Skip to content Skip to footer

Fitas Adam – „Wielka niewiadoma”, czyli co?

Tytuł: „Wielka niewiadoma”, czyli co?

Autor: Fitas Adam

Wydawca: Kwartalnik Kulturalny „Nowy Napis Co Tydzień”, 2023, nr 206

Rok: 08 06 2023

Opis:

„Wielka niewiadoma”, czyli co?

Ostatnio wydany, trzydziesty piąty już tom spuścizny pisarskiej Józefa Mackiewicza nazwany został dość enigmatycznie: Wielka niewiadoma. Tytuł jest w tym przypadku zapożyczony z niepublikowanego dotąd odczytu, który pisarz wygłosił w Szwajcarii w październiku 1963 roku[1]. Bohaterką tego wystąpienia jest sama literatura, a hiperbola zagadkowości z nią związana odnosi się nie tyle do specyfiki pisarstwa, co do trudności w wyrokowaniu: czy nawet najlepiej napisany utwór osiągnie sukces, czy stanie się totalną klapą?

Cały tom nazwany jest tak jednak przecież nie tylko ze względu na wspomniany referat, ale także z powodu swej rozmaitej zawartości, na którą składają się głównie listy pisarza do różnych osób. Jest to pierwszy zbiór takiej „wielogłosowej” korespondencji, która wydaje się powoli domykać epistolografię pisarza, opublikowaną dotąd w kilku tomach monograficznych gromadzących listy do redakcji londyńskich „Wiadomości”, paryskiej „Kultury”, a także do konkretnych adresatów[2]. Tytułowa „niewiadoma” wiąże się więc ze specyfiką tego zboru listów, w którym znajdziemy materiał bardzo różnorodny – od przedwojennych redakcyjnych listów Barbary Toporskiej z wileńskiego „Słowa” poprzez Ferdynanda Ossendowskiego czy Karola Wiktora Zawodzińskiego po dwugłosy Mackiewicza ze Zdzisławem S. Siemaszką, Witem Tarnawskim, Czesławem Miłoszem, a także wieloma innymi osobami. Poza tym na „niewiadomą” składają się też przedrukowane w tomie laudacje Mackiewicza na dorocznym jury Nagrody londyńskich „Wiadomości”[3]. Pisarz przez wiele lat był cenionym i ważnym ekspertem w tym gremium swoistej emigracyjnej akademii literatury. Na deser wreszcie mamy pożyczający tytuł całemu zbiorowi szwajcarski odczyt.

Katyń

Jeden z wstępnych bloków listów zatytułowany został Dzieje przekładów „Sprawy mordu katyńskiego” i dotyczy perypetii wydawniczych pierwszej polskiej monografii autorskiej na temat tej zbrodni[4]. Szczególnie ciekawe są listy Mackiewicza do Józefa Godlewskiego – przedwojennego senatora, a na emigracji prezesa zarządu Związku Ziem Wschodnich, który pomagał pisarzowi w wydaniu książki. Ale znaleźć można też pojedyncze listy do Kazimierza Wierzyńskiego czy Aleksandra Janty, dotyczące promocji publikacji na trudnych rynkach zagranicznych.

Z interesujących przypisów dowiadujemy się, jak pierwotna polska wersja monografii Mackiewicza o Katyniu – która otworzyła właściwe zachodniemu światu oczy na tę zbrodnię – odnalazła się po latach w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Wacław Jędrzejewicz, pierwszy dyrektor tej placówki, bez powodzenia próbował zainteresować książką wydawców amerykańskich już w 1946 roku, dokonano nawet przekładu fragmentów monografii, ale do publikacji ostatecznie nie doszło.

Jest też w tym zbiorze jeden ważny list Józefa Mackiewicza do generała Władysława Andersa, wyjaśniający kluczową rolę autora Buntu rojstów przy tworzeniu innej pomnikowej publikacji na ten temat, czyli Zbrodni katyńskiej w świetle dokumentów, wielokrotnie później wznawianej, a ogłoszonej po raz pierwszy w 1948 roku. Niewątpliwie cały ten blok korespondencji dotyczącej Katynia jest drugim już – obok obszernej wymiany listów Mackiewicza z Pawłem Jankowskim – ważnym uzupełnieniem tekstów literackich oraz publicystyki pisarza dotyczących tej sprawy. A pamiętajmy, że w maju roku 2023 przypadnie okrągła osiemdziesiąta rocznica wizyty autora Kontry nad grobami katyńskimi. Do dziś pozostaje on jednym z najważniejszych polskich świadków, ekspertów, badaczy i strażników prawdy o tej sprawie.

