Skip to content Skip to footer

Masłoń Krzysztof – Zrozumieć Mackiewicza. Wywiad z Włodzimierzem Boleckim

Tytuł: Zrozumieć Mackiewicza. Wywiad z Włodzimierzem Boleckim

Autor: Masłoń Krzysztof

Wydawca: „Rzeczpospolita”, +Plus-Minus, nr 9 z 2-3.03.2002

Rok: 2002

Opis:

Zrozumieć Mackiewicza. Wywiad z Włodzimierzem Boleckim

KRZYSZTOF MASŁOŃ: Gdyby znalazł się w Polsce ktoś odważny, ogłosiłby 2002 rok Rokiem Józefa Mackiewicza – 1 kwietnia minie bowiem 100. rocznica urodzin autora “Drogi donikąd”. Ale, nie czekając na rocznicową okazję, w końcu ubiegłego roku (1 – 2 grudnia) “Gazeta Wyborcza” opublikowała o Mackiewiczu artykuł Artura Domosławskiego “Narodowość – antykomunista”. Zamierzony był to falstart?

WŁODZIMIERZ BOLECKI: Tego nie wiem. Ukazał się po prostu 14 tom “Dzieł zebranych” Józefa Mackiewicza pt. “Bulbin z jednosielca” i “Gazeta Wyborcza” postanowiła odnotować to w formie małej informacji. Ponieważ przez ostatnie 10 lat żaden z poprzednich tomów dzieł Mackiewicza nie był w “Gazecie” omawiany – podobnie jak i w innych pismach – więc można by tę notkę uznać, jak dawniej mawiano, za “kolosalny” postęp, przynajmniej w stosunku do czasów, gdy na temat pisarza obowiązywało w “Gazecie” nieśmiertelne zdanie Adama Michnika, że Mackiewicz to “zoologiczny antykomunista”. Ale obok tej notki “Gazeta” zamieściła ogromny artykuł pana Domosławskiego, którego cele rozumiem następująco. Chodziło mu o zdeprecjonowanie nazwiska Józefa Mackiewicza jako patrona nowej nagrody literackiej. Następnie – o zdeprecjonowanie jury tej nagrody. I po trzecie, o przedstawienie czytelnikom “Gazety” portretu Mackiewicza jako kolaboranta III Rzeszy – tak jak robiono to przez ostatnie 50 lat. W tym celu Domosławski sięgnął po moją książkę pt. “Ptasznik z Wilna” (Kraków 1991) i obficie posłużył się zawartymi w niej faktami, dokumentami, cytatami, wywodami, argumentami etc.

Wymieniając pana nazwisko jako “apologety” Józefa Mackiewicza.

Nie jestem apologetą nawet samego siebie. Moja książka jest próbą zrozumienia jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku, a rozumienie postaw i twórczości pisarzy jest moją powinnością zawodową. Natomiast pan Domosławski był co najmniej dwukrotnie nieuczciwy, co w moich oczach – raz na zawsze przekreśla jego wiarygodność jako dziennikarza. Po pierwsze nie podał nigdzie informacji, że całą “dowodową” treść swego artykułu (a nawet dwóch, bo także polemiki z Kazimierzem Orłosiem) oparł na mojej książce, że posługuje się nie tylko zawartymi w niej dokumentami, ale że nawet parafrazuje lub przytacza bez podania źródła moje stwierdzenia, wnioski czy argumenty.

Gazetowa lustracja

A druga nieuczciwość?

Gdy ja dowodzę, że oskarżenia przeciw pisarzowi nie były oparte na faktach i że tzw. sprawa Mackiewicza była przez blisko pół wieku po prostu organizowana – z powodów zemsty osobistej i politycznej – to Domosławski cytuje te oskarżenia jako dowody. Ja uzasadniam, że pisanie dziś o Mackiewiczu jako “kolaborancie” nie ma sensu bez równoczesnego porównania zakresu i treści rzeczywistej kolaboracji polskich pisarzy z okupantem sowieckim. Natomiast Domosławski konstruuje po raz kolejny portret Mackiewicza jako jedynego pisarza, który współpracował z prasą okupanta. Najważniejsze jest jednak co innego. Napisałem “Ptasznika z Wilna”, żeby można było w końcu zajmować się niezwykłą twórczością autora “Drogi donikąd”, a nie bez przerwy roztrząsać zarzuty, które mu stawiano. Tymczasem Domosławski powtarza z uporem taki schemat pisania o Mackiewiczu, w którym twórczość zbywa się kilkoma zdaniami, a oszczerstwom nie szczędzi się miejsca. To właśnie nazywam lustracją pisarza.

Ale przecież Mackiewicz publikował w niemieckim “Gońcu Codziennym”.

