powrót strona główna

 

"Słowo" 21.07.1939, Rok 18, Nr 198

Józef Mackiewicz

Jedna dywizja niemiecka w Gdańsku

GDAŃSK.

Sytuacja w Gdańsku ulega systematycznemu t. zw. pogorszeniu, ale nie powinno to nas ani dziwić, ani tem mniej straszyć. Bo sytuacja ta jest jasna, wyraźna, jak na dłoni.

Zupełnie słusznie piszemy, podkreślając znaczenie Gdańska dla Polski. Zupełnie niesłusznie usiłujemy podkreślić znaczenie Polski dla Gdańska. - Nauczyliśmy się w ostatnim roku nie narzucać Litwie z braterstwem, tradycją, unją i wspólną historją. Wszystko to są rzeczy dla Litwy ważne i korzystne. Ale Litwini tego nie chcą. Nie chcą czerpać z tego źródła. Dajmy więc im pokój.

Gdańsk jest niemiecki. Chce do Rzeszy, nie chce korzystać z tego wszystkiego, co mu daje polskie zaplecze, polska racja stanu nad morzem Baltyckiem, wspólna Polski z Gdańskiem historja i tradycja. Nie chce nawet mówić o tem z nami. Zaciągnął armaty na Bischofsbergu, przemyca tysiące tonn amunicji przez stocznie w Schichau. A więc dajmy mu pokój z argumentami. Rozmawiajmy z nim tak, jak nas do tego zmuszają nasze własne interesy, ale nie jego, Gdańska, interesy.

Gdańsk jest niemiecki, a formalnie tylko Wolnem Miastem. Faktycznie robi to, co mu każe Hitler. Wobec tego znajduje się w orbicie ogólnoeuropejskiej agresji Hitlera, stał się tylko jednym z fragmentów jego ekspansji zaborczej, która znajduje swój wyraz w skoordynowanej polityce państw osi, na Bałkanach, kolonjach, Turcji i t. d. Wołamy wciąż: Gdańsk, Gdańsk! zupełnie jakby Hitlerowi tylko o to miasto chodziło na świecie, a więcej o nic. Tymczasem Gdańsk jest drobnym etapem, niczem więcej, w hitlerowskim "Drang", już nie "nach Osten", ale na wszystkie strony świata.

Jeżeli wybuchnie wojna, to będzie to wojna nie o Gdańsk, ale o przywrócenie normalnej sytuacji życiowej w Europie, którą Hitler doprowadza do absurdu.

Gdańsk w tej wojnie będzie tym fragmentem strategicznym, właśnie takim, jakim dziś już jest de facto. Nie mamy już z nim nic do gadania. Gadać, albo bić się, będziemy już tylko z Niemcami.

Od jednego z Polaków gdańskich słyszałem mądrą uwagę: w Polsce mówi się o Gdańsku wciąż jeszcze, jakby pomiędzy wiekiem XVIII-tym i XX-tym nie było wcale wieku XIX-go. Tymczasem ten wiek XIX-ty przekształcił miasto w pruską prowincję, a te kilka lat po Traktacie Wersalskim nie zdołały odwrócić ani psychiki, ani zainteresowań jego mieszkańców.

Słusznie.

Idąc w kierunku Wieben-Wall, natyka się człowiek na pomnik żołnierzy i oficerów 107 pułku grenadjerów. Zginęli pod Gumbinnen, Tannebergiem, w Masurenschlacht, w obronie Prus Wschodnich… für Kaiser und Vaterland. Tysiące gdańszczan zginęło für Kaiser, ale partia hitlerowsk a nie zamierza zburzyć pomnika, ani przekształcać nadpisu, chociaż Kaiser jest na wygnaniu i nikt w Niemczech, nikt zapewne nawet z rodzin poległych za niego żołnierzy nie interesuje się w tej chwili tem co robi, albo co myśli sobie o Trzeciej Rzeszy tam, w Holandji. Ale ten Kaiser w Gdańsku, za którego trzeba było krew przelewać, pozostał symbolem krwawej łączności z Niemcami.

Z Wieben-Wall przechodzi się w dzielnicę Wieben-Kaserne. Ogromne swastyki łopoczą na wietrze. SS-mani stoją u wejścia, trzymają straż. Rośli, ogromni, Germani, blondyni, jakich lubi Hitler, prawdziwi Niemcy, z Niemiec sprowadzeni…

- A propos - mówi ktoś -szkoda, że nie było pana w piątek ubiegły w Sopotach. Zupełnie jawnie wyładowano tam ze statków 1.000 ludzi i przewieziono do Gdańska do koszar.

- Do których?

- To nie ma znaczenia.

Na Bischofsbergu, każdy wie, że stoją ciężkie działa. Spacerować tamtędy nie wolno. Podejrzanych aresztują z miejsca innych tylko zawracają z miejsca. Na Dominikswall, Sandgrube, w Langfuhr, w koszarach na Weidengasse, zobaczyć można tyle wojska, ile się komu podoba. Niemieckiego wojska oczywiście. Oddziały te jeszcze w zwartym szyku maszerują po mieście w mundurach policji gdańskiej, jakkolwiek z karabinami i w stalowych hełmach, a za niemi jadą tabory, karabiny maszynowe… Ale już pojedyńczy żołnierze przestali się wogóle krępować. Onegdaj kawalerzyści przy szablach spacerowali sobie po Neugarten dla flirtu z panienkami. Pomiędzy gmachem Senatu, gmachem Volkstagu i Komisarjatem Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej.

Niemcy poczynają sobie zupełnie bezczelnie. Dziecko wie, że przez stocznię w Schichau idą główne transporty broni i amunicji, a także baterje dział. W stoczni tej funkcje nadzoru pełnili nasi inspektorzy celni. Pewnego dnia kazano się im wynosić. Nie poskutkował doraźny protest i inspektorów celnych nie dopuszczono więcej do stoczni w Schichau. Ale to wszystko razem nie ma najmniejszego znaczenia praktycznego. Właśnie dla tego, że dziecko wie, co się tam wyrabia, więc i inspektorzy celni nie mogliby nam nic nowego zakomunikować, gdyby pełnili nadal swe obowiązki.

Bezczelność niemiecka, o której wspomniałem, ma tę właśnie dobrą stronę, że odkrywa karty i dziś wiemy już i z zupełnym spokojem skonstatować możemy, że t. zw. militaryzacja Gdańska, która narobiła tyle hałasu w Europie, sprowadza się poprostu do bazy wojennej niemieckiej, w sile pełnej dywizji polowej. Zadaniem tej dywizji ma być defensywne powstrzymanie naporu wojsk polskich, na wypadek zajęcia przez nas Gdańska.

Formalnie wygląda to na grube naruszenie obowiązujących traktatów międzynarodowych. - Że to niby Wysoki Komisarz Ligi Narodów, mógłby wezwać Polskę do wkroczenia zbrojnego dla przywrócenia porządku?

Faktycznie, nie mamy się czego troszczyć o to wezwanie Wysokiego Komisarza. Z nim czy bez niego, z chwilą gdy zapadnie decyzja rozwiązania międzynarodowego splotu, ta jedna dywizja niemiecka będzie dosłownie zniesiona, zmasakrowana w ciągu kilku godzin przez wojska polskie, które stalową obręczą stanęły nad granicami Rzeczypospolitej. Będzie to, powtarzam, mały fragment wielkiej wojny, jak dziś, sprawa gdańska jest małym fragmentem wielkich planów Hitlera, którym Europa postanowiła położyć kres.

powrót strona główna