Dialogi z pisarzami, krytykami i czytelnikami

Na ten wątek korespondencji składa się wiele pomieszczonych w tomie dwugłosów bądź wielogłosów epistolograficznych. Spójrzmy choćby na wymianę listów pomiędzy Józefem Mackiewiczem a Anną i Tadeuszem Zabłockimi, którzy wielokrotnie wspierali materialnie pisarza, stając się swoistym promotorami czy mecenasami jego twórczości. W 1969 roku, po lekturze Nie trzeba głośno mówić, pisze Zabłocka:

Jest Pan największym pisarzem rozpaczy i jedyny uśmiech Pana to zapach wiatru wiosennego i kolor przylaszczek. Po tylu latach jak Pan jest ciągle wrośnięty w nasze strony. Martwi mnie i do pasji doprowadza szczekanie małych piesków wkoło Pana osoby. Jedyna pociecha, że za 50 czy 100 lat, a nawet wcześniej nic z nich nie zostanie – natomiast Pan będzie zawsze[5].

A jej mąż w innym liście dodaje: „Na swoim odludziu wybudował Pan pomnik krajowi i ludziom tam kiedyś zamieszkałym, po którym i po których niewielu już nawet zostało, aby płakać”[6]. Po latach zaś, gdy w 1984 roku trafiły do Zabłockiego reportaże z tomu Fakty, przyroda i ludzie, dorzucił: „Goya jednym gwaszem odmalował rozstrzelanie Hiszpanów… Pan, Panie Józefie […] jest Goya pióra”[7].

Szczególne jednak pasjonujące są nie te jednostronne opinie, ale wymiany poglądów na temat twórczości – czyli sytuacje, w których korespondenci nawiązują ze sobą dialog. W tym aspekcie warta uwagi jest wymiana listów między Mackiewiczami (bo i Barbara Toporska zabiera tu głos) a Witem Tarnawskim – z zawodu lekarzem, z zamiłowania zaś pisarzem i krytykiem literackim, autorem wielu esejów w prasie emigracyjnej. W jednym z listów zwraca on uwagę na częste błędy językowe w powieściach Mackiewicza, na co pisarz od razu prosi o konkretne przykłady, ponieważ jest to dla niego sprawa bardzo istotna. W efekcie w jednym z kolejnych listów Tarnawskiego otrzymujemy spory katalog zastrzeżeń wobec języka wilnianina. Zerknijmy na jeden z takich drobiazgów, obrazuje on bowiem dobrze, jak głęboko przemyślane miał pisarz językowe detale swoich powieści. Na uwagę Tarnawskiego, że błędne jest zdanie „Ledwo odsunął bramę na uliczkę” (z fabuły Nie trzeba głośno mówić), które powinno brzmieć: „otworzył” lub „uchylił”, Mackiewicz odpowiada:

Konkretnie słuszna uwaga. Ale ja widzę inaczej: u nas bramy (wrota) od uliczki do zagrody chłopskiej były z poziomych żerdzi, na luźnych zawiasach, z łyka kory, i takimż zamknięciu przerzuconym przez słup przeciwległy. Wsparte ciężarem o ziemię. Ne można je było ani „otworzyć”, ani „uchylić”, a właśnie tylko „odsunąć”, tzn. „sunąć” je po piasku, śniegu etc., często z oporem i ciężko. Tak też się mówiło: «odsuń bramę»… Słowem ja widzę ten ruch, te ślady, które żłobią poprzecznymi żerdziami etc., etc.[8]

W tej odpowiedzi pisarza (a przykładów takich sporów w tej korespondencji jest znacznie więcej) odsłania się cała istota warsztatu Mackiewicza, który pisze z autopsji, ufając swoim nakarmionym empirią zmysłom. To jest nic innego, jak sztandarowe dla niego postawienie na prawdę w literaturze, ale tu widoczne w drobnym szczególe. A z innej strony patrząc – jest to doskonała ilustracja wyznawanego przez Mackiewicza patriotyzmu pejzażu. Autor Drogi donikąd stara sięzawsze pisać adekwatnie do konkretnego miejsca zdarzeń i panującego tam obyczaju językowego. Kluczowe w tym kontekście jest wyznanie pisarza: „ale ja widzę inaczej”, ponieważ odsłania ono obrazowy, wizyjny sposób jego patrzenia na rzeczywistość. Z tym wzrokiem (czy szerzej: zmysłowym odbiorem świata) w parze idzie język, nawet jeśli trzeba niejednokrotnie nagiąć gramatykę. Innymi słowy, klasyczna licentia poetica! Tego typu smaczków warsztatowych znajdzie czytelnik w tej korespondencji i w całym tomie Wielka niewiadoma znacznie więcej.

Są tu też ważne dialogi Mackiewicza z pisarzami i o pisarzach, jak choćby wymiana opinii z Miłoszem dotycząca Gombrowicza. Autor Kontry nie ukrywał niechęci do tego ostatniego i dawał temu upust wielokrotnie. Wydaje mi się, że w sedno tej awersji późniejszy noblista trafia w jednym ze swych listów: „Pana polemika z Gombrowiczem mało mnie obeszła. To różne światy, linie, które nie mogą się przeciąć. Jeśli zawsze opowiadałem się za Gombrowiczem, nie znaczy to, że muszę odbierać Panu co Panu należne za pasję ujawniania prawdy”[9]. Dużo światła na tę niechęć pisarza nie tylko do Gombrowicza, ale i do całej prozy awangardowej (a w sztuce do abstrakcji) rzuca także jeden z listów Toporskiej do Tarnawskiego. Żona Mackiewicza, wspominając o wielu kłótniach literackich w domu, w których mąż dezawuował Straszewicza, Gombrowicza, a nawet Kafkę, wyznaje, że nie mogła tego pojąć, dopóki nie wpadła na myśl następującą:

Van Gogh musiał uważać Cézanne’a za pacykarza i vice versa, gdyż inaczej Cézanne malowałby jak Van Gogh, a Van Gogh jak Cézanne. Talenty, wielkie talenty, malują czy piszą nie jak potrafią, ale jak uważają, że należy pisać czy malować. Stąd brak tolerancji dla innych technik czy stylów[10].

Co ciekawe, Miłosz w ostatnim ze swych listów, reagując z entuzjazmem na zbiór Fakty, przyroda i ludzie, zapowiada – analogicznie jak wcześniej Zabłocka – renesans i koniunkturę na pisanie w stylu autora Kontry:

Wydaje mi się, że weszliśmy w okres wielkich przewartościowań literatury polskiej XX wieku, zwłaszcza tam wszędzie, gdzie chodzi o prawdomówność. A że Pan był zawsze pisarzem prawdomównym, miejsce Pana będzie coraz wyższe. A ta obecna książka znajdzie się wśród kilku najwyższych pozycji prozy[11].

I nawet jeśli te słowa do dziś pozostają jeszcze proroctwem nie do końca spełnionym, nie tracą nic ze swej przenikliwej diagnozy.

Powołanie literatury

Wróćmy na koniec do szkicu tytułowego z tego różnorodnego i bardzo zajmującego trzydziestego piątego tomu Dzieł Mackiewicza. Wielka niewiadoma, czyli literatura, to dla autora Drogi donikąd przede wszystkim bezcenna dostarczycielka wiedzy o człowieku. Nie zastąpią jej najlepsze nawet badania pochodzące z różnych dyscyplin naukowych. Pisarzuważa, że zmarnowane zostało wielkie dziedzictwo wojny, rozumianej jako seria sytuacji granicznych, w których „obserwowaliśmy niezwykłe spotęgowanie ludzkich namiętności i ludzkich cech w ogóle”[12]. Doświadczenie to, pocięte na wersje narodowe i utylitarne, nie zostało odpowiednio wykorzystane i w sukurs temu powinna przyjść właśnie literatura. Karmi się ona zawsze realnym doświadczeniem i powołana jest do jak najbardziej wiernego zobrazowania wszystkich aspektów związanych z antropologicznym przeżywaniem rzeczywistości. Wydaje się, że Mackiewicz jest w tej literackiej antropologii XX wieku pisarzem niezwykle ważnym, ponieważ posiada, jak mu to pisze jeden z odbiorców: „urzekającą zdolność wywoływania w czytelniku postaci i obrazów – dar ewokacji”[13].

Przypisy

  1. Odczyt został wygłoszony w szwajcarskim Solurze nieopodal Berna, gdzie Kazimierz Vincenz (brat pisarza Stanisława Vincenza) i Halszka Vincenz-Poniatowska prowadzili od 1950 roku Kiermasz Książki Polskiej. Maszynopis odczytu znajduje się w papierach Mackiewiczów w Muzeum Polskim w Rapperswilu.
  2. Pawła Jankowskiego (tom 26), Juliusza Sakowskiego (tom 27), Michała i Ireny Chmielowców (tom 28), Janusza Kowalewskiego (tom 29), Michała Kryspina Pawlikowskiego (tom 34).
  3. Dodam jeszcze, że bardzo symptomatyczne są preferencje pisarza jako jurora Nagrody „Wiadomości” – wiele o nim samym i jego gustach czytelniczych mówi nominowanie do wyróżnień takich choćby książek spod znaku „patriotyzmu pejzażu”, jak Atlantyda Andrzeja Chciuka czy Twarde żywobycie Jury Odcesty Pawła Łyska.
  4. Począwszy od wydania niemieckiego w 1949 roku, a kończąc na trudnych do przewidzenia losach edycji angielskiej (1951) i amerykańskiej (1952).
  5. J. Mackiewicz, B. Toporska, Wielka niewiadoma. Listy do różnych osób, przypisy N. Karsov, Londyn 2022, t. 35 Dzieł Józefa Mackiewicza, s. 420.
  6. Tamże, s. 421.
  7. Tamże, s. 431.
  8. Tamże, s. 203.
  9. Tamże, s. 440.
  10. Tamże, s. 186.
  11. Tamże, s. 452–453.
  12. Tamże, s. 516.
  13. Cytat pochodzi z przytaczanego w przypisie przez Ninę Karsov listu do Mackiewicza od polskiego dyplomaty Michała Sokolnickiego (tamże, s. 314)

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2024. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net