Przez trzy miesiące, od końca lipca do początku października 1941 r., Mackiewicz opisywał tam los ludności Wileńszczyzny pod okupacją sowiecką. Jak długo można go oskarżać za te publikacje ignorując równocześnie jego wspaniałą twórczość? Czy druga wojna światowa jeszcze się nie skończyła?! Wyobraźmy sobie sytuację, że oto ukazują się “Pisma zebrane” innego pisarza, np. Juliana Stryjkowskiego, Aleksandra Wata, Adama Ważyka, Stanisława Jerzego Leca, Mieczysława Jastruna i “Gazeta” zamiast przedstawić ich twórczość, zamieszcza wielkie artykuły o ich kolaboracji z “Czerwonym Sztandarem”, z “Nowymi Widnokręgami”, “Prawdą Wileńską” i tak dalej. Czy to jest w ogóle możliwe? Do lustracji Mackiewicza przystępowano zawsze, gdy chciano mu zamknąć usta. Wrogom Mackiewicza na emigracji chodziło o pozbawienie go wiarygodności jako cenionego pisarza emigracyjnego, publicystę, który konsekwentnie głosił, że Polska w 1945 utraciła, a nie odzyskała niepodległość, oraz antykomunistę, którego postawa nie pasowała do żadnych doraźnych, politycznych etykietek. A z kolei komunistom w Polsce chodziło o zemstę na pisarzu, który był (obok Ferdynanda Goetla) jednym z najważniejszych polskich świadków odkrywania grobów w Katyniu i którego relacja opublikowana już w czerwcu 1943 r. nie pozostawiała żadnych wątpliwości, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD. Zresztą wyjazd Mackiewicza na ekshumację grobów w Katyniu w 1943 r. to, moim zdaniem, klucz do wyroku śmierci wydanego na pisarza.

A zarzut Domosławskiego, że wypuszczenie Mackiewicza przez NKWD “budziło wątpliwości”?

Domosławski kondensuje w nim wszystkie najbardziej absurdalne oskarżenia o “zdradę” przeciw Mackiewiczowi, znane od lat trzydziestych, czyli że kolaborował z “białą” Rosją, z Republiką Litewską, z III Rzeszą, następnie – że w “dziwnych okolicznościach” wypuściło go NKWD, że współdziałał z SB itd. Autor artykułu w “GW” swój “wywód” wspiera książką Jana Nowaka “Polska z oddali” z roku 1988. Otóż Nowak – który od lat 50. Mackiewiczowi odmawiał prawa do wypowiadania się w sprawach polskich – wzorem swoich poprzedników (m.in. Korbońskiego i Sałacińskiego) stworzył w swej książce za pomocą insynuacji portret człowieka, który był nieustannym zdrajcą. I lustrator Domosławski traktuje ten fragment książki Jana Nowaka jako źródło historyczne. Tymczasem Jan Nowak, który wojnę spędził w Warszawie, o wileńskiej części życiorysu Mackiewicza nic nie wiedział. Sięgnął, po prostu, po oświadczenia byłych żołnierzy Armii Krajowej, które w 1948 r. były zbierane na emigracji po to, żeby oskarżyć Mackiewicza o kolaborację. Pojawiła się plotka, że pisarz był przesłuchiwany przez NKWD. Ale skąd ci ludzie o tym wiedzieli? Przecież NKWD nie informowało publicznie, że ktoś był przesłuchiwany!

Od samego Mackiewicza.

Otóż to. Ktoś po prostu zapamiętał, że pisarz zamieścił w “Gońcu Codziennym” “wspomnienie”, w którym informował o swoim przesłuchaniu w NKWD, po którym go wypuszczono. I ta informacja została zamieszczona w dwóch czy trzech oświadczeniach w 1948 r. Tymczasem opublikowane w 1941 r. w “Gońcu Codziennym” “wspomnienie” było fragmentem powieści, który każdy może przeczytać dziś w “Drodze donikąd”. Tak więc nawet nie wiadomo, czy Józef Mackiewicz w ogóle był przesłuchiwany przez NKWD!

Mogła to być fikcja literacka?

Oczywiście, “Moja dyskusja z NKWD” mogła być opisem czegoś, co przytrafiło się któremuś z jego przyjaciół, mogła być to kompilacja rozmaitych biografii lub po prostu fikcja. Rozumiem tych żołnierzy AK, którzy w 1948 r. musieli ufać tylko swojej pamięci. Ale żeby w 2001 r. napisać – jak robi to Domosławski – że choć nie ma żadnych dowodów przeciw Mackiewiczowi, to jednak każdy może się zastanawiać “czy było coś jeszcze”? Chciałbym więc wiedzieć, czy ten pan powtórzyłby w “Gazecie Wyborczej” domysły “czy było coś jeszcze”, gdyby chodziło o kogoś innego niż Józef Mackiewicz? Czy napisałby, że “skazani jesteśmy na spekulacje i hipotezy”, powołując się na insynuacje ludzi, którzy twierdzą, że na przykład każdy, kto zajmował w latach 50. kierownicze stanowisko w Radiu Wolna Europa, musiał być etatowym funkcjonariuszem CIA, albo że każdy, kto pracował w latach 40. w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie, musiał wcześniej podpisać volkslistę? Czy poczucie przyzwoitości pozwoliłoby mu w ogóle wziąć pod uwagę te czy inne pomówienia (Nowak wymienia je w “Polsce z oddali”)? Jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie z rozumowania Domosławskiego wynika, że ktokolwiek wyszedł cało z przesłuchania w NKWD, ten jest podejrzany…

…ponieważ “nie pojechał na białe niedźwiedzie”.

