powrót strona główna

 

"Wiadomości" 20.04.1952, Rok 7, Nr 15-16 (315-316)

Józef Mackiewicz

Tajemnicza śmierć Iwana Kriwoziercowa, głównego świadka zbrodni katynskiej

Nie leży w moim zamiarze podawanie w wątpliwość wiarogodności orzeczenia brytyjskiego Home Office z 29 lutego 1952, które niżej przytoczę. Chciałbym tylko uszeregować i zestawić poszczególne momenty tej sprawy aż do dnia, w którym pismo Home Office doszło moich rąk. Chodzi tu o sprawę Iwana Kriwoziercowa, głównego świadka zbrodni katyńskiej. Sprawy jego nie podobna wyodrębnić z tła, na którym się rozegrała, a tło oddaje z kolei najlepiej punkt drugi noty sowieckiej do Departamentu Stanu w Waszyngtonie z... (dziwnym trafem!) – też 29 lutego 1952. Nota sowiecka, upierając się oczywiście przy moskiewskiej wersji t.zw. „komisji” katyńskiej z r. 1944, stwierdza że rząd Stanów Zjednoczonych nie wysunął w ciągu 8 lat aż do ostatniego czasu żadnych zastrzeżeń wobec powyższego orzeczenia oficjalnej komisji.

Stwierdzenie to jest ścisłe. Trudno zaprzeczyć. Tak było istotnie i oczywiście też przez cały ten czas, gdy Kriwoziercow jeszcze żył, to znaczy gdy jeszcze był głównym świadkiem oskarżenia a nikt nie chciał przyjąć jego świadectw do wiadomości.

29 czerwca 1951 ukazała się po angielsku moja książka „The Katyń Wood Murders”. Tegoż samego dnia ukazała się w „Daily Telegraph” pierwsza recenzja z tej książki, pióra Guy Ramsey, który m.in. napisał:

„W końcu p. Mackiewicz odnalazł rosyjskiego „dipisa”, obecnie nie żyjącego, Iwana Kriwoziercowa, mieszkańca tej okolicy, który starał się zdać sprawę Amerykanom w Norymberdze z tego co widział; zagrożony przez nich wydaniem władzom rosyjskim, uciekł... by następnie prywatnie opowiedzieć to autorowi.

„Dowód prawdy jest przedstawiony dokładnie; świadectwa doskonale zebrane. Wszystko jest tak sugestywne że aż niemal przekonywające. Zawsze jednak chodzą po głowie nieuniknione wątpliwości nie odłączne od pełnych grozy książek, w których świadkowie są albo nieznani albo anonimowi (obscure and anonymous)”...

Cytata ta jest ważna z tego względu, że pobudziła mnie do poczynienia jeszcze jednej próby zbadania okoliczności, w jakich Kriwoziercow przestał być świadkiem koronnym a stał się świadkiem – „obscure and anonymous”. W swoich zabiegach pozwoliłem sobie na tę cytatę się powołać.

* * *

A teraz mała dygresja.

W pierwszych dniach lutego b.r. stanął przed komisją kongresu amerykańskiego człowiek, który podał się za naocznego świadka zbrodni katyńskiej. Odbyło się to w sposób, który my, w Europie – słusznie czy niesłusznie – nazywamy amerykańskim. Mianowicie z dużą reklamą, z maską na twarzy, w otoczeniu mnogich fotoreporterów, w dramatycznym nastroju, omdlewając i w t.p. rekwizytach. W tym co mówił ów rzekomy świadek, nie było (omal dosłownie) ani jednego słowa prawdy. Okoliczności zbrodni są na tyle znane że łatwo stwierdzić iż „zakapturzony świadek” nie tylko nie był ich świadkiem naocznym, ale nawet być nie mógł. Nie zgadzała się ani data, ani żaden z przytoczonych przez niego szczegółów. Ponieważ sam byłem w Katyniu w ciągu trzech dni i poznałem teren, a znając zarówno metody N.K.W.D. jak całość sprawy bardzo dokładnie, zanim doczytałem do końca relacji w gazecie, wiedziałem że chodzi tu o szczerą fantazję, zobrazowaną z wyjątkowym tupetem.

