powrótstrona główna
Józef Mackiewicz, Nudis verbis. Artykuły i reportaże z lat 1939-1949, wybór Michał Bąkowski, Kontra, Londyn 2003 ("Dzieła", tom 16)

 

"Opcja na prawo", 2005, nr 4/40

Marek Klecel

WYPĘDZENI INACZEJ

Zanim został wybitym pisarzem, autorem jednych z ważniejszych polskich powieści powojennych Droga donikąd, Nie trzeba głośno mówić czy Lewa wolna, był już wybitnym publicystą. Józef Mackiewicz zaczynał od dziennikarstwa w połowie lat 20, był jednym z głównych piór wileńskiego "Słowa". Znał kraj jak mało kto, zwłaszcza wschodnie tereny Polski, dziś zwane Kresami. W wydanym obecnie w Londynie ostatnim tomie dzieł zebranych, zawierającym publicystykę z lat 1939-1949, wylicza skrupulatnie kilometry tras, które przebył w ciągu jednego 1938 roku. Wyszło mu dokładnie 26 132 km, ponad połowa obwodu kuli ziemskiej: "Tyle co na Syberię wzdłuż, do Władywostoku i z powrotem". Podróże po 1939 roku były krótsze, kończyły się najczęściej na wsi podwileńskiej, gdzie autor musiał się ukrywać i przewegetować wojnę, ale były jeszcze bardziej dramatyczne i dla niego ważne. Skończyły się przymusową wyprawą na Zachód pod koniec wojny. Ta była najważniejsza, zapewne uratowała mu życie. Przymusowa emigracja jest również wypędzeniem. To niby odległe czasy i sprawy, ale widzimy dziś, jak powracają. Historia niby się nie powtarza, ale jej echo, choć zniekształcone, słychać w dzisiejszych wydarzeniach. Lektura Mackiewicza bywa natrętnie aktualna. Oto opisuje on również wysiedlenia, które śmiało można nazwać wypędzeniami, ale nie te powojenne, a przedwojenne z 1938 roku. Jesienią tego roku zostało wypędzonych z Niemiec w ciągu kilkudziesięciu godzin kilka tysięcy Żydów, mających polskie obywatelstwo. Sprawa dziś zupełnie nieznana. "Z terenu całej Rzeszy – pisze Mackiewicz – (Niemcy) zdołali zebrać ponad 8 tysięcy ludzi, powyciągać z mieszkań, wprost z łóżek, zapakować do wagonów i odstawić do Polski". Władze polskie musiały ich przyjąć, przeznaczając na przejściowe miejsce pobytu nadgraniczne miasteczko Zbąszyń, gdzie powstało swoiste getto. Mackiewicz opisuje je w serii artykułów na początku 1939 roku, pokazując trudność tej sytuacji: większość wypędzonych Żydów została pozbawiona swych majątków w Niemczech, nie mając zaś najczęściej nic wspólnego z Polską, nie mogła znaleźć miejsca i się przystosować.

W przedwojennej publicystyce Mackiewicza można właśnie odnaleźć, a nawet odczuć tę atmosferę niemieckiego zagrożenia, rozszerzających się wpływów, nacisku, żądań i ledwo ukrywanej agresji Niemiec na północy od Gdańska i Bydgoszczy, przez Litwę, Łotwę i Estonię. W czasie wojny jest Mackiewicz przede wszystkim pilnym obserwatorem, świadkiem i niezrównanym analitykiem starcia dwóch totalitaryzmów, które odbywało się właśnie na ziemiach mu najbliższych. W Wilnie doświadzczył wszystkich możliwych okupacji, na zmianę niemieckiej i sowieckiej, a nawet, krótko, litewskiej. Porównując te doświadczenia, co znów na czasie, bo rachunek porównawczy między nazizmem i komunizmem nie został zakończony i wywołuje nadal gwałtowne reakcje, Mackiewicz w połowie wojny doszedł do wniosku, który nadal jest niepopularny czy też niepoprawny, że okupacja sowiecka i komunizm będą dla nas o wiele bardziej niebezpieczne i groźne w skutkach niż okupacja niemiecka. Wniosek do dziś niepoprawny politycznie, za który już wówczas go skazano i to dosłownie. Jak wiadomo, Mackiewicz został skazany przez władze AK na karę śmierci za rzekomą kolaborację z Niemcami, która miała polegać na publikacji kilku artykułów w prasie wileńskiej należącej do Niemców. W tym tomie można znaleźć te artykuły i spokojnie je ocenić. Poza kilkoma zdaniami, w których Mackiewicz wyraża przekonanie, że zwycięstwa niemieckie nad Sowietami są dla nas czystą korzyścią w ostatecznym rozrachunku wojennych skutków, nie można znaleźć nic, co uzasadniałoby ten wyrok. Można za to znaleźć wśród tych artykułów pierwsze sprawozdanie z Katynia po ekshumacji grobów, gdzie Mackiewicz pojechał na zaproszenie Niemców, ale za zgodą władz AK.

Za tragiczną w skutkach słabość uznawał Mackiewicz nasze lekceważenie niebezpieczeństwa sowieckiego w czasie wojny i brak przygotowania, nawet moralnego i umysłowego, na tę inwazję. Tragiczną pomyłką było wspieranie Sowietów jako "sojusznika naszych sojuszników" i walka z Niemcami pod koniec wojny, co wzmacniało tylko naszych przyszłych wrogów, rozbrajało nas psychicznie i ułatwiało wprowadzenie sowieckiego systemu, wbrew niedawnym doświadczeniom "ciosu w plecy" 17 września 1939. Fatalizm "zwycięstwa", ale tylko radzieckiego, sowietyzacja Polski, którą ułatwiła własna lekkomyślność, zaślepienie i pochopny optymizm (tytuł zaginionego artykułu brzmiał Optymizm nie zastąpi nam Polski) – z tym wszystkim Mackiewicz nigdy się nie pogodził. W 1945 roku był już tylko jak ten prorok świadomy nieszczęść i przyszłej klęski – nie słuchany we własnym kraju dosłownie, bo kraj musiał opuścić. Gdyby tego nie zrobił, nie zostałby wypędzony, ale musiałby zapewne zginąć. Miał wrogów ze wszystkich stron.

Publicystyka Józefa Mackiewicza wyróżnia się konkretnością opisywanej rzeczywistości, szczegółowymi realiami, wyrazistym, szczegółowym ujęciem spraw i postaci ludzkich. Tworzy różnorodny obraz świata, złożony z wielu fragmentów, charakterystycznych losów i przypadków konkretnych ludzi, pokazanych na tle w niezwykle ważnych wtedy, decydujących wydarzeń. Pozostawia zapis tych czasów, czasów przełomowych, czasów przetaczającej się katastrofy. Oddaje ich klimat, natężenie, koloryt. Skrótowym, celnym językiem daje zarys ówczesnego życia, które niebawem ma zniknąć. Kto chce poznać nie tylko wielkie wówczas wydarzenia i ogólne procesy dziejowe, ale i wniknąć głębiej w toczące się wtedy mimo wszystko życie, może odnaleźć to wszystko w publicystyce Józefa Mackiewicza

powrótstrona główna