Niech więc lustrator Mackiewicza zaproponuje stosowanie tej reguły wobec wszystkich, którzy po przesłuchaniach zostali jednak wypuszczeni przez NKWD, KGB, gestapo, Urząd Bezpieczeństwa, Służbę Bezpieczeństwa…

Żyj i daj żyć innym

Co w postawie Józefa Mackiewicza i w jego twórczości tak drażni, że jeszcze po latach wywołuje emocje i przysparza mu przeciwników?

Nieznajomość jego twórczości. Niszczyli go przez dziesięciolecia politycy, natomiast czytelnicy (w tym wybitni pisarze) albo cenią jego utwory, albo nie. To oczywiście rzecz gustu. Jednak każdy, kto rozumie literaturę, wie, że ma do czynienia z pisarzem wybitnym, niezwykłym, który mówił Polakom rzeczy, o jakich gdzie indziej nie mogli przeczytać.

To znaczy?

Mackiewicz nieustannie narusza różne społeczne i polityczne tabu, a jego myśli dotykają bardzo gorących problemów XX wieku. Mackiewicz mógł drażnić swymi poglądami, ale przecież nikomu nie odbierał prawa do polemiki, nikogo nie cenzurował. W jednym z artykułów sformułował wprost zasadę, której był wierny przez całe życie: “leben und leben lassen”. W tym “żyj i daj żyć innym” przejawiał się jego liberalizm, a w przywiązaniu Mackiewicza do niezależności i suwerenności myśli było wręcz coś z postawy religijnej. Mówiąc mniej patetycznie: dla Mackiewicza miarą wolności było prawo jednostki do wypowiadania sądów, choćby były to sądy, z którymi nikt się nie zgadza. A stopień wolności społeczeństw mierzył właśnie prawem do niezależnego głoszenia myśli. Warto pamiętać, że to prawo, które dla Mackiewicza było największą wartością życia publicznego i warunkiem wolności, jest fundamentem konstytucji najbardziej liberalnego państwa świata, czyli Stanów Zjednoczonych. A refleksję Mackiewicza nad XX wiekiem uważam za jedną z najnowocześniejszych w literaturze polskiej ubiegłego stulecia.

Jak pan rozumie tę nowoczesność?

Mackiewicz pisał na przykład, że ideologia bolszewików miała charakter totalitarny, czego nie można wyjaśnić w kategoriach ciągłości pomiędzy myślą rosyjską a sowietyzmem; że komunizm nie jest internacjonalizmem, lecz że podsyca i posługuje się nacjonalizmami; że nacjonalizm zniszczył tożsamość historyczną i kulturalną narodów w Europie Wschodniej; że bolszewizm i nacjonalizm jako formy polityki prowadzą do rasizmu politycznego; że ludzie poddani ciśnieniu polityki utożsamiają się z myśleniem kolektywnym (Fromm nazwał to “ucieczką od wolności”); że w polskiej mentalność narodowej, opartej na micie ofiary, brak wrażliwości dla cierpień innych narodów; że Polacy w systemie komunistycznym stawiali nie tylko heroiczny opór, lecz uczestniczyli także w kłamstwie, konformizmie, oportunizmie, w terrorze, a niekiedy w zbrodni. Kluczem do koncepcji Mackiewicza jest to, że jego liberalne, antykolektywistyczne myślenie zrodziło się już w latach 20. i 30. – gdy opisywał np. zachowania administracji polskiej wobec mniejszości narodowych, rozwój nacjonalizmu w Europie czy w Turcji, czy wydarzenia w ZSRR – a nie w wyniku doświadczeń II wojny światowej. Mackiewicz był świadkiem tworzenia się mentalności, która suwerenną myśl – jak napisał jego brat – zamykała “w obcęgach”. Już w latach 20. Mackiewicz obserwował formowanie się “zniewolonych umysłów”, by użyć znakomitej formuły Miłosza. Nowoczesność Mackiewicza polega na postawieniu problemów, których znaczenie zostanie docenione wiele lat później.

Czyż Mackiewicz nie pisał jednak w sposób tradycyjny?

Nic podobnego. Mackiewicz łamał konwencje, jakie obowiązywały w powieści realistycznej, wprowadzając do niej żywioł reportażu i wykorzystując źródła archiwalne na niespotykaną dotąd skalę. Rzeczywistość – według niego – jest tak bogata, że fikcja literacka za nią nie nadąża i staje się w istocie wtórna wobec faktów. Dlatego “identyfikatorem” jego koncepcji literatury uczyniