Skip to content Skip to footer

Chosiński Sebastian – Wielki nieobecny

Tytuł: Wielki nieobecny

Autor: Chosiński Sebastian

Wydawca: “Esensja”, nr 08 (XXX), październik 2003 r.; http://www.esensja.pl/magazyn/2003/08/iso/13_54.html

Rok: 2003

Opis:

WIELKI NIEOBECNY

Józef Mackiewicz – jeden z najwybitniejszych polskich prozaików minionego wieku, twórca wielkich epickich dzieł , kandydat do literackiej Nagrody Nobla – jest w Polsce niemal praktycznie nieznany. Ale taki jest, widać, los niepokornych twórców, którzy po wojnie nie chcieli współpracować z komunistami, wybrali emigrację.

Debiut “sceniczny”

Pracując w okresie międzywojennym jako dziennikarz wileńskiego “Słowa”, Józef Mackiewicz próbował szczęścia również jako pisarz – dramaturg i prozaik. Pierwszym jego dziełem była, napisana wspólnie z Kazimierzem Łęczyckim (w roku 1931), sztuka sceniczna zatytułowana Pan poseł i Julia. Niewiele o niej wiadomo, brakuje nawet informacji, czy została wydana w formie książkowej. Grano ją jednak prawdopodobnie na deskach któregoś z teatrów w Wilnie i – na pewno – w Grodnie. Wątpliwe jednak, aby “wyszła” poza Wileńszczyznę. Prawdziwym debiutem książkowym stał się dopiero, opublikowany w roku 1936 nakładem “Słowa”, zbiór sześciu nowel – 16-tego między trzecią a siódmą. Tu już można zauważyć kwestie, które będą obecne w późniejszej tworczości Mackiewicza; jest to choćby sprawa stosunków polsko-rosyjskich (Wilno, Petersburg), wydarzenia z czasów wojny bolszewickiej oraz losy jednostek zagubionych we współczesnym świecie. Mackiewicz czerpał również z wątków z własnej biografii (Kuzyn z nieprzyjacielskich huzarów, Ślizgawka, Kiedy byłem głodny) i choć nie była mu obca fikcja literacka, na jej gruncie czuł się mniej pewnie.

Tom nowel, jak i wcześniej dramat, przeszedł prawie bez echa. Odnotowały go wprawdzie pisma: “Środy Literackie”, “Nowa Książka” oraz “Warszawski Dziennik Narodowy”, ale nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników.

Po niezbyt udanych początkach literackich poświęcił się Mackiewicz temu, w czym czuł się wówczas najpewniej – reportażowi. Zebrał najciekawsze artykuły drukowane wcześniej na łamach wileńskiego dziennika i w nowym opracowaniu wydał je (ponownie nakładem swojego macierzystego pisma) w formie książkowej. Tak powstał Bunt rojstów (1938) – tom reportaży, który przyniósł mu sukces wśród czytelników i nagrodę “Wiadomości Literackich”. Wstępem opatrzył książkę m.in. Ferdynand Antoni Ossendowski, co było sporym wyróżnieniem zarówno dla Mackiewicza jak i dla wydawcy, któremu udało się pozyskać dla projektu wybitnego literata. Dzięki Buntowi rojstów stał się Mackiewicz znany i ceniony, choć nadal pozostawał w cieniu swego brata, słynnego także po wojnie publicysty Stanisława Cata-Mackiewicza.

Pamflet, który podzielił Wilno

Warto wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce z wileńskiego okresu Mackiewicza. W roku 1933 na łamach “Słowa” ukazywała się, drukowana w odcinkach (od 7 marca do 14 kwietnia), Wileńska powieść kryminalna, sygnowana nazwiskiem pisarki Felicji Romanowskiej. Już wówczas powszechnie uważano, iż Romanowska tak naprawdę nie istnieje, choć redakcja starała się usilnie przekonywać czytelników, że jest inaczej, drukując chociażby wywiad z “pisarką”. Podejrzewano, że nazwisko to stanowi jedynie parawan, za którym skrywa się któryś ze znanych autorów – bądź nawet cała ich grupa – na stałe współpracujący z dziennikiem. I tak też było. Po latach, już po powrocie z Londynu do Polski, potwierdza to Cat: “Powieść ta była pracą zbiorową, w której 12 rozdziałów napisał Józef Mackiewicz, 10 rozdziałów [Jerzy] Wyszomirski, cztery – ja i jeden dr Walerian Charkiewicz”. Bezsprzecznie była to powieść z kluczem, portretująca – w sposób niezwykle dowcipny, ale też bardzo złośliwy – wileńską elitę kulturalną i towarzyską. Razy otrzymują w niej tak “swoi”, (m.in. wspomniany już Kazimierz Leczycki i Michał K. Pawlikowski), jak i obcy. Tych drugich zdecydowanie się nie oszczędza, a znaleźli się wśród nich m.in. wojewoda wileński Bociański, literatka i publicystka “Kuriera Wileńskiego” Helena Romer-Ochenkowska, Witold Hulewicz, jak również byli współpracownicy wydawanego przez Cata dziennika, teraz już mocno komunizujący, Henryk Dembiński i Stefan Jędrychowski. Nic dziwnego, że Wilno wrzało, choć – jak przyznał Wacław Lewandowski – “bezpośrednich reakcji na pamflet nie było. Czasy były jeszcze względnie honorowe i nie wypadało rozdzierać szat z powodu żartów i kpin pamflecistów. Zapamiętano jednak dobrze, kto ośmielił się kpić z elity wileńskiej”.

Powieść wyrosła z konfliktu, w jaki redakcja “Słowa” popadła z tzw. “elitą wileńską”, a który początek miał jeszcze w zadawnionej batalii z redakcją konkurencyjnego “Kuriera Wileńskiego”. “Słowo” atakowało przede wszystkim Romer-Ochenkowską i Hulewicza, jeżdżąc po tym drugim jak na łysej kobyle. Rykoszetem obrywało się innym. Niesnaski narastały; doszło nawet do dwóch pojedynków, na które niejaki Marian Morelowski wyzwał obu braci Mackiewiczów. Jako że kodeks honorowy Bohdziewicza był wówczas w Wilnie w codziennym użytku, doniesienia o pojedynkach do pierwszej krwi nikogo nie dziwiły. Apogeum wspomniany konflikt osiągnął w roku 1934, kiedy to rządowe czasopismo warszawskie “Pion” opublikowało “Oświadczenie elity wileńskiej”.Czytamy w nim: “Mówiąc o tych instytucjach, którym społeczeństwo wileńskie tak wiele zawdzięcza [Związek Literatów i Radę Wileńskich Zrzeszeń Artystycznych – przyp. S.Ch.], trzeba podkreślić zasługi wybitnych przedstawicieli sfer artystycznych, pracujących ofiarnie, owocnie i bezinteresownie, a którzy jak zwłaszcza pp. Helena Romer-Ochenkowska, W. Hulewicz i St. Lorentz, szczególnie ostro są atakowani przez <Słowo>”. I pewnie moglibyśmy spoglądać na owo “Oświadczenie” z przymrużeniem oka, gdyby wśród kilkudziesięciu sygnatariuszy nie znalazły się podpisy pułkownika Tadeusza Pełczyńskiego i jego żony Wandy, którzy kilkanaście lat później publicznie oskarżyli Mackiewicza o kolaborację z niemieckim okupantem.

Z burdelu na PRL-owskie salony

Właściwy okres twórczości literackiej Mackiewicza przypada na czasy powojenne, emigracyjne. Na emigracji, głównie w Monachium, powstały jego najważniejsze książki i powieści.

W roku 1957 wydana została w Polsce powieść pt. Dno nieba. Autor książki skrył się pod pseudonimem Roman Lutosławski. Jak podaje Jan Zieliński, została ona napisana przez Mackiewicza. Jak do tego doszło? Wyjaśnia to dokładnie żona pisarza, Barbara Toporska: “Napisał tę książkę Józef Mackiewicz w okolicznościach opisanych dokładnie w jej (nie podpisanym) wstępie. Miała się ukazać na emigracji pod nazwiskiem Józef Roman, czyli pierwsze imię autora, drugie – opowiadającego mu swoje przygody lotnika Romana Lutosławskiego. Lutosławski wrócił do kraju, a że na emigracji nie znalazł się wydawca, uznał za stosowne bez porozumienia z autorem wydać ją pod [swoim] nazwiskiem w kraju. O co zresztą Józef Mackiewicz do swego dawnego przyjaciela nie żywi urazy” (1983). Powieść Mackiewicza, którego książki – o ironio! – nigdy w PRL drukowane nie miały być, wydana została… trzykrotnie: dwa razy pod właściwym tytułem Dno nieba (Wydawnictwo MON) oraz trzeci, pod tytułem zmienionym – Przez północ do tropików (Instytut Wydawniczy PAX, 1969).

Jak doszło do powstania tej książki? Niezwykle prozaicznie. Po wojnie w Rzymie, w burdelu na via Sistina, spotkał autor (w książce nie podpisany) przyjaciela z kraju, lotnika, obecnie w służbie RAF-u. Ten opowiedział mu swoje wojenne losy. Mackiewicz je spisał. Powieść ta znacznie odbiega od całej twórczości pisarza, a jednak zawiera kilka bardzo dla niego charakterystycznych cech takich jak używanie wyrazów dźwiękonaśladowczych, częste opisy przyrody (powołanie się na swoją ulubioną w dzieciństwie lekturę – Życie zwierząt Brehma) oraz dopisane, fikcyjne zakończenie, w którym to wojskowy samolot bohatera, lecący z Udine w północnych Włoszech do Monachium, rozbija się w dolinie rzeki Drawy, we wsi Linov. Jak wiemy, w Monachium mieszkał Mackiewicz przez wiele lat, tam też zmarł; zaś “dolina rzeki Drawy” to miejsce wielkiej tragedii Kozaków, wydanych przez rząd angielski bolszewikom, o czym często pisał (m.in. w Kontrze). Powieść ta – najsłabsza w jego twórczości – zazwyczaj pomijana jest milczeniem, zapewne ze względu na odległy pisarzowi temat. Należy jednak, gwoli ścisłości, odnotować jej istnienie.

Jeszcze słów parę o wydanym w roku 1964 tomie opowiadań Pod każdym niebem. Historie. Zdarzenia. Niektóre z nich drukowane były pierwotnie na łamach paryskiej “Kultury” (Ballada o nowym sterniku, Faux-pas ciotki Pafci, Fotograf) i londyńskich “Wiadomości” (Morderstwo nad rzeką Warką, Przygoda małego diabełka). W zasadzie tom ten jest kontynuacją nowel przedwojennych, dotyka tych samych spraw i problemów (choć, oczywiście, dochodzą tu doświadczenia wojenne i okupacyjne na Kresach), nie brak w nim wątków autobiograficznych. Stanowi doskonałe uzupełnienie powieści, choć wykracza także poza ich tematykę (np. w opowiadaniach “fantastycznych”, takich jak Fotograf oraz Przygody małego diabełka).

Droga donikąd (1955)

To pierwsza powieść Mackiewicza opublikowana na emigracji. Choć ukazała się w dziesięć lat po wojnie, są dowody na to, iż jej pierwsza wersja powstała już podczas okupacji, na gorąco. Ukończona została w roku 1942 i pierwotnie miała nosić tytuł Prawda w oczy nie kole. Liczne jej epizody – w formie wspomnień i autobiograficznych opowiadań – były wcześniej drukowane w prasie: niektóre już w roku 1941 w “Gońcu Codziennym” (Moja dyskusja z NKWD, Prorok z Popiszek), inne – po wojnie, na emigracji (Śnieg w Wilnie padał gęsty, Padwiezut…, Łapani jak psy, Zaczynamy gnić, U posiadacza dwunastu fajerek, Okupacja sowiecka).

Rodowód wielu wątków, postaci i zdarzeń przedstawionych w tej powieści nie był fikcyjny. Dla znających Wilno z czasów okupacji sowieckiej jest to powieść z kluczem personalnym. Autor tego nie ukrywa; w przedmowie do powieści napisał wprost: “Poza powieściowymi osobami wszystko jest autentyczne w tej relacji. Ludzie, zwierzęta i rzeczy; zdarzenia, tajne dokumenty i daty; nazwy wsi; świt i zachód o czasie moskiewskim, linia przebiegająca rojstami, która dzieliła litewską i białoruską republiki sowieckie, a także kierunek każdej drogi. Autentyczne są nazwiska oficerów ludowego komisariatu bezpieczeństwa państwowego – N.K.G.B.” Jest to zatem opowieść o ludziach, którzy istnieli naprawdę, i sprawach, które rzeczywiście rozegrały się w Wilnie w latach 1940-41.

Akcja powieści rozgrywa się na terenach, które narrator utworu określa jako “resztówkę Wielkiego Księstwa Litewskiego”, a które swego czasu weszły w skład Litwy Środkowej, inkorporowanej w roku 1922 do Polski. Ziemie te, po likwidacji państwa polskiego w wyniku agresji niemieckiej (1 września) i radzieckiej (17 września 1939 roku), zostały jesienią 1939 przyłączone do Republiki Litewskiej, a w czerwcu 1940 zajęte przez Związek Radziecki i okupowane do czerwca roku następnego. Właśnie okupacja radziecka jest tematem Drogi donikąd, powieści na wskroś realistycznej, bliskiej tradycjom rosyjskiej i francuskiej prozy XIX-wiecznej. Składa się ona z szeregu mikronowel biograficznych, opatrzonych rozważaniami autora na temat ustroju komunistycznego. Głównym bohaterem, wokół którego rozgrywają się najważniejsze wydarzenia, jest Paweł (alter ego Mackiewicza) – dziennikarz, który po wkroczeniu bolszewików odmawia pisania do prasy komunistycznej i zostaje drwalem. Wraz ze swoją żoną, Martą, mieszka nie opodal Wilna, na skraju Puszczy Rudnickiej. Co pewien czas jeździ jednak do Wilna, gdzie obserwuje przyjaciół i znajomych i ich postawy wobec ustroju komunistycznego, narzuconego siłą państwu i ludziom. Pierwsza część powieści to właściwie przedstawienie różnych sposobów przystosowania się ludzi do warunków życia w nieznanym im wcześniej totalitarnym ustroju. Zawarte w tej części stwierdzenie: “w co się wyrodzi kraj i ludzie, gdy zostaną opanowani przez współczesny bolszewizm”, jest nadrzędnym tematem całej powieści. Podejmuje Mackiewicz próbę rozwikłania tego problemu na przykładzie losów poszczególnych postaci.

Tytułowy bohater pierwszej części, Karol, jest przyjacielem Pawła, mieszka w jego domu pod Wilnem i z nim razem pracuje jako drwal. Wygłasza poglądy jawnie antykomunistyczne, a ich sens sprowadza się do słów: “Bolszewizm nie od radości nieba chce oderwać człowieka, a właśnie przeciwnie, od radości ziemi. On nie jest wrogiem, jak to powiada pierwszy z brzegu klecha, życia pozagrobowego, a właśnie życia doczesnego. On niczego nie rozpętał, jak to utrzymywali nasi ojcowie w okresie rewolucji 1917-18 r., a na wszystko, absolutnie na wszystko nałożył pęta! (…) bolszewizm powstał nie z walki z Bogiem, a z walki z człowiekiem, z jego przyrodzonym prawem do wolnego życia”. I ten oto człowiek praktycznie z dnia na dzień zmienia swoje stanowisko: porzuca pracę w lesie i zostaje nauczycielem w szkole powszechnej, w końcu otrzymuje nominację na inspektora i obejmuje katedrę zasad leninizmu i stalinizmu; niebawem też wstępuje do partii komunistycznej i wygłasza w Wilnie odczyt “Wolność prasy i wolność druku w Związku Radzieckim”. Staje się tym samym trybikiem w ogromnej sowieckiej maszynie kłamstwa. Podobną postawę przyjmuje inny z przyjaciół Pawła, Konrad. Porzuca wprawdzie pracę adwokata i na kursach wieczorowych wykłada (neutralną) fizykę, twierdzi jednak, iż opór nie ma sensu, gdyż “nie warto widzieć wszystkiego wyłącznie od strony negacji i kpin. Ostatecznie to oni nas zwyciężyli, a nie my ich. (…) Naszym zadaniem zachować substancję narodową, stan posiadania, utrzymać się samym. Nawet położyć uszy po sobie, mówiąc ordynarnie”.

Także inni bohaterowie powieści starają się na różne sposoby przystosować do “nowej rzeczywistości”. Zmieniają poglądy, zasady, przyjaciół, w poczuciu bezsilności godzą się na rolę zwolenników ustroju komunistycznego. Sparaliżowani strachem, bezbronni, spoglądają na rozpadanie się więzi międzyludzkich. Jest w powieści Mackiewicza komunizm (bolszewizm) antycywilizacją niszczącą kulturę i wszystkie jednostki, które znajdują się na jego drodze lub w jego zasięgu. Swój niszczycielski wpływ rozpoczął od zniszczenia starej Rosji. I to właśnie rozróżnienie Rosji i bolszewizmu (zawsze obecne w twórczości Mackiewicza) jest, zdaniem wielu krytyków, jednym z najoryginalniejszych spojrzeń na komunizm w światowej literaturze. W usta, ukrywającego się przed bolszewikami, prawosławnego archimandryty Serafina wkłada autor następujące porównanie: “(…) nie ma w Europie dziś dwóch narodów tak do siebie niepodobnych, jak naród rosyjski i naród …sowiecki. Naród – to nie język, naród – to jego dusza, to jego tęsknoty, jego pieśni, jego literatura. Naród kształtuje się pod wpływem wychowania. Naród rosyjski, który dziś znamy, ukształtował się ostatecznie dopiero w wieku XIX. (…) Klasyczna literatura rosyjska – (…) Gogol, Tołstoj, Dostojewski, Turgieniew, Czechow, Szczedrin… wszystko duch sprzeciwu, niezadowolenia, szukania prawdy, rozcinania włosa, duch wątpliwości ludzkiej. Chyba tylko jedna na sto książek literackich wydawanych w Rosji nie stawała po stronie uciśnionych i prześladowanych, nie krytykowała stanu istniejącego. A dziś nie ma takiej, która by nie deptała właśnie uciśnionych i nie wychwalała uprzywilejowanych, nie kłaniała się stanowi panującemu… (…) Naród rosyjski kochał stepy i lasy, a sowiecki – kominy fabryczne. Naród rosyjski ciągle buntował się przeciw kajdanom, a sowiecki nie tylko się nie buntuje, on je liże! Tak zwana dusza rosyjska – to była dusza buntu; dusza sowiecka – to dusza psiej uległości. Naród rosyjski (…) to był naród spiskowców, sowiecki – szpiclów i prowokatorów, i donosicieli!”

Nie wszyscy jednak bohaterowie powieści poddają się rzeczywistości, . Część druga książki (zatytułowana Tadeusz) przynosi inne rozumienie istoty komunizmu i szans jednostki na przeżycie. Całej galerii politycznych realistów z części pierwszej, został tu przeciwstawiony Tadeusz Zakrzewski, zaciekły wróg nowego ustroju. “Obalić bolszewizm – dowodzi – może praktycznie i wyłącznie wojna z nim. Normalna wojna zewnętrzna, na którą wszyscy czekamy. (…) Bolszewizm predestynowany jest do tego, aby zniszczyć bez reszty siły niebolszewickie. I to w każdym wypadku. Nie broniąc się, nie walcząc, ułatwiasz mu tylko zadanie zniszczenia samego siebie. Można by przyjąć formułę taką: Jeśli walcząc masz znikome szanse na życie, to nie walcząc nie masz żadnych. Bolszewizm bowiem likwiduje nie za czyn wrogi, a za odmienną myśl. (…) Po stronie poddania się, po stronie kompromisu nie ma, powtarzam, żadnej szansy, bo bolszewizm nie zna kompromisu. Gdyby go znał, nie byłby bolszewizmem, to jasne. A więc zlikwidowani zostaną wszyscy niebolszewicy. Pozostaną tylko ci, którzy się na bolszewików dadzą przerobić, czyli przekuć z własnego narodu na naród sowiecki”. Takich ludzi jak Tadeusz nie ma wielu. Gdy ginie w pułapce zorganizowanej przez milicję radziecką, zaprzepaszczona niejako zostaje ostatnia szansa na zbrojny opór. Teraz nie pozostaje już nic innego jak poddać się!

Powieść ta przynosi kilka bardzo ważnych tez na temat życia w ustroju komunistycznym, sięga do jego trzewi i obnaża to, co on sam tak bardzo stara się ukryć – jego istotę. Istotą zaś komunizmu, według Mackiewicza, jest walka z człowiekiem jako jednostką wolną, znajdującą oparcie w religii i własności prywatnej. To należy więc zniszczyć w pierwszej kolejności, aby pozbawić ją – jednostkę – wolności. Symbolem tej wolności i nadziei na normalne życie, na ratunek jest w powieści tytułowa “droga”, poruszanie się, zmiana miejsca i wiara w osiągnięcie celu. Przeciwstawieniem “drogi” jest bezruch, wegetacja, powolne umieranie duchowe i fizyczne. Tytuł natomiast – Droga donikąd – określa, w znaczeniu węższym, beznadziejność ówczesnej sytuacji politycznej i psychicznej w kraju okupowanym przez komunistów, a w szerszym (zasadniczym i ponadczasowym) “drogą donikąd” jest dla Mackiewicza całe życie. Tę właśnie “drogę” wybiera Paweł, uciekając – w zakończeniu powieści – do puszczy, w nieznane, byle z dala od bolszewików.

Powieść Mackiewicza stała się wydarzeniem literackim; szybko przetłumaczono ją na niemiecki (1957), potem francuski (1962) i angielski (1962, 1964). Doczekała się wielu recenzji w prasie emigracyjnej i jednej w krajowej. Stroną literacką zachwycał się Wacław Zbyszewski, dowodzący, iż “gdyby Droga donikąd była napisana po niemiecku, czy choćby po rosyjsku, to by Józef Mackiewicz dostał Nagrodę Nobla jeszcze w tym roku. – A tak? – Ech, życie…” Nie zgadzał się jednak całkowicie z teoriami politycznymi autora, określał je mianem: “dziecinady, łańcuszka rozważań i teoryjek, z których każda jest bardziej osłupiająca od poprzedniej”. “(…) naród rosyjski – stwierdził – ponosi pełną stuprocentową odpowiedzialność za bolszewizm. Bolszewizm, stalinizm, cały ten terror, cała ta droga (…) – wszystko to jest krew z krwi, kość z kości, duch z ducha Rosji. (…) Nie ma żadnego konfliktu polsko-sowieckiego, jest tylko w nowej, wyjątkowo groźnej formie, odwieczny konflikt polsko-rosyjski”. Te właśnie rozważania polityczne, te “nudne mętniactwo”, zdaniem Zbyszewskiego, psuje książkę, która jednak mimo to pozostaje “wspaniałą, monumentalną powieścią”.

Z obroną Mackiewicza wystąpił – po czterech latach – Czesław Miłosz, twierdząc, iż Droga donikąd zasługuje na coś więcej. “W tej powieści [Mackiewicz] wykazuje zdumiewający dar operowania realiami z codziennego życia małych ludzi. Żaden z prozaików rezydujących w Polsce nie potrafi tak jak on tworzyć postaci kilkoma pociągnięciami pióra, i to bez psychologizmów, prawie bez opisu, pokazując gest, westchnienie, splunięcie. W porównaniu z nim w Związku Literatów w Warszawie nie ma ani jednego realisty. To oni są wykorzenieni, nie on”. Powieść jest jednak, zdaniem Miłosza, popsuta przez rezonerstwo, zbyt wierne odtwarzanie tego, co było.

W sumie: jest to powieść o ludziach, którzy dostali się w tryby bolszewickiej machiny. Jedni komunizm utrwalają, poddając mu się; inni, pełni nienawiści, z nim walczą. Wszystkich ich jednak czeka wspólny koniec – wrogów i zwolenników, bo przecież przychodzi taka chwila, w której każda rewolucja “zjada własne dzieci” lub pozbywa się “poputczików”.

Karierowicz (1955)

Karierowicz ukazał się zaledwie parę miesięcy po Drodze donikąd. Pracę nad tą powieścią rozpoczął Mackiewicz już parę lat wcześniej. W roku 1953 w “Kulturze” ukazał się jej pierwotny szkic – Przyjaciel Flor (włączony potem do powieści jako część pierwsza). Jest to najmniej do dzisiaj znana, nie licząc oczywiście Dna nieba, powieść Mackiewicza. Jej akcja rozgrywa się w małym miasteczku na Kresach w latach 1919 (cz. 1 i 2) – 1926 (cz.3). Jest to jedyny tak duży utwór pisarza pozbawiony wątków politycznych i nie oparty na źródłach historycznych. Karierowicz jest powieścią o zakłamaniu, o fałszowaniu biografii człowieka przez niego samego, o przypadku, który z ludzi nijakich i przeciętnych czyni nawet narodowych bohaterów; równocześnie jest opowieścią o ludzkich namiętnościach, charakterach, tajemnicach. Czołowe postaci utworu to młody ułan Leszek (tytułowy “karierowicz”), tajemniczy Flor, szara eminencja i sprawca wszystkich wydarzeń; Helena, pielęgniarka, przełożona szpitala, w którym leczy się Leszek, lesbijka, a także Naścia, młoda pielęgniarka w tym samym szpitalu, zakochana w Leszku i odrzucająca amory Heleny.

Nieokreślone w tej powieści jest nie tylko miejsce (miasteczko na wschodzie Polski, na skraju wielkiej puszczy) i tło historyczne (akcja rozpoczyna się w trakcie wojny bolszewickiej, ale nie wiadomo, w którym dokładnie momencie), ale przede wszystkim nie określone są losy ludzkie. W tym właśnie zawiera się sens ideowy utworu. Leszek, tchórz i kłamca, dzięki przypadkowi staje się bohaterem, otrzymuje order i najróżniejsze godności. Korzysta z nich bez skrupułów, tym samym przyjmując fałszywą tożsamość, którą nadali mu ludzie. Po sześciu latach, które minęły od wydarzeń opisanych w części pierwszej, Leszek (wraz z żoną) powraca do tego samego miasteczka, jako leśniczy. Nie z własnej inicjatywy wciągnięty zostaje w wir nowych wydarzeń, mających swe źródło, w zdarzeniach sprzed lat. Cały splot ludzkich losów, nie do rozwikłania, zdaje się prowadzić ku nowej tragedii. “Upiory” powracają, ciągnąc Leszka na dno upodlenia i zakłamania.

W końcu jednak Leszek rozwiązuje swoje problemy, jego chora żona, po operacji, dochodzi do zdrowia. Wkrótce opuszczają fatalne miasteczko, które tak zaważyło niegdyś na losach młodego człowieka. Jedynym wypadkiem po ich wyjeździe jest samobójstwo ordynatora tutejszego szpitala, doktora Dawidowskiego. Mackiewicz do minimum ograniczył jego rolę w akcji, a równocześnie obdarzył go najgłębszym znaczeniem symbolicznym. W przeciwieństwie do Leszka, który nie posiada w powieści nazwiska, Dawidowski ma ich aż zanadto; zmienia je w zależności, od kolejnych okupacji w latach 1919-20: przy Niemcach nazywa się Davidoff, przy bolszewikach – Dawidow, przy Litwinach – Dawidauskas, przy Ukraińcach – Dawidenko, przy Polakach – Dawidowski. I on, podobnie jak Leszek, tak naprawdę nie posiada własnej tożsamości. Jego samobójcza śmierć jest niejako dopowiedzeniem losów Leszka, możemy się w ten sposób domyślać, co stałoby się z głównym bohaterem, gdyby pozostał w miasteczku.

Jest więc Karierowicz niejako całkowitym przeciwieństwem Drogi donikąd, a losy Leszka całkowitym przeciwieństwem losów Pawła. Paweł ucieka do puszczy, chcąc odzyskać wolność, Leszek natomiast ucieka z puszczy, godząc się na życie w narzuconej sobie samemu niewoli. Ogromna jest w tej powieści właśnie rola przyrody. To puszcza decyduje o losach Leszka – i to dwukrotnie: w części pierwszej (gdy ucieka do niej ze szpitala) i w części ostatniej (kiedy staje się ona sprawcą wszystkich jego kłopotów na stanowisku leśniczego). “(…) rola przyrody nie ogranicza się do akcentowania generalnego rytmu wydarzeń. Przyroda pełni funkcję konstrukcyjną, współtworząc dramatyzm akcji i zapowiadając charakter jej kolejnych epizodów” – pisał Tomasz Mianowicz. Tymi opisami przyrody zachwycał się również Wit Tarnawski uznając je za arcydzieło. Jerzy Giedroyć zaś uznał Karierowicza w ogóle za największe osiągnięcie literackie Mackiewicza.

Niewątpliwie, niezwykła to powieść, bezpośrednio nawiązująca do literatury rosyjskiej z XIX wieku i jej zasadniczej tezy: nic się nie zdarzyło, a jednak zdarzyło się tak wiele. Mianowicz dostrzega w niej jeszcze jeden problem; kwestię prawdy. Helena w powieści mówi do Flora: “Jedna prawda między ludźmi po ulicy chodzi. A druga prawda, gdy nikogo nie ma, w czterech ścianach pokoju siedzi”. Zatem, zdaniem Mianowicza, “sens ideowy utworu sięga znacznie głębiej. To problem prawdy, czy raczej dwóch prawd: autentycznych faktów i ich wersji stworzonej przez opinię publiczną”. To, jak sądzę, także próba odpowiedzi na pytanie: ile w naszym własnym życiu tak naprawdę zależy od nas? Na ile zaś jesteśmy skazani – przez Boga, przypadek czy innych ludzi?

Kontra (1957)

Pierwowzorem Kontry był bezsprzecznie, uważany przez Mackiewicza za jedną z najwspanialszych powieści, Cichy Don Michaiła Szołochowa. Podobnie jak książka pisarza radzieckiego, jest Kontra kozacką sagą, a raczej – historią walk dońskich Kozaków z bolszewikami w czasie rewolucji październikowej i po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej w roku 1941. Skomponowana jest z kilku różnych wątków fabularnych, które splatają się ostatecznie w tragiczny węzeł losów zarówno pojedynczych ludzi i rodzin, jak i całego narodu. W powieści można wyróżnić trzy części: epicką sagę poświęconą rodzinie Kozaka, Aleksandra Kolcowa; relację o postawie nierosyjskich narodów ZSRR wobec władzy komunistycznej oraz bardzo szczegółową kronikę wydania przez Anglików oddziałów kozackich, które schroniły się w Austrii przed nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną. Temat ten nie był Mackiewiczowi obcy. W swej publicystyce parę razy wracał do wielkiej tragedii Kozaków (Jeszcze jedno słowo honoru, 1947; Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy, 1955, Po latach na miejscu zbrodni nad Drawą, 1956), nim wreszcie napisał Kontrę (1957).

Zbiorowym bohaterem części pierwszej (zatytułowanej Jak do tego doszło) jest kozacka rodzina Kolcowych, zamieszkująca chutor Jeglicki nad Donem. W roku 1917 przywódca rodu, Aleksander Kolcow, wybrany zostaje miejscowym atamanem i wraz z synem Saszą walczy z bolszewikami. Po klęsce kontrrewolucji obaj, w obawie przed zemstą, opuszczają rodzinne strony; Sasza emigruje do Jugosławii, ojciec ukrywa się w Azerbejdżanie. Żona Aleksandra i jedna z jego córek zostają spalone żywcem przez bolszewików w odwet za jego udział w kontrrewolucji. Najmłodszy syn Mitia, po nieudanej ucieczce z korpusem kadetów do Rumunii, trafia do łagru. Życie całej rodziny zmienia dopiero najazd III Rzeszy na Sowietów. Mitia zgłasza się jako ochotnik na front, gdyż jest to jedyny sposób na wydostanie się z obozu. Nie idzie jednak walczyć. Wraca do rodzinnego chutoru, gdzie zastaje także ojca, i przyłącza się do antykomunistycznej partyzantki. Opowiada Mackiewicz, jak na tyłach Armii Czerwonej samorzutnie powstają antybolszewickie oddziały (w których największy udział mają Ukraińcy), witające atak Hitlera na ZSRR jako nadzieję wyzwolenia spod okupacji sowieckiej. Wybucha – podobnie jak w latach 1917-1920 – kontrrewolucja. I podobnie jak wówczas, skazana jest ona na klęskę. Hitler, uznający ludy słowiańskie i azjatyckie za podludzi, nie szuka bowiem z nimi sojuszu; jak wszyscy narody pochodzenia niearyjskiego, mają one ulec likwidacji. Pomimo tego, nawet w obliczu klęski III Rzeszy, stoją Ukraińcy (Kozacy) po stronie hitlerowców, przeciw bolszewikom, i wraz z nimi wycofują się na zachód Europy.

Aleksander i Mitia, walczący pod dowództwem atamana Domanowa, docierają do Włoch; Sasza walczy na terenie Jugosławii z partyzantką Tity w składzie XV Korpusu Kozackiego i tutaj ginie. Kozacy nie poddają się włoskim partyzantom, razem z rodzinami wycofują się do strefy okupowanej przez Anglików i pozwalają się rozbroić przez ósmy batalion szkocki. Dowództwo angielskie ręczy słowem honoru, iż nikt nie zostanie wydany władzom sowieckim, dzieci kozackie obdarowane zostają na potwierdzenie tych słów czekoladą i pomarańczami, a dorośli – tytoniem. Odebrana zostaje jednak Kozakom nie tylko broń, ale również rzeczy osobiste i pieniądze. Pod pretekstem konferencji zorganizowanej niedaleko miejsca postoju wojsk kozackich, wywiezieni zostają oficerowie. Wszystkich przekazują Anglicy w ręce NKWD. Podobnie postępują z oczekującymi na ich powrót rodzinami i szeregowymi żołnierzami. Opierających się biją pałkami i z największą brutalnością wrzucają do ciężarówek. Wybucha walka, w wyniku której ginie kilkadziesiąt osób (m.in. stary Aleksander Kolcow), niektórzy Kozacy popełniają samobójstwa. Taki sam los spotyka XV Korpus Kozacki nad rzeką Mur. Po deportacji do ZSRR wszyscy ukraińscy generałowie zostają powieszeni. Identycznie rozprawili się Anglicy także z innymi wojskami, utworzonymi przez nierosyjską ludność ZSRR, a w czasie wojny walczącymi po stronie Hitlera.

Politycznym tematem Kontry są więc dzieje kontrrewolucji nierosyjskich narodów Związku Radzieckiego, przede wszystkim zaś Ukrainców. [Kontr]Rewolucję stłumili bolszewicy, nie poparł jej Hitler, ostatecznie unicestwili alianci w imię wyższej racji stanu, jaką był sojusz ze Stalinem. Zdradzeni przez cynizm aliantów, traktujących ich jako wewnętrzną własność państwa bolszewickiego, wydani zostali na pewną śmierć. Opisane przez Mackiewicza wydarzenia Konstanty Jeleński nazwał “jedną z najohydniejszych zbrodni ostatniej wojny”. Przez wiele lat był to temat przemilczany, alianci się do winy nie przyznawali, bo jakże mogli przyznać się do tak potwornej zbrodni, dokonanej takimi samymi metodami, jakimi posługiwało się gestapo i NKWD: za pomocą kłamstwa, wiarołomstwa i brutalności. Jest Kontra zarazem destrukcją mitu bolszewickiej rewolucji jako symbolu postępu społecznego w XX wieku, jak i bezgranicznej w przypadku niektórych narodów ślepej wiary w Zachód, w europejską cywilizację przeciwstawioną cywilizacji budowanej na wschodzie przez komunistów. Kozacy, których Mackiewicz mimo wszystko nie idealizuje, przedstawieni są tu jako ofiary sojuszu państw “wolnego” świata. Ta wolność staje się kresem ich istnienia, apokalipsą; stawiani przez Hitlera w rzędzie “podludzi”, nie inaczej traktowani są przez rządy państw europejskich, z Hitlerem walczących.

“Zasługa Mackiewicza – pisał o Kontrze Alois Woldan z Salzburga – polega nie tylko na tym, że znalazł się wśród pierwszych, którzy o tragedii nad Drawą poinformowali opinię publiczną. Był pierwszym, który swoją relację ubrał w formę literacką i trzeba tu podkreślić, że jego powieść uzyskała rezonans, jaki nie stał się udziałem żadnej innej książki na ten temat. (…) Pisarzowi powiodło się w ten sposób zachować środkami właściwymi literaturze historyczny fakt, o którym zawodowa historiografia najchętniej chciałaby zapomnieć, lub też który usunęłaby ze swego pola widzenia”. Był więc Mackiewicz pisarzem, który zachował ten fakt dla historii, a także – ku przestrodze. Powstała powieść, którą Piotr Kuncewicz bez wahania uznał za arcydzieło, pisząc: “Jest to właściwie opowieść o absolutnym braku wyjścia mieszkańców tej okolicy świata. (…) Książka jest dramatyczna i posępna, wypełniona bez reszty rozpaczą”; natomiast jej treść “była zawsze kamieniem obrazy dla polskiego czytelnika, ponieważ, oczywiście, nasz punkt widzenia na te sprawy jest inny”. Mackiewicz znów odważył się spojrzeć inaczej, za co zbierał nie tylko pochwały. Znaleźli się i tacy, którzy uznali to za zdradę i próbę rehabilitacji bezlitosnych morderców, bo przecież w ten sposób odcisnęli się w pamięci Polaków żołnierze ze Wschodu, biorący udział w pacyfikowaniu walczącej Warszawy.

Sprawa pułkownika Miasojedowa (1962)

We wstępie do tej powieści cytuje Mackiewicz notatkę pt. “Rosyjski zdrajca. Pułkownik powieszony za szpiegostwo”, zamieszczoną na łamach londyńskiego “Timesa” 5 kwietnia 1915 roku; czytamy w niej: “Wkrótce po klęsce poniesionej przez 10-tą Armię [rosyjską] w rejonie Jezior Mazurskich, podano do wiadomości, że odkryto spisek mający na celu zdradę tajemnic wojskowych na rzecz wroga i że główną postacią był w niej pewien pułkownik o nazwisku Miasojedoff. Służył on poprzednio w żandarmerii na granicy Prus Wschodnich i miał rozległe znajomości wśród Niemców. Trzy lata później A. Guczkow w Dumie oraz Boris Suvorin w prasie, oskarżyli go, że jest agentem – prowokatorem i szpiegiem. Z pierwszym Miasojedoff stoczył pojedynek, drugiego znieważył, w wyniku czego został zwolniony ze służby. Komunikat wydany dzisiaj w tej sprawie potwierdza rozpowszechnione pogłoski, że Miasojedoff był szpiegiem. Opinia publiczna dowiaduje się z uczuciem ulgi, że za swe przestępstwa został on już skazany na hańbiącą śmierć, i że jego cywilni wspólnicy będą pociągnięci do odpowiedzialności”. Skomentował ją autor następująco: “W ten oto sposób przypomniała mi się ta sprawa, ongiś duża sensacja w całej niemal prasie europejskiej i amerykańskiej. Tajemniczość jej i kontrowersje, które wzbudziła niebawem, uczyniły z niej typową, rosyjską sprawę Dreyfusa. Jednakże wypadki toczącej się właśnie pierwszej wielkiej wojny, runięcie tego świata, z którym sprawa Miasojedowa była związana, pozbawiły ją wkrótce aktualności. Czy były to jednak przyczyny wystarczające dla jej zupełnego zapomnienia? Czy też zabrakło czynników zainteresowanych w jej przypomnieniu? (…) Po przeczytaniu notatki w starej gazecie, stanęły mi w oczach niektóre szczegóły i osoby, które pamiętam i nawet znałem osobiście, w okresie najwcześniejszej mojej powieści. Nie, nie było tak prosto, jak to wygląda z suchej relacji petersburskiego korespondenta Timesa. (…) Strona przeciwna, ten szef ówczesnego wywiadu niemieckiego, płk. Nicolai w książce wydanej po 20 latach (Geheime Machte, Lipsk 1934), zaprzeczył kategorycznie, by Miasojedow był kiedykolwiek na służbie niemieckiej, twierdząc, że padł ofiarą intryg (…). Po przewertowaniu wszystkich dostępnych mi źródeł, zetknąłem się z tak przedziwnym kompleksem przyczyn i skutków. (…) Wtedy powstała myśl napisania tej książki”.

Powieść podzielona jest na dwie części: bohaterem pierwszej jest Sergiusz Miasojedow (Sprawa pułkownika Miasojedowa), bohaterką drugiej – jego żona (Sprawa Klary Miasojedow). Fabuła części pierwszej jest w zasadzie znana: Miasojedow, pułkownik carskiej żandarmerii, a także pracownik carskiego wywiadu, zostaje oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec, następnie zaś skazany przez doraźny sąd wojskowy w Warszawie. Ostatecznie zostaje powieszony w Cytadeli Warszawskiej. Mackiewicz dopowiada nam jego wcześniejsze losy i wskazuje, gdzie możemy szukać przyczyn późniejszej tragedii. W roku 1905 jako naczelnik żandarmerii w Wierzbołowie (na granicy rosyjsko-pruskiej) Miasojedow rozszyfrowuje prowokację ochrany i ujawnia ją, czym naraża się śmiertelnie carskiej tajnej policji. To ona odegra w przyszłości główną rolę w spreparowaniu zdrady pułkownika. Jednocześnie staje się Miasojedow protegowanym ministra wojny, generała Suchomlinowa, osobistego przeciwnika wielkiego księcia i następcy cara, Mikołaja Mikołajewicza.

Po wybuchu wojny w. ks. Mikołaj obejmuje naczelne dowództwo wojskowe i odsuwa od władzy ministra wojny. Gdy armia rosyjska ponosi druzgocącą klęskę w Prusach Wschodnich, opinia publiczna domaga się wyjaśnienia jej przyczyn, ukarania winnych. Jak zwykle winę w takiej sytuacji zrzuca się na Żydów, ale tym razem potrzebny jest bardziej konkretny winowajca. Staje się nim Miasojedow. Aresztowani zostają też jego wspólnicy, głównie Żydzi, członkowie spółki handlowej, w której pracował przed wojną. Śledztwo toczy się błyskawicznie i mimo braku dowodów i z wielokrotnym pogwałceniem procedury karnej, wojskowy sąd doraźny skazuje Miasojedowa na śmierć; taka sama kara spotyka również trzech Żydów. Pozostali uczestnicy “spisku” skazani zostają na katorgę bądź – jak Klara Miasojedowa – uniewinnieni. Ale i ten prawomocny wyrok zostaje parę dni później zmieniony; katorga zostaje zamieniona na śmierć, a uniewinnienie na katorgę. Nic się nie da zrobić. Adwokat Miasojedowa tłumaczy to następująco: w ustroju demokratycznym “skazany przez władzę może być obroniony przez opinię publiczną. Skazany przez opinię publiczną, może być obroniony przez władzę. Ale gdy opinia publiczna staje się władzą… (…) Nie ma takiej siły, do której można by się odwołać. (…) Społeczeństwo chce mieć szpiegów, na których mogłoby zrzucić winę za klęski na froncie. Proszę bardzo: Miasojedow. Dlatego, że współpracował z Żydami, zadowolona jest prawica. Dlatego, że nosił mundur żandarma, zadowolona jest lewica. Wszyscy są zadowoleni”.

W części drugiej – “fikcyjnej” – opowiada Mackiewicz dalsze losy Klary Miasojedowej, skazanej w procesie męża ostatecznie na katorgę. W kraju Ałtajskim poznaje ona zesłańca Polaka – Mariana Szatkowskiego, wychodzi za niego za mąż i razem z nim, po wybuchu rewolucji, przebywa kilka tysięcy kilometrów przez Azję i Rosję, by dotrzeć do niepodległej Polski. W roku 1922 osiadają Szatkowscy w Wilnie, gdzie Marian zostaje urzędnikiem państwowym, a później nawet prezesem agencji. W roku 1939 wybucha wojna, w czerwcu 1940 Litwę zajmują Sowieci. Klara boi się o siebie i swego męża. Chce uciekać. Na mocy odpowiedniej umowy między III Rzeszą a ZSRR podpisuje volkslistę (jej panieńskie nazwisko brzmi bowiem: Holstein) i namawia do tego męża, który – jako polski patriota – długo się waha. Miasto komentuje decyzję Klary następująco: “przecież żona Szatkowskiego jest starą agentką niemiecką, jeszcze z okresu pierwszej wojny. To była żona Miasojedowa, słynnego szpiega niemieckiego. Wszystko jasne”. W sierpniu 1940 roku Klara i Marian wyjeżdżają z Wilna i w drugiej połowie roku 1943 ostatecznie osiadają w Dreźnie. Gdy w końcu 1944 staje się oczywiste, że miasto zajmie Armia Czerwona, Szatkowscy postanawiają uciec do Szwajcarii. Klara jedzie do Pragi, aby kupić dla siebie i męża fałszywe paszporty, w tym czasie – jest dokładnie 13 lutego 1945 roku – rozpoczyna się operacja “Clarion”, największy dywanowy nalot lotniczy II wojny światowej – na Drezno. Powieść kończy się właśnie niezwykle przejmującym i sugestywnym opisem nalotu. W sumie w nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku zabito w Dreźnie 350-400 tysięcy cywilnej ludności. Po wojnie sprawie tej starano się nie nadawać rozgłosu ani w Anglii, ani w Niemczech, ani w Polsce, ani nawet w Związku Radzieckim. Jakim bowiem argumentami dałoby się usprawiedliwić tak wielką, zdaniem Mackiewicza, zbrodnię? “W rezultacie nie wiadomo, czy Klara dowiedziała się w końcu, że liczba ofiar zbombardowanego Drezna znacznie przewyższyła liczbę ofiar w Hiroszimie? Bo większość Europejczyków nie wie o tym do dziś dnia; chociaż Hiroszima leży w dalekiej Japonii, a Drezno w środku Europy”. I znów Mackiewicz był jednym z pierwszych, jeżeli nie pierwszym człowiekiem, który przerwał milczenie, całą sprawę – dzięki swej powieści – oddając pod osąd publiczny.

