Józef Mackiewicz ("Słowo" nr 124, 1936; cyt. za: Józef Mackiewicz, Bulbin z jednosielca (Dzieła, t. 14), Kontra, Londyn 2001, s. 410-414)

BIERZMY PRZYKŁAD Z "CICHEGO DONU"

Prowadzimy w naszym piśmie walkę z komunizmem i ze wszystkimi przejawami, bez względu na to, czy są zamaskowane, czy otwarte, które do komunizmu prowadzą, lub prowadzić mogą. Chciałbym, żeby ta walka była nieubłaganą, a przeto konsekwentną. W walce tej nie powinniśmy wyróżniać ani tych, którzy chowają głowy pod czapki młodzieży akademickiej "burżuazyjnych" uniwersytetów, ani tych, którzy ukrywają oblicze w czerwonych sztandarach organizacji, znajdujących nawet poparcie tzw. czynników miarodajnych. Przeciwnie, uważamy za obowiązek piętnować i te "czynniki", za ich pobłażanie, otwarte, lubo skryte, sprzyjanie ruchowi. Bo ruch ten skierowany jest przeciwko ideałom duchowym i materialnym, przeciwko tradycji tych ideałów i fundamentom światopoglądu, który uważamy za nasz, za dobry, celowy, za dorobek kultury pokoleń, nie tylko naszego państwa, ale całej ludzkości.

Powiedziałem, iż chciałbym, żeby ta walka była nieubłaganą, ponieważ uważam osobiście, że prowadzimy ją zbyt humanitarnie, po prostu zbyt łagodnie. Tymczasem zdarza się, iż z przeciwnej strony atakowani jesteśmy i to w sposób dziwny, nie za nasze stanowisko zasadnicze, a za poszczególne jego fragmenty, które rzekomo , nie licują z godnością metod walki. - Że pozwolę sobie przytoczyć zarzuty pod naszym adresem w sprawie stanowisk, jakieśmy zajęli wobec procesu tzw. "Lewicy Akademickiej". - Gdyby powiedziano nam wówczas: "nie macie prawa zwalczać ich w ten sposób, bo to nie są komuniści", moglibyśmy toczyć dyskusję, czy są nimi, czy też popełniliśmy błąd, nazywając ich komunistami. Skoro nam jednak powiadają: "nie macie prawa zwalczać ich w ten sposób, bez względu na to, czy są lub nie są komunistami", to taki argument wydaje się mi naiwny. Albo raczej, mówiąc bez nerwów i demagogii, po prostu polega na nieporozumieniu. Można mieć za złe jednemu państwu, że stosuje podczas wojny gazy trujące. Ale gdy się dowiemy, że państwo to, przez inne gazami trującymi zostało zaatakowane, cofamy swe pretensje. Może by było piękniej i bardziej po rycersku prowadzić wojnę w zwartych kolumnach kawaleryjskich, ale skoro przeciwnik wytacza tanki i puszcza samoloty, musimy się zaopatrzyć w takież tanki i takież samoloty. Powinniśmy prowadzić walkę z komunizmem na śmierć i życie. To nie jest walka o piłkę w tenisie, ani o bilę w bilardzie lub wieżę w szachach. To jest walka o najszczytniejsze ideały ludzkości. A w walce na śmierć i życie nie udziela się "forów".

A takim właśnie udzielaniem "forów" byłaby z naszej strony wojna z komunizmem, bez stosowania równie groźnej broni, jaką jest metoda wojującego "internacjonału" - bezwzględność i bezkompromisowość. Jeden z publicystów kowieńskich, pisząc ostatnio o retorsjach i wzajemnie odwetowej polityce Polski i Litwy , rzucił myśl, czyby nie lepiej było postąpić inaczej i powiada, że słyszał, jak kiedyś Bułgarzy zbezcześcili cmentarz turecki, a nazajutrz Turcy ruszyli wielkim tłumem na cmentarz bułgarski i złożyli na grobach kwiaty. - Czy podobny gest w stosunkach polityczno-narodowościowych może być skuteczny i celowy, można się o to spierać, dopóki w grę wchodzi Polska i Litwa, Bułgaria czy Turcja, Włochy czy Abisynia, narody sobie bliskie lub dalekie, chrześcijańskie czy mahometańskie. Ale nie ulega żadnej dyskusji fakt, że tego rodzaju metoda w stosunku do komunizmu byłaby szczytem śmiesznej naiwności, czy raczej, jak powiedziałem, nieporozumienia. A śmieliby się z nas przede wszystkim sami komuniści.

Albowiem komunizm, jako program i jako system, usuwa poza nawias wszelkie proste lub złożone funkcje psychiki ludzkiej, które nie prowadzą do międzynarodowej rewolucji, a tym samym do zniszczenia naszego świata, zarówno moralnego, jak ideowego.

Wszystkie pobudki, zrodzone z mentalności światopoglądu niekomunistycznego, które łącznie doprowadzają u nas do różnego rodzaju względów, nie istnieją w systemie walki, jaką prowadzi z nami komunizm. Komunizm nic uznaje praw ani godności, ani honoru jednostki. W Sowietach skazuje się ludzi za przestępstwa, które w chrześcijańskim pojęciu są dobrym uczynkiem. Deportuje się bez sądu ludzi, ustanawia się kastę "liszeńców", która pozbawiona jest nawet takiej opieki, jaką u nas T-wo Ochrony Zwierząt udziela bitym na ulicy koniom. Humanitaryzm jest zwalczany, religia prześladowana. - Komuniści odnoszą się do nas jak do ludzi, którym nie przysługuje prawo do jednakowego z nimi traktowania ani dyskusji. Jeżeli nas nazywają z reguły "biełabandity", to nic są w tym wypadku konsekwentni, ponieważ bandytów i przestępców kryminalnych stawiają wyżej od przestępców politycznych, wbrew tradycjom i praktyce całego świata kulturalnego, od zamierzchłych jego czasów.

Nie jest to ani tymczasowa metoda, ani zjawisko okresu przejściowego. Jest to żelazny, konsekwentny system dla zniszczenia naszego świata, wytrzebienia jak chwastów, bez pardonu i honorów okazywanych przeciwnikom w walce regularnej. Artystycznie ilustruje ten system i tłumaczy go w swej słynnej książce Tichij Don pisarz sowiecki Szołochow. Opisuje on wojnę i wojnę domową. Opisuje też znęcanie się nad komunistami przez armie białe, tak często jako argument wysuwane przez obrońców terroru bolszewickiego. Ale ze strony "białej" była to taktyka ujemna, chwilowa metoda polityczna, być może indywidualne zjawisko zezwierzęcenia indywidualnych generałów - ze strony zaś "czerwonej" był to właśnie ten żelazno-konsekwentny system: wyniszczyć. - Ażeby uzmysłowić go czytelnikom bolszewickim i rozwiać w nich "burżuazyjne priedrazsudki" skrupułów. pisarz sowiecki wzniósł się do poziomu niezwykle obiektywnego i nie zawahał się nawet przedstawić oficerów armii carskiej w aureoli bohaterstwa: ranny Kozak ciągnie na plecach pułkownika dragonów, któremu pocisk wyrwał wnętrzności. - Żołnierze widzą pole zasiane trupami; to czterdziestu kilku oficerów leży zatrutych gazami niemieckimi. A później - oficer bez skazy, ideowiec, staje pod murem i woła do bolszewika: "patrz, jak potrafi umierać oficer rosyjski!" a ideowy bolszewik pakuje mu kulę z nagan u w łeb. Podbiega blady żołnierz: "Ty co, ty za co jego tak?..." I oto teraz następuje wyjaśnienie, które następnie jako nić przewodnia przewija się w ciągu całej akcji.

Nie wolno się rozczulać nad jednym zamordowanym oficerem. Czym szlachetniejsza to była jednostka, tym bardziej niebezpieczna, bo to wróg klasy robotniczej. Nie wolno okazać słabego serca, nie wolno okazać żadnego względu, nie wolno dotrzymać nawet danego słowa, bo to jest słabość. A komuniści nie mogą być słabi. Muszą nie tylko zwyciężyć, ale zniszczyć, wdeptać w ziemię, wyplenić, wytrzebić, wymordować, wystrzelać swoich wrogów! - Żadnych kompromisów!

Od tego czasu nic się nie zmieniło. Komunizm walczy z nami dalej, z całym światem kapitalistycznym. Trzecia Międzynarodówka ani teoretycznie, ani praktycznie wojny nie przerwała. Komuniści podkopują nasze życie, rozwalają nasze fabryki, podminowują nasze wsie, niszczą nasz organizm państwowy .Tej ofensywie przeciwstawia się u nas metodę walki godnej innego przeciwnika, ale nieskuteczną wobec komunizmu. Metodę obwarowaną właśnie całym szeregiem względów, "burżuazyjnych priedrazsudkow". - I to jest właśnie metoda zła.

My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! Nie możemy im dawać forów, nie możemy stwarzać takich warunków walki, które z góry przesądzają na naszą niekorzyść. Musimy zastosować ten sam żelazno-konsekwentny system. A tym bardziej posiadamy ku temu prawo, ponieważ jesteśmy nie stroną zaczepną, a obronną!

I my winniśmy komunistów stawiać poniżej przestępców kryminalnych, i nam nie wolno się rozczulać ani nad młodzieńcem w czapce akademickiej, ani nad przedwojennym działaczem komunistycznym. I nam nie wolno okazać słabego serca, ani żadnego względu, ani żadnego kompromisu!

W stosunku do komunizmu nie może być między nami polityków, dziennikarzy, kapitalistów, robotników, policjantów - wszyscy łącznie jesteśmy tylko jego wrogami.
Nie jest to nauka "oko za oko", Bóg nas rozgrzeszy. Prowadzimy wojnę z komunizmem, a religie dozwalają nam na wojnie zabijać. Zaś dopiero walka tego rodzaju systemem, gdyby nawet nie okazała się w rezultacie skuteczną, będzie dopiero - walką równą.

 

powrót

 

strona główna