.
" – 'Oddział Specjalny', to właściwie 'Czeka'? – Niezupełnie, ale blisko. – Nie czuję się na siłach. – Na siłach fizycznych, czy duchowych? Powiedzmy: przekonaniowych? – Odpowiem wam towarzyszu równie otwarcie: ja nigdy tego rodzaju roboty nie prowadziłem. Nie znam jej. I sądzę, nie podołam. Gotów jestem służyć rewolucji dalej, ale... – Macie jakieś opory psychiczne? Jakieś wątpliwości? Mówcie. Któż z nas, przedstawicieli 'zgniłej inteligencji' (...) ich nie miał. (...) Wątpliwości zastąpiłem perspektywą, a ta jest jasna, promieniująca. (...) tylko idea komunistyczna jest sama w sobie moralnością absolutną, a zatem i wszystko co do jej urzeczywistnienia i triumfu prowadzi. (...) Musicie w waszym sumieniu dojść do tego głębokiego przekonania: Nie będę walczyć przeciw Polsce, wręcz odwrotnie, walczyć za Polskę, za prawdziwą wolną Polskę, walcząc jednocześnie za wszechświatową rewolucję. (...) pamiętajcie, nie walczymy za Lenina, ani za bolszewików, walczymy za szczęście całej ludzkości..." (24)

ROZMOWA SIÓDMA: O CELACH WOJNY Z BOLSZEWIKAMI – O GRANICACH POLSKIEJ EKSPANSJI W TEJ WOJNIE, UZNANEJ ZA WOJNĘ Z ROSJĄ "CZERWONĄ", A NIE WOJNĘ O FORMUŁĘ I REGUŁĘ CYWILIZACJI W EUROPIE.
"Do 5-go października rozstrzygnęła się już bitwa niemeńska i bolszewicy rozbici zostali na głowę. Mogliśmy iść tak daleko jakbyśmy tego chcieli. –- Dlaczego nie poszliśmy? – (...) Komendant jest zdania, że nie leży w naszym interesie zapuszczać się w głąb Rosji. To by nam nic nie dało. (...) To jest zdanie Komendanta, które oczywiście podzielam. (...) o wojnie czy pokoju zdecydował Józef Piłsudski...(...) – O ile mogę przeniknąć myśli Komendanta, Polska zgodna jest z tendencjami Rosji sowieckiej, dostrzegając w niej ewolucyjną przebudowę. (...) Polska przegrała swoją koncepcję ukraińską; ale wygrała w swym zapatrywaniu o konieczności i bicia się i uznania rządu Sowietów. Podczas gdy cały Zachód liczył, a częściowo jeszcze liczy, na rychły powrót dawnej Rosji. I dozna w tym zawodu. I będzie musiał w końcu, tylko z dużym opóźnieniem, dużo później niż to uczynił Piłsudski, uznać jednak rządy sowieckie. (...) – Mówcie co chcecie, ale trzeba się zgodzić, że Komendant mierzy dalej niż my wszyscy, i przewiduje to czego my przewidzieć nie jesteśmy w stanie. A to, co on robi obliczone jest na lata (...), na setki lat naprzód." (25)

Konkluzje

Sądzę, że Lewa wolna jest właśnie refleksyjną, sceptyczną narracją o zwycięskiej wojnie "Białego Orła" z "Czerwoną Gwiazdą". To, co można wyczytać w tej powieści - co zawierają wybrane przeze mnie sytuacje-rozmowy ze "sceny losu" i "sceny życia", upoważnia do takiej oto rekapitulacji "relacjonowania" (26), które przedstawia Józef Mackiewicz: BYŁA TO DZIWNA WOJNA.
Po pierwsze: wojujące strony różniły się pojmowaniem konfliktu politycznego, który nadawał sens i sposób postępowania w wojnie.
Po drugie: strona polska nie mogła naprawdę liczyć na innych, a strona bolszewicka zawiodła się na rzeszach proletariatu Zachodu.
Po trzecie: komedia cywilizacyjnej metamorfozy udała się bolszewikom nadspodziewanie dobrze i rychło.
Po czwarte: "egoizm narodowy" okazał się ważniejszy dla elit politycznych krajów od Rumunii do Finlandii niż solidarność w walce z bolszewizmem zagrażających wszystkim i wszystkiemu.
Po piąte: droga ku dniu 17 września roku 1939 zaczęła się od decyzji "odrzucamy Denikina" i "wybieramy Lenina", czyli decyzji dotyczącej dyrektywnej definicji "wroga nr 1" i "wroga nr 2".
Po szóste: dopełnieniem owego wyboru było uznanie białogwardzistów za "Rosję I" a bolszewików za "Rosję II".


Przypisy

(1) N. Davies, Biały orzeł, czerwona gwiazda, Kraków 1997.
(2) J. Malewski, Ptasznik z Wilna, Kraków 1991, s. 20. J. Malewski, to ówczesny pseudonim W. Boleckiego.
(3) Na temat Józefa Mackiewicza charakterystyki "polrealizmu" jako ideologii: zob. J. Goćkowski, "Lewa wolna", czyli "Nie trzeba głośno mówić". Światopogląd kontrrewolucjonisty. Rozdziały VI i VII (wydruk komputerowy).
(4) Zob. J. Malewski, Ptasznik z Wilna, s. 398-399.
(5) M. Bachtin, Idea w dziele Dostojewskiego. W: Problemy poetyki Dostojewskiego, Warszawa 1970, s. 119.
(6) Zob. J. Malewski, Ptasznik z Wilna, s. 397, 504.
(7) J. Mackiewicz, Lewa wolna, Londyn 1987, s. 34.
(8) Tamże, s. 75.
(9) Tamże, s. 200.
(10) Tamże, s. 372.
(11) Tamże, s. 32-33.
(12) Tamże, s. 103-105.
(13) Tamże, s. 116-119.
(14) Tamże, s. 122-123.
(15) Tamże, s. 123-124.
(16) Tamże, s. 124-125.
(17) Tamże, s. 125-126.
(18) Tamże, s. 126-127.
(19) Tamże, s. 49-51.
(20) Tamże, s. 57.
(21) Tamże, s. 151-153.
(22) Tamże, s. 174-176.
(23) Tamże, s. 194-196.
(24) Tamże, s. 201, 203.
(25) Tamże, s. 431.
(26) K. Mannheim w Ideologii i utopii, twierdzi (co przyjęto w środowisku socjologów nauki), że ludzie pojmują i obrazują świat tak, nie inaczej, będąc uwarunkowanymi przez intersubiektywną perspektywę poznawczą i w tym, co mówią ujawnia się ich kąt widzenia, czyli intersubiektywnie ukształtowany sposób preferencji aspektów rozpatrywanej rzeczywistości, sposób problematyzacji obiektów poznania, prezentacji hierarchii ważności zagadnień oglądu świata, który ich interesuje ze względu na praktykę wyznaczoną ich interesami i aspiracjami. Definicje sytuacji, horyzonty oczekiwań i dążeń, plany-schematy działań w życiu ze względu na potrzeby są właśnie uwarunkowane przez kąty widzenia i perspektywy poznawcze osób uczestniczących w różnych mikroświatach (wydzielonych obszarach sensu) i w różnych partiach politycznych.

 

powrótstrona główna