Dlaczego jednak Mackiewicz nie poprzestał w powieści na rekonstrukcji losów Sergiusza Miasojedowa (autentycznych)? Dlaczego dopisał losy Klary (fikcyjne)? Przekonywująco wyjaśnia to Tomasz Mianowicz: “Mackiewicz podporządkowuje konstrukcję artystyczną Sprawy… przejściu od przypadku dla dawnych czasów jednak wyjątkowego, jakim są losy Miasojedowa, do ilustracji zasady ogólnej określającej nową epokę – jest nią historia Klary Miasojedowej”. Dlaczego wybrał losy Klary dla przekazania swojej idei? “Ponieważ w historii pułkownika odbija się istotny dla pozycji autora moment z jego własnego życia: bezpodstawny wyrok śmierci i niesłuszne oskarżenia, odświeżane w zależności od taktycznych potrzeb przeciwników politycznych Mackiewicza.(…) [W sprawie Mackiewicza] Podobnie jak w sprawie Sergiusza Miasojedowa i Klary Miasojedow – ważne są nie fakty, lecz opinia o nich, ważne są nie dowody rzekomej winy (tych brak), lecz sam wyrok i kolportowana o nim fama”. Fama dotycząca Klary powraca za każdym razem, kiedy potrzebuje tego opinia publiczna; tak samo jest z Mackiewiczem – “powtarzają się zarzuty wobec pisarza, gdy występuje on z szeregu polrealistycznej myśli kolektywnej, podejmując polemikę z utrwalonymi przez sąd ogółu politycznymi opiniami czy narodową mitologią”. Tak odczytana Sprawa… nabiera dla pisarza całkiem nowego znaczenia.

Lewa wolna (1965)

Powieść ta zajmuje w twórczości Mackiewicza miejsce wyjątkowe. Jej akcja rozgrywa się w latach 1918-21 i dotyczy bezpośrednio wojny polsko-bolszewickiej. Prawdopodobnie zawiera wiele wątków autobiograficznych, ponieważ ramy powieści to okres młodości autora, jego służby wojskowej. Na pewno na autobiografii Mackiewicza – kawalerzysty osnuty został wątek głównego bohatera powieści, Kamila Krotowskiego. Nie on jednak jest tutaj najważniejszy, miał autor głębszy i szerszy zamysł; opowiada dzieje ludzi, którzy wyrośli z tej samej kultury, którzy – nierzadko – byli sąsiadami, przyjaciółmi, lub nawet łączyły ich więzy krwi, a których burzliwe wydarzenia (rewolucja bolszewicka, odrodzenie niepodległej Polski i państw bałtyckich) rzuciły w wir odrębnych, a także wrogich, działań i decyzji. Powieściowy Kamil to polski patriota, ułan. Jego dawny sąsiad, Jan Wintowt, staje się bolszewikiem i robi karierę w CZEKA, zaś jego brat Piotr walczy przeciw “czerwonym” w oddziale Bułak-Bałachowicza i ginie wraz ze swoim dowódcą. Bolszewizm, według Mackiewicza, jest odpowiedzialny za totalną destrukcję człowieczeństwa i wszystkich wartości, za niszczenie naturalnej wspólnoty rodzinnej, kulturowej i geograficznej, które niegdyś obejmowały ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Równolegle z wątkami personalnymi jest powieść Mackiewicza także szczegółową kroniką wydarzeń wojny polsko-bolszewickiej – opisuje to, co wydarzyło się wówczas, nie tylko w losach pojedynczych ludzi, ale i w historii Polski i całej Europy. Jest Lewa wolna zarazem wielką polemiką z poglądami wschodnimi piłsudczyków i samego Marszałka. “Mackiewicz kwestionuje sens polskiej polityki wschodniej Piłsudskiego – napisał Andrzej Stanisław Kowalczyk – twierdząc, że opierała się ona na błędnych przesłankach. Polska (…) umożliwiając zwycięstwo bolszewikom – przygotowała swoją przyszłą klęskę i utratę niepodległości. Wydaje się, iż Mackiewicz nie ma wątpliwości co do tego, że cena, jaką Polska (i świat) zapłaciła za dwudziestoletnie posiadanie kilku kresowych województw jest za wysoka. Należało raczej kosztem ustępstw terytorialnych dojść do porozumienia z białą Rosją i pomóc jej zniszczyć bolszewizm. Na taką jednak dalekowzroczność żaden z polityków polskich zdobyć się nie potrafił”. I to jest właśnie przesłanie ideowe powieści.

Błędny był zatem stosunek Polski do powstającego państwa bolszewickiego, określony na tradycji walki z carską Rosją, tradycji mitologizowanej przez polskich socjalistów z Piłsudskim na czele (która zresztą znajdowała odzwierciedlenie także w polskiej literaturze patriotycznej). Byli oni raczej po stronie bolszewików, w których widzieli jedynie przeciwnika walczącego ze wspólnym wrogiem: z carską Rosją. Piłsudski mówi w powieści do swoich starych towarzyszy z PPS-u: “Nie walczymy z rewolucją, lecz walczymy z Rosją. Sowiecką czy białą. Sowiecka jest mniejszym złem, bo mniej dla nas groźna niż biała”. Rezultatem takiego myślenia była odmowa Piłsudskiego zsynchronizowania walki z bolszewikami z działaniami wojsk Denikina, a potem Wrangla. Mackiewicz szczegółowo relacjonuje przebieg rozmów między wysłannikami Lenina (w 1919 roku był nim m.in. Julian Marchlewski) a Naczelnikiem Państwa. W ich wyniku powstrzymana została polska ofensywa, co dwukrotnie umożliwiło bolszewikom przerzucenie swych wojsk z zachodu (z frontu polskiego) na południowy i rozgromienie kontrrewolucji “białych” generałów. Podobnie nie zostało, jak twierdzi Mackiewicz, wykorzystane zwycięstwo pod Warszawą. Zamiast ciągnąć na Wschód, pospiesznie podpisano bowiem – korzystny dla “czerwonych” – traktat ryski (12 października 1921 roku), gdy w tym samym czasie z południa Rosji atakował Wrangel.

Wina jednak nie leżała tylko po stronie polskiej. Winny był nacjonalizm wszystkich narodów Europy Wschodniej. To dzięki niemu bolszewicy nie natrafili na wspólny front oporu poszczególnych państw. Żadne z nich nie dostrzegło wówczas wystarczająco jasno zagrożenia bolszewickiego. Nawet Polska, która – jak sądził Piłsudski – walczyła z Rosją. Tymczasem tak naprawdę walczyła ona z imperium nowego typu: ideologicznym i totalitarnym, którego celem była nie tylko okupacja terytorium innego państwa, ale zniszczenie całej ludzkiej cywilizacji, przerobienie każdego człowieka na bolszewika. Było to więc nie zagrożenie jednego państwa i jednego narodu, lecz całej ludzkości. I tylko cała ludzkość – zjednoczona w walce – mogła sile tej sprostać. Tak się nie stało. W rezultacie z wydarzeń lat 1919-21 państwa i narody Europy wschodniej wyszły jeszcze bardziej skłócone, niż miało to miejsce poprzednio, gdy wspólnie znajdowały się w jarzmie carskim.

Historycznym tematem Lewej wolnej są zatem początki układu politycznego, który po dwudziestu latach przyniósł całkowitą zagładę tej części Europy. Nie opowiada się Mackiewicz w tej powieści za racjami Polaków, Litwinów, Ukraińców, czy carskich generałów. Autor przedstawia po prostu ich wspólną tragedię i własną rozpacz z powodu straty historycznej szansy na rekonstrukcję Rzeczypospolitej Wielu Narodów. Polska jest tu o tyle winna, iż to właśnie na niej spoczywał obowiązek ochrony kulturowej tożsamości tego obszaru przed bolszewikami. Ale i ona, zaślepiona krótkowzrocznym nacjonalizmem – nie sprostała temu zadaniu. Powieść, jak to zwykle u Mackiewicza bywa, łamała wiele narodowych stereotypów, była jednocześnie – przez wiele lat – jedyną książką poświęconą tak gruntownie wojnie 1920 roku. Tak bardzo – zarazem – obiektywną. Nie ma w niej bowiem nadrzędnej tezy patriotycznej. Wojna jest po prostu wojną, ludzie wychodzą z niej okaleczeni. W przeciwieństwie jednak do powieści pacyfistycznych, Mackiewicz wyraźnie mówi o sensie walki zbrojnej w imię racji nadrzędnych, ogólnoludzkich.

Lewa wolna doczekała się kilkudziesięciu recenzji, w większości pozytywnych; tak pisali o niej Marian Hemar i Michał K. Pawlikowski, Lew Sapieha, Adam Pragier i Józef Łobodowski, a nawet dawni piłsudczycy: Karol Wędziagolski i Józef Karasiewicz. Przeciwko powieści wystąpiło natomiast Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, wśród których byli i historycy, i uczestnicy wojny 1919-20 roku. Ich wypowiedzi zostały zebrane w broszurze pt. W obronie prawdy historycznej. Głosy i opinie o książce “Lewa wolna” (1966). Zarzucano w niej autorowi, że zniesławił honor polskiego żołnierza, że złośliwie pomniejszył zasługi marszałka Piłsudskiego, że w ocenie wojny polsko-bolszewickiej przyjął punkt widzenia białych Rosjan. Tak się mogło wydawać, gdyż “rosyjscy bohaterowie powieści cieszą się sympatią autora. Lepiej rozumieją fenomen bolszewizmu i skalę zagrożenia. Nie tylko dlatego, że są bliżej, lecz dlatego, że są głębsi, zdolni do bardziej uniwersalnego ujmowania swojej sytuacji. Polaków do walki z bolszewikami skłaniają pobudki patriotyczne, utożsamiają nowego wroga z dawną Rosją; jest to dla nich czerwony carat, następca i kontynuator białego”. To wystarczyło, aby oskarżyć pisarza o rosyjskie z ducha i antypolskie spojrzenie na świętą dla Polaków wojnę bolszewicką, a stosunek autora do Polski określić mianem “nienawiści”. Zupełnie inaczej widział to Jerzy Malewski, pisząc: “W koncepcji Mackiewicza tkwi niezwykła wiara w polskość i w jej siłę sprawczą. Wiara tak silna, że aż idealizująca realne możliwości”. Do jakże odmiennych wniosków można dojść, wychodząc z tych samych – na pozór – przesłanek…

Wit Tarnawski uznał Lewą wolną za książkę życia Mackiewicza. Chwalił przede wszystkim znakomite sceny batalistyczne (wyrażając przekonanie, że “tego nie potrafił nawet Sienkiewicz”), krytykował jednak – jego zdaniem – nadmierny obiektywizm, który poraził tutaj werwę pisarską autora, i mentorstwo, którego nie ustrzegł się Mackiewicz, podobnie jak jego wielki protoplasta – Lew Tołstoj – w Wojnie i pokoju. Przyznawał także, iż niepotrzebna była teza o cichym porozumieniu Piłsudskiego z Leninem. Ta nadbudówka polityczna jest bowiem całkowicie wyobcowana z ciała powieści. Z tym trudno się zgodzić. Jest to jedna z zasadniczych tez powieści. Zasadnicza przy rekonstrukcji zdarzeń i próbie odpowiedzi na – tradycyjne u Mackiewicza – pytanie: dlaczego tak się stało? Dlaczego do tego doszło? W poglądach Tarnawskiego (1980) odbijają się więc jeszcze echa ataków na pisarza, którego właśnie za Lewą wolną – po raz kolejny – odsądzono od czci i wiary.

Nie trzeba głośno mówić (1969)

W przedmowie do tej powieści Józef Mackiewicz napisał: “Powieść niniejsza, jest chronologicznie dalszym ciągiem Drogi donikąd. To znaczy, przedłużeniem jej w czasie, ale tylko częściowo w tym samym terenie. Niektóre osoby z tamtej powieści grają w tej główną rolę; o innych nieraz się wspomina. – Akcja powieści toczy się na tle zdarzeń historycznych; ściślej pewnych fragmentów minionej wojny, i jest z nimi związana. Przedstawienie tych w powieści nie ma na celu narzucania czytelnikowi jakiejkolwiek tezy, bądź podejmowania polemiki politycznej. Jest wyłącznie próbą opisania tego, co było”.

Jednym z głównych bohaterów powieści jest Henryk, przyjaciel Pawła i Tadeusza Zakrzewskiego, znanych już z Drogi donikąd. Jego też Mackiewicz obdarzył szczegółami własnej biografii, nowy bohater przejął funkcję Pawła. Inna postać z Drogi donikąd, Konrad, “polityczny realista”, wykładający konieczność pogodzenia się z sowiecką okupacją, tutaj jest jedną z ważniejszych osobistości podziemia AK-owskiego, jego nieomalże czołowym ideologiem. Sama akcja rozpada się na szereg rozbudowanych wątków, skupionych wokół kilku głównych postaci: m.in. Henryka, Leona i Rosjanina, Antona Panisienko. Każda z tych osób pełni podobną funkcję konstrukcyjną. Jej zadaniem jest odsłonięcie przed czytelnikiem pewnego obszaru problemów, które przyniósł konflikt radziecko-niemiecki: Henryk wędruje po Kresach, Leon dojeżdża do Warszawy, a Anton (występujący przeciw bolszewikom) dociera aż do Berlina. Obok tych postaci fikcyjnych, występują w powieści również postaci autentyczne, jak np. Zygmunt Andruszkiewicz czy Sergiusz Piasecki, a więc osoby związane z Komendą Okręgu Wileńskiego AK, BIP-em i Egzekutywą.

Powieść podzielona jest na cztery części; każda z nich obejmuje jeden rok wojny radziecko-niemieckiej, zatem lata 1941-44. Jak pisze Jerzy Malewski, Nie trzeba głośno mówić – “jest niewątpliwie powieścią HISTORYCZNĄ, bo opowiada o wydarzeniach historycznych, w równym stopniu jest powieścią POLITYCZNĄ, bo jednym z jej najważniejszych tematów jest polityka podczas II wojny światowej i polityka w ogóle, przede wszystkim jednak jest to powieść FILOZOFICZNA lub mówiąc precyzyjniej jest to POWIEŚĆ IDEI. Bohaterami jej bowiem są nie tylko postacie i wydarzenia (…), bohaterami jej są przede wszystkim idee”. I tak wszystkie osoby oddają się nieustannie zażartym dyskusjom światopoglądowym, filozoficznym, politycznym czy etycznym. Przedmiotem tych rozmów, pytań, dociekań, twierdzeń i wątpliwości są dla Mackiewicza dzieje Europy Wschodniej od czasów rewolucji bolszewickiej. Jest powieść ta zarazem jedynym w polskiej literaturze tak ambitnie pomyślanym studium okupacji sowiecko-niemieckiej na terenach wschodniej Europy. Mówi ona wieloma głosami i dzięki temu przedstawia różne racje, dla wielu czytelników mogące być szokiem, gdyż oficjalna historiografia (a w ślad za nią literatura) przyzwyczaiły nas w tym przypadku do jednomyślności.

Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie w dniu ataku III Rzeszy na ZSRR, a więc 21 czerwca 1941 roku, bezpośrednio w momencie, w którym urywa się akcja Drogi donikąd. Już na początku powieści rejestruje autor dwa zasadnicze historyczne paradoksy. Pierwszy to ten, że atak niemiecki dla mieszkańców wszystkich republik radzieckich nie oznaczał – przynajmniej w początkowym okresie – nowej niewoli, lecz wręcz przeciwnie: uwolnienie od okupacji sowieckiej. Drugim paradoksem jest to, iż ten potężny system sowiecki, oparty na terrorze nie znanym wcześniej w historii ludzkości, rozpadł się w tych republikach zaledwie w parę godzin. W dalszym ciągu powieści Mackiewicz rygorystycznie przestrzega chronologii wydarzeń. Pisze o masowym poddawaniu się żołnierzy Armii Czerwonej (w większości narodowości nierosyjskiej) wojskom niemieckim, którzy w każdej chwili gotowi są stanąć po stronie Hitlera, by walczyć z bolszewikiem. Ludność tych ziem, naturalnie nastawiona antykomunistycznie (wynika to z jej własnych doświadczeń), zostaje jednak zmuszona odgórnie do uznania ZSRR za sojusznika w walce z Hitlerem. Z Hitlerem, który w mniemaniu wielu jest “wyzwolicielem”, walczyć mają u boku Sowietów, którzy uważani są za “okupantów”. W ten sposób narasta konflikt między widzeniem sytuacji z bliska (na Wileńszczyźnie) a poleceniami nadchodzącymi z Londynu via Warszawa. Powstaje więc przepaść między rzeczywistością, czyli antykomunistycznym nastawieniem ludności Kresów, a polityką, czyli decyzjami podejmowanymi przez zaangażowane w wojnę z Hitlerem rządy państw zachodnich. “Ten właśnie gwałt polityki na rzeczywistości jest nadrzędnym motywem utworu Mackiewicza. – Źródłem tego gwałtu była oczywiście angielska racja stanu wynikająca z konfliktu brytyjsko-niemieckiego”.

Sytuacja państwa polskiego była tutaj podwójnie skomplikowana. Z jednej bowiem strony Polska okupowana była przez III Rzeszę (dla Generalnej Gubernii np. to Niemcy byli jedynym okupantem, jedynym wrogiem). Zupełnie inaczej wyglądało to na Kresach (na Wileńszczyźnie). Antyniemiecki sojusz angielsko-radziecki, przywitany został przez władze Państwa Podziemnego (rezydującego w GG) z radością, jako odpowiadający polskiej racji stanu. Jednakże – zdaniem Mackiewicza – to, co wydawało się z punktu widzenia Warszawy polską racją stanu, było – z punktu widzenia Wilna – śmiertelnym tej racji zagrożeniem. Rodzi się więc kolejny konflikt: między polityką prowadzoną na Kresach przez Komendę Główną AK i jej ośrodki propagandowe a koncepcjami politycznymi Polaków myślących inaczej, nie poddających się ślepo rozkazom z Londynu, znających głębiej zaistniałą sytuację i rzeczywistość. Propaganda Armii Krajowej narzucała zaś jednomyślność, podział na białe i czarne. Dlatego też podzielała ona – od 1941 roku – pogląd, iż postawa antykomunistyczna jednoznaczna jest z postawą prohitlerowską, albowiem czołowym antykomunistą jest Hitler. Nie dostrzegano (po prostu nie chciano tego dostrzec), iż antykomunizm narodów Europy Wschodniej narodził się nie z hitleryzmu, ale z doświadczenia systemu bolszewickiego – i z tego względu był starszy aniżeli hitleryzm. Antykomunizm nie jest zatem, jak głosi Mackiewicz, pochodną hitleryzmu (czego chciała propaganda AK), ale – reakcją na komunistyczny totalitaryzm. Nie bez powodu więc jeden z bohaterów powieści – wypowiadając pogląd autora – mówił: “Od roku 1917 nikt jeszcze na świecie nie robił takiej propagandy na rzecz bolszewików jak Hitler”. Inna osoba dodawała: “Metody niemieckie kładą w praktyce i emocjonalnie każdy argument antysowiecki. (…) Niemcy w całej Europie odbierają antykomunizmowi wiatr z żagli przez to, że wszelki antykomunizm integrują do hitleryzmu. To największa zbrodnia Adolfa Hitlera”.

Kolejnym ważnym wątkiem powieści jest stosunek Komendy Głównej AK do ZSRR, czyli – mówiąc dosadniej – teza Mackiewicza o (mniej lub bardziej świadomej) prosowieckiej działalności władz Państwa Podziemnego, która doprowadziła do całkowitego ideologicznego i psychicznego rozbrojenia społeczeństwa polskiego wobec bolszewików i – w konsekwencji – do kolejnej utraty niepodległości. Jakie były tego przyczyny? Powieść Mackiewicza proponuje kilka odpowiedzi: “Po pierwsze, lewicowe sympatie znacznej części przedwojennej inteligencji, które osłabiły krytycyzm wobec ZSRR. Po drugie, nieznajomość problematyki Kresów Wschodnich. Po trzecie, bezkrytyczna wiara w aliantów, a zwłaszcza w Anglię, zakładająca, że tym sojusznikom Polski rzeczywiście zależy na wskrzeszeniu państwowości polskiej (…). Po czwarte, infiltracja prokomunistyczna i komunistyczna w szeregach Armii Krajowej. A na koniec (…) przekonanie, że komunizm nie jest takim strasznym diabłem, jakim go malują. A w każdym razie jest mniejszym złem niż hitleryzm”. Taka polityka doprowadziła do końca Europy Wschodniej. Alianci i pozostający z nimi w sojuszu Związek Radziecki świadomie wykreślili z mapy Europy państwa bałtyckie i Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej, pozostawiając rozdmuchane nacjonalizmy i rozpaloną na wiele lat nienawiść, tłamszone przez system sowiecki. Jest to zatem powieść o klęsce – klęsce Polski i klęsce wolnej Europy Wschodniej, klęsce świata, który Mackiewicz kochał. Pisarz dokonuje analizy tej klęski – odpowiada, dlaczego do niej doszło. Ma odwagę zakwestionować podstawowe aksjomaty polityki KG AK wobec ZSRR; wypomina wprost, iż jej działania, choć prowadzone z najlepszą wolą i bezgranicznym poświęceniem, ostatecznie jednak przyczyniły się do katastrofy całego kraju. Angielska polityka wobec Sowietów (której rząd polski w Londynie musiał się podporządkować) była zarazem polityką antypolską, a sojusz angielsko-sowiecki umacniany był właściwie kosztem Polski.

Mackiewicz w powieści tej wyłamał się z zamkniętej polskocentrycznej perspektywy, dostrzegł interesy Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Estończyków i Łotyszy, którzy również – podobnie jak Polacy – marzyli o uzyskaniu (bądź odzyskaniu niedawno utraconej) niepodległości. I mieli takie samo do niej prawo. W rezultacie – stali się naszymi współbraćmi w nieszczęściu. Nieszczęściu, dopowiada Mackiewicz, za które sami w dużym stopniu odpowiadamy. Powieści tej wystawiono najwyższe oceny, ale również rozpętała ona najbardziej nienawistną nagonkę na pisarza, w której dawano mu do zrozumienia, że powinien milczeć albo… wisieć. Nie zauważono wielkiej rozpaczy Mackiewicza, która pchnęła go do jej napisania. Książka ta “jest niezwykle okrutna i pesymistyczna – pisał Piotr Kuncewicz. – (…) Nie wiem, czy nazwać ją szyderstwem i lamentacją, ale coś tak wstrząsającego rzadko się zdarza. Podli i okrutni są wszyscy, a nadziei nie ma i nie będzie”. Zdaniem Miłosza zaś Droga donikąd i Nie trzeba głośno mówić “tworzą epos końca. Jest to koniec Wielkiego Księstwa Litewskiego, czy też jego resztek, tak jak dotrwały do 1939 roku, koniec też Wilna jako miasta o ludności polskiej i żydowskiej”. I te dwie powieści, pierwsza i ostatnia w dorobku Mackiewicza – prozaika, klamrą spinają całą jego twórczość, bo przecież w zasadzie jej temat – poza Karierowiczem – jest jeden: walka z komunizmem bolszewickim.

Epoka hańby i obłędu

“Nazwano go człowiekiem skrajności, w którego duszy artysta i bojownik współistnieli w niewygodnej symbiozie” – napisała o Mackiewiczu Nina Taylor. Był pisarzem, który chciał walczyć, i był bojownikiem, który chciał pisać. Negatywnym bohaterem jego pracy i publicystyki był, oprócz komunizmu, także nacjonalizm. Nie chciał się Mackiewicz pogodzić ze światem, w którym właśnie te dwie ideologie zatriumfowały. Dlatego też “przy każdej okazji wyraża swoją dezaprobatę dla naszego stulecia, które pod każdym względem nie może się równać z dostatnim i liberalnym wiekiem XIX. Nasza epoka to czas hańby i obłędu”. Jest zatem Mackiewicz konsekwentnym liberałem i antykomunistą, krytykuje przy tym cywilizację zachodnią za jej politykę, mentalność i konformizm, za wyższość, z jaką traktuje ona wschód Europy. Bierze w obronę ludy wschodnie. Dzięki temu “Rosjanie często widzą u Mackiewicza więcej niż Polacy, więcej rozumieją. (…) Jest niewątpliwie Mackiewicz pisarzem pojednania, którego dzieło pomoże obu narodom zrozumieć, jak bardzo są sobie nawzajem potrzebne”. Gdyby tak się naprawdę stało, ziściłoby się jedno z największych marzeń pisarza.

Trafnie ujął jego postawę Marek Nowakowski, twierdząc, iż nie mieścił się Mackiewicz w powszechnie obowiązujących schematach polskości, “sprawy widział w innym wymiarze. Wilno nie było dla niego wcale bezspornie polskie. Tak samo litewskie. Białorusini byli dla niego takim samym narodem jak Polacy. A Rosja carska w zderzeniu z rzeczywistością sowiecką, przypominała mu chwilami raj utracony”. Dużą jego zasługą było to, iż nigdy nie łączył narodowości z ideologią, to pozwalało mu pisać z życzliwością o Żydach, Litwinach, Ukraińcach, Kozakach, Rosjanach. Mimo tej życzliwości “jego książki spowija ciężki mrok, brak jakiejkolwiek nadziei, jutrzenki. (…) Jego bohaterowie są więc udręczeni, zaszczuci i ostatecznie potępieni. Ma to takie natężenie, że powieść polityczna przeradza się ostatecznie w złowrogi moralitet”. Potwierdza to w swoim szkicu o Mackiewiczu Anna Bojarska: “Jego wizja świata nie jest wizją polityka, lecz moralisty: dlatego właśnie bijąca od niej groza jest aż tak wielka”. Cała twórczość autora Kontry to wyjście poza sprawy czysto polskie, to patetyczna opowieść o losach narodów Europy Wschodniej. Jednocześnie odrzuca Bojarska tezę o tendencyjności pisarstwa Mackiewicza: “polityczna tendencja – pisze – wprowadziłaby jakieś światło, ukazałaby wyjście z labiryntu. U Mackiewicza wyjścia nie ma”. Jego epika zawiera także jednak jeden element pozytywny: otóż pisał on po to, “żeby uchronić drogę rzesz ludzkich przez piekło od zapomnienia. I nie tylko od zapomnienia: także od wiedzy obojętnej”.

Był kandydatem do Nagrody Nobla. Czy zasłużył na nią? Wielu krytyków literackich nie miało co do tego żadnych wątpliwości. Niestety, i tutaj zaważyła polityka.

PS O twórczości literackiej Józefa Mackiewicza pisali m.in. Jerzy Malewski (właściwie Włodzimierz Bolecki) w biograficznej książce Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu (Kraków 1991); Wacław Lewandowski we wstępie do pierwszego książkowego wydania Wileńskiej powieści kryminalnej (Londyn 1995) w seseju zatytułowanym O Wileńskiej powieści kryminalnej i kilku sprawach wileńskich; Jan Zieliński w Leksykonie Polskiej Literatury Emigracyjnej (Lublin 1989); Wit Tarnawski w książce Od Gombrowicza do Mackiewicza. Szkice i portrety literackie (Londyn 1980). Sporo słów twórczości męża poświęca Barbara Toporska w “Bibliografii Józefa Mackiewicza” dołączonej do zbioru jego opowiadań, artykułów i felietonów pt. Droga Pani… (Londyn 1984). Wiele ciekawych sądów wyrażono również w zbiorowej pracy Nad twórczością Józefa Mackiewicza (Warszawa 1990). Ciekawe artykuły dotyczące tego tematu ukazywały się także w prasie, a ich autorami byli m.in. Piotr Kuncewicz, Anna Bojarska i Marek Nowakowski.

Zobacz stronę archiwalną: www.archiwum.jozefmackiewicz.com

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2021. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net