Mówiąc o „drodze w lesie”, którą rzekomo szedł, rzekomy świadek nie zdawał sobie nawet sprawy jak wyglądał lasek katyński, czyli t.zw. Kozie Góry, gdzie dokonano egzekucji. Lasek ten był odosobniony, i prowadziła do niego tylko jedna droga poprzez strzeżoną bramę. W ten sposób rzekomy świadek nie mógłby tam wkroczyć, chyba gdyby okazał legitymację zbiega z obozu... funkcjonariuszom N.K.W.D.!

Cały lasek otoczony był drutem kolczastym i obsadzony gęstą strażą z psami, a więc przedostanie się innym sposobem było niemożliwe, ani we dnie ani w nocy – co stwierdzili wszyscy mieszkańcy okoliczni.

Ani teren, ani drzewa w tym lasku, których rzekomy świadek oczywiście nigdy nie widział, nie nadawały się do obserwacji, o jakiej opowiada.

Rozstrzeliwań dokonywano nie w nocy, ale we dnie.

Ani jedna ofiara ekshumowana z grobów katyńskich nie była zakopana żywcem, a wszystkie miały ślad postrzału w tył czaszki.

Tylko jedna ofiara na ogólną ilość przeszło 4.000 miała usta wypełnione trocinami i to w sposób zupełnie inny niż to świadek w swoim uproszczeniu zeznał.

Strzelano nie z broni rosyjskiej, ale z niemieckiej.

Ręce skrępowane były sznurem a nie drutem.

Poza tym cały tenor opowiadania wskazuje daleko idące i naiwne uproszczenia charakterystyczne dla zeznań zmyślonych. Trudno jest zrozumieć dlaczego przy takiej obfitości materiału, przy tak poważnych i niezbitych dowodach jakie istnieją w sprawie Katynia, dano rozgłos nie tylko fałszywym, ale potrącającym o anegdotę zeznaniom rzekomego świadka. Ośmieszenie całej procedury śledczej w tej tragicznej sprawie, leżeć może oczywiście tylko w interesie strony – winnej zbrodni. A więc w interesie sowieckim. Szkoda, wyrządzona reklamą przydaną zeznaniom „zakapturzonego świadka”, nie dała na siebie długo czekać. Wszystkie pisma za żelazną kurtyną, a przede wszystkim polskie gazety regime’owe cieszą się z tego jak z prezentu. Komentarzom, kpinom, karykaturom nie ma końca. Przecież ludzie za żelazną kurtyną stosunkowo dobrze znają – N.K.W.D. A ci co znają N.K.W.D., jego metody i obostrzenia normalne, a cóż dopiero stosowane podczas masowych egzekucji! – wiedzą, że np. wdrapywanie się na drzewo o kilka czy kilkanaście kroków od miejsca egzekucji i siedzenie na gałęzi z księdzem w celu przyglądania się i liczenia ofiar, należałoby zaliczyć do rzędu zabawnych anegdot, gdyby nie dotyczyły rzeczy tak strasznej, jak mord katyński.

Na szczęście, jak słyszymy, zarówno komisja kongresu, której zasługi dla podjęcia sprawy Katynia są ogromne, jak również prasa amerykańska zorientowały się już i wycofały swe zaufanie tak niebacznie zaangażowane w sztucznie udramatyzowaną scenę zeznań rzekomego świadka.

* * *

Nie, nie żaden zakapturzony świadek w Ameryce, ale znany dobrze ze sprawy, Iwan Kriwoziercow w Anglii, był dotychczas głównym świadkiem zbrodni katyńskiej.

Nie będę tu opisywał wszystkiego co wiem o nim. W mojej książce, dzieje jego od urodzenia we wsi Nowe Batioki pod Smoleńskiem, w sąsiedztwie Gniezdowa, gdzie wyładowywano jeńców, i Katynia, gdzie ich rozstrzeliwano poprzez wszystko co widział i wiedział, aż do jego ucieczki przed armią czerwoną – zajęły wiele miejsca. To są rzeczy znane.

Opisałem też, jak się po raz pierwszy w r. 1945 zgłosił do władz sojuszniczych i – omal nie został wydany w ręce sowieckie. Widziałem go w Katyniu. Ale w pamięci pozostał mi takim, jakim oglądałem go we Włoszech, w Anconie: siedział na pryczy drewnianej, zgarbiony niepokojem o własny los, rozczochrując włosy nerwowym drapaniem.

Gdy przypominam sobie dziś tamtą sylwetkę i zestawiam los Kriwoziercowa, autentycznego świadka największej zbrodni popełnionej w czasie ubiegłej wojny, z dziwnymi kolejami losu jaki wynosi na powierzchnię zakapturzonego człowieka, w Waszyngtonie – odczuwam to jak temat wielkiej, ludzkiej powieści, z jej nigdy nie zbadanymi wyrokami. W danym wypadku powieści o wielkiej niesprawiedliwości świata i ponurym epilogu.

31 maja 1945 Kriwoziercow zgłosił się do obozu D.P. w Verden (Aller), w strefie brytyjskiej. Wylegitymował się Arbeitskartą Nr. 6910/40/439014, wystawioną 2 września 1944 przez Arbeitsamt Berlin Dlg. Br. Już 1 czerwca złożył meldunek, że jest świadkiem zbrodni katyńskiej. Tegoż dnia złożony został meldunek piśmienny dowódcy 102 Mil. Gov. Det. (R), brytyjskiemu majorowi Hart. Mjr. Hart wykazał minimalne zainteresowanie sprawą, ale lojalnie zwrócił się do swych władz przełożonych o instrukcje. Instrukcje nie nadeszły.

Kriwoziercow, nauczony doświadczeniem, bał się, by nie wydano go Sowietom. Bał się też, by go agenci sowieccy nie sprzątnęli. Toteż, gdy na jesieni 1940 przybył do Wielkiej Brytanii, przybrał pseudonim: Michał Łoboda, rzekomo urodzony 6 czerwca 1916 w Wilejce, na Wileńszczyźnie. Towarzyszył mu zawsze jego serdeczny przyjaciel, Jan Chomiuk, z zawodu marynarz. W Anglii znaleźli się razem w obozie West Chiltington Camp, Sussex. Stamtąd, po krótkim pobycie przeniesieni zostali do Stowell Park, nr. Cheltenham, Glos.

Tymczasem trwał ciągle ten stan, który ukazałem na początku z drugiego punktu noty sowieckiej, t.zn. żadnych zastrzeżeń wobec oficjalnej sowieckiej wersji mordu katyńskiego. Przyznam szczerze, że Polakom nie dzieje się jeszcze tak źle w zestawieniu z tym napięciem nerwowym, w jakim żyło wielu moich przyjaciół Rosjan w okresie dalszego ciągu porooseveltowskiej polityki. A z drugiej strony zaczęły się już budzić wielkie nadzieje. Bo ja wiem, może właśnie ta ciągła szarpanina pomiędzy strachem i nadzieją była istotną przyczyną końca, jaki spotkał Kriwoziercowa? Nie wiem. W każdym razie należy przypomnieć, że Kriwoziercow był młodym chłopem rosyjskim o bardzo średniej inteligencji i niebacznie rozbudzonych ambicjach. Zaryzykuję nawet twierdzenie: łapczywie rozbudzonych. Trzeba bowiem pamiętać iż przeżył on nie tylko strach przed wydaniem go władzom sowieckim, ale też, jak inni, przeżywał nastroje naszeptywane wciąż przez pierwszą i drugą rękę propagandy sowieckiej: amerykańskie dolary! antysowiecka robota amerykańskiego kapitału! dolary, dolary, dolary na antysowiecką propagandę! amerykańska agentura, amerykańscy agenci! – Takie wersje się rozchodzą, krążą, dezorientują. Powstają legendy o agentach amerykańskich opływających w dolary. Powtarzają je ludzie nieraz bardzo inteligentni i na wysokich stanowiskach. Cóż się dziwić Iwanowi o średniej inteligencji i na stanowisku najniższym z możliwych na Zachodzie: robotnika w obozie, bez praw obywatelskich, dipisa! Przecież Kriwoziercow był tylko przeciętnym człowiekiem. Czy można mu się dziwić, że ważność świadectw jakie nosił w swej pamięci rozbudzała w nim nadzieje i że świadectwa te chciał może sprzedać nie wiadomo jak drogo! Rozmawiał na ten temat z Chomiukiem, a bywało, podpiwszy, przechwalał się często przed otoczeniem. W ten sposób wszyscy wiedzieli, nie zawsze ci, co o tym wiedzieć by powinni, że jest najważniejszym świadkiem największej zbrodni. Nazajutrz przychodziło wytrzeźwienie, niesmak i znowu strach, aż do następnej wielkiej nadziei. Oczywiście Kriwoziercow nie zdawał sobie sprawy że błędem Ameryki jest nie to iż wyrzuca zbyt dużo pieniędzy na antysowiecką robotę, tylko to iż właśnie wydaje ich – za mało.

Zamiast w Ameryce, w październiku 1947 Kriwoziercow znalazł się w obozie Easton-in-Gordano, Somerset. I... zupełnie raptownie, znika z powierzchni ziemi!

* * *

Co się stało z Kriwoziercowem, najważniejszym świadkiem zbrodni katyńskiej? Nikt nic nie wie konkretnego. W każdym razie, to co uzyskało się od władz brytyjskich, wydaje się niezadowalające. Może niesłusznie, może lakoniczność jest czasem wskazana. Ale nie wydaje się wskazana w wypadku Kriwoziercowa, gdyż na jego temat zaczynają krążyć coraz to nowe plotki: zabity w bójce, popełnił samobójstwo, przejechany przez samochód, porwany przez agentów sowieckich, wydany w ręce sowieckie, zabity przez nasłanych agentów i znów da capo: zabity w bójce...

Ale gdzie jest jego przyjaciel Chomiuk? Rzekomy adres brzmi: 6, Beech Road, Horfield, Bristol 7. Nie, pod tym adresem już go nie ma.

Znany dziennikarz amerykański, Julius Epstein; sekretarz pierwszego komitetu katyńskiego, który powstał w Nowym Jorku pod przewodnictwem b. ambasadora Bliss-Lane, zapytuje mnie w liście z 25 października 1949: Doszły mnie słuchy, że w ciągu tego lata, ważny świadek katyński miał zginąć „w wypadku samochodowym” w Londynie. Co Pan wie o tym?”.

Niestety, nie wiem nic konkretnego. I to po dwóch latach od chwili jego zniknięcia. Do jakiego stopnia cała rzecz jest okryta mrokiem tajemnicy, dowodzi fakt, że jeszcze po czterech latach sądzono, że Kriwoziercow zmarł w r. 1949. 8 lipca 1951 ukazał się w „Wiadomościach” (nr 275) artykuł Ferdynanda Goetla, który pisał m.in.: „Przed dwoma laty zmarł. Autentycznej wersji jego zgonu nie można ustalić... Pytam, czy znane jest orzeczenie coronera ustalające przyczynę gwałtownej śmierci?... Sądzę, że ów „dalszy ciąg” Katynia nie powinien być zlekceważony. Stanowi on ostrzeżenie nie tylko dla ludzi związanych ze sprawą Katynia pośrednio czy bezpośrednio. Jest przestrogą dla całego świata. Jest próbą posiania lęku i zdławienia każdego człowieka, który przezwycięża zmowę milczenia... Jest świadectwem, że ręka skrytobójcza i kierująca nią wola działa nieprzerwanie”.

Powracam do recenzji o mojej książce w „Daily Telegraph”. Sądziłem, iż skoro rzecz działa się w Anglii, głos jednego z najpoważniejszych pism angielskich, który świadka zagubionego na wyspie przezywa „obscure and anonymous”, może być najlepszą drogą do sformułowania pytań skierowanych do najwyższych władz angielskich.

W sierpniu 1951 zwróciłem się z pismem bezpośrednio do ministra spraw wewnętrznych, w którym przedstawiwszy po krotce sprawę, pisałem:

„Nie ma żadnej wątpliwości że z rosyjskiego punktu widzenia, Kriwoziercow mieszkający w Anglii był osobą wielce niepożądaną; agenci zaś sowieccy, którzy go zgładzili, mogli liczyć na sporą nagrodę.

„Osobiście interesuję się bardzo tą sprawą z dwóch powodów: 1) ja także jestem naocznym świadkiem zbrodni katyńskiej; 2) przychylny krytyk w „Daily Telegraph” z 29 czerwca 1951 zarzucił mi włączenie do mojej książki zeznań „nieznanego” świadka...

„Dlatego też byłbym bardzo zobowiązany, jeśliby mógł mi Pan udzielić informacji co w związku ze śmiercią Kriwoziercowa wykryło śledztwo albo innych danych dotyczących tej sprawy”...

List ten wraz z książką nadałem w urzędzie pocztowym przy Leicester Square 13 sierpnia 1951. W ciągu następnego tygodnia od tej daty nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Osoby znające zwyczaje angielskie wyłączały możliwość aby odpowiedź mogła nie nadejść wcale. Nawet, przekładano mi, gdyby pismo zlekceważono, przyjęto niechętnie, lub bez zamiaru udzielenia informacji, w każdym wypadku, chociażby ze względu na dołączoną książkę, musi nadejść potwierdzenie odbioru i kilka, mniej lub więcej lakonicznych, słów odpowiedzi. W Anglii nie ma zwyczaju, powiadano, nie odpowiadania na listy!

Jednak odpowiedź ani następnego tygodnia, ani miesiąca, ani nigdy w ogóle nie nadeszła.

W tym stanie rzeczy pozwoliłem sobie zwrócić się do jednego z wybitnych członków Izby Gmin. Przedstawiłem mu całą sprawę, wskazałem na wagę, jaką posiada (czy posiadał?) Kriwoziercow dla wyjaśnienia i uwidocznienia przed całym światem rzeczywistych sprawców mordu katyńskiego. Zwróciłem jeszcze raz uwagę, że tylko Sowietom i ich agentom zależeć może na unieszkodliwieniu tego świadka. W wyniku interwencji podjętej przez członka parlamentu, otrzymał on pismo, datowane 29 lutego 1952, którego oryginał przekazał mi 5 marca 1952:

„5 lutego 1952 napisał Pan do ministra spraw wewnętrznych w sprawie dociekań p. Mackiewicza w związku ze zbrodnią katyńską. Żałuję że nie jesteśmy w stanie odnaleźć śladów jego poprzedniego listu.

„Iwan Kriwoziercow alias Michał Łoboda przebywał przez pewien czas w Stowell Park Hostel i w październiku 1947 przeniósł się do innego obozu w Easton-in-Gordano w Somerset. 30 października 1947 ciało jego znaleziono w jednym z sadów. Badania, przeprowadzone 3 listopada 1947 w komisariacie policji w Flax Bourton, Somerset, stwierdziły, że zmarły popełnił samobójstwo przez powieszenie”.

Tyle o – najważniejszym świadku największej zbrodni wojennej.

Józef Mackiewicz.

powrót strona główna