Skip to content Skip to footer

Florczak Zbigniew – Prawo do nostalgii. [Fragmenty szkicu]

Tytuł: Prawo do nostalgii. [Fragmenty szkicu] 

Autor: Florczak Zbigniew

Wydawca: “Rzeczpospolita”, +Plus-Minus nr 45 z 9-11.11.2002

Rok: 2002

Opis:

Prawo do nostalgii. [Fragmenty szkicu]

Jan Zieliński przedstawił na łamach „Plusa Minusa” kilka miesięcy temu dzieje „Kapitalnego znaleziska” – wydanej w końcu ubiegłego roku, nieznanej dotychczas książki Józefa Mackiewicza „Prawda w oczy nie kole”. Podejmuję ten temat z racji nieco spóźnionej lektury, jednego i drugiego. Wszystko, co dotyczy Józefa Mackiewicza, wydaje się interesujące, jest to przecież (żeby posłużyć się na razie eufemizmem) postać bardzo niekonwencjonalna.

Ale chcę napisać teraz o tym nie tylko z tego powodu. Cytuję Zielińskiego: „Książka ta istniała w dwóch egzemplarzach, z czego jeden spalił Józef Święcicki w chwili dobijania się policji, drugi zaś maszynopis pozostawił pisarz u «członka AK, znanego dziennikarza Janusza Ostrowskiego». Otóż obchodzi mnie głównie nazwisko Ostrowskiego, który był moim wielkim przyjacielem. […]

Ostrowscy się wykruszyli jakby nie po kolei. Janusz przeżył córkę, Anulkę, żonę Abę, syna Leszka i jego żonę, niezapomnianą Różę. Zostały tylko wnuki. Gdyby jeszcze był między nami, Janusz chętnie i szczegółowo opowiedziałby, jak to było z maszynopisem Mackiewicza. Nigdy jakoś nie zgadało się na temat tego pisarza. Dziś wiem jedno: Mackiewicz prowokuje do dyskusji o kondycji pisarza w naszych warunkach. To bardzo specyficzne uwarunkowanie, rodzaj ciasnego korytarza, gdzie prawie wszystkie drzwi są zamknięte. W tak tragicznie jednostronnych stosunkach Józef Mackiewicz się nie mieści. Mam na myśli okrucieństwo polskiego patriotyzmu. Funkcjonuje on niby osobny organ – prawie na całej powierzchni oparzony: gdzie dotknąć, rozlega się syk.

W procesie kanonizacyjnym jest instytucja doskonała: advocatus diaboli. Urzędnik ten ma za zadanie wycisnąć z dyskusji maksimum argumentów przybliżających do prawdy. Pasowałaby ta rola do pisarza, gdyby na nią zezwolono. Nie wiadomo zresztą, czy pasowałaby do Mackiewicza, który był jednostronny i zapiekły. Owszem, był taki – ale cóż z tego? Posłuszeństwo kanonom nie sprzyja pisarstwu, a kanon patriotyzmu nie stanowi wyjątku. Antykomunizm jego? trzeba mieć skórę nosorożca, żeby zachować wobec komunizmu beznamiętność. Wydaje się czasem, że u Mackiewicza ta pasja utożsamiła się z samą jego metodą twórczą. Nierzadko, wskutek długiego praktykowania, pisarz staje się więźniem swojej metody „Po ukazaniu się książki »Prawda w oczy nie kole« wspomina – rozpoczyna się wściekła nagonka na moją osobę”. Właśnie. Na tamtych ziemiach epoka przełomu poczęła się zaznaczać długo przed pierwszą wojną. Czy rozważono kompetentnie wszystkie sygnały i znaki tego procesu? Na przykład tak zwani Krajowcy. W szkicu „Brzask, dzień i zmierzch na ziemiach Litwy historycznej”, który otwiera księgę „Pamiętnik Wileński” (Londyn 1972), Kazimierz Okulicz pisał: „Krajowcy to dziwna dla niemiejscowych nazwa, przylgnęła w ciągu pierwszych piętnastu lat wieku XX do ludzi grupujących się wokół »Polskiego Stronnictwa Demokratycznego na Litwie«. Do naczelnych publicystów należeli: Ludwik Abramowicz, Ludwik Chomiński, Helena Romer-Ochenkowska, Witold Stankiewicz, Stanisław Swianiewicz, Seweryn Wysłouch i paru innych. Czterej ludzie stanowili mózg krajowców: Zygmunt Jundziłł, wybitny prawnik, profesor i przyszły senator, Bronisław Krzyżanowski, Jan Piłsudski i Witold Abramowicz”. Okulicz podkreśla: „Była to bardziej postawa, niż program polityczny”. Chodziło o syntezę historyczną, ale wysnutą ponad faktami, jakimi były autonomiczne dążenia Litwinów, Białorusinów, Ukraińców i dużej części samych Polaków. Idea nie miała praktycznych szans.

Józef Mackiewicz byt wtedy za młody żeby do tego grona należeć. Najprawdopodobniej były to jednak ważne dla jego rozwoju antecedencje. Dla mnie, w całej tej sprawie, istotny jest – i starcza za wszelkie argumenty – jego powieściopisarski talent. Nie zachwycam się wstawkami dokumentalno-publicystycznymi w jego powieściach. Za to tam, gdzie chodzi o język miejscowy, o imiona rzeczy we wszystkich subtelnościach znaczeniowych, o strefę brzmień, szmerów, odgłosów – uderza u niego słuch quasi-absolutny. Miał do tego fenomenalną pamięć nie tylko słuchową, ale tak samo rozwiniętą pamięć węchową… Wszystko to umiał absorbować i nazwać – jakby część organicznej substancji tego kraju, coś z jego rzeczywistości gatunkowej, przeniknęło do jego pisarskiego warsztatu. Żyjący jeszcze wilnianie mogą o tym zaświadczyć. Śmieszni są ci, którzy po tym subtelnym zjawisku chlaszczą z dziennikarskim frazesem. Do pisarstwa Mackiewicza nie wolno przystępować z łyżką do butów. Przekonany jestem, że Janusz Ostrowski opowiedziałby ze znajomością rzeczy nie tylko o maszynopisie, który miał w rękach, ale umiałby także zdefiniować samego Mackiewicza.

Zobacz stronę archiwalną: www.archiwum.jozefmackiewicz.com

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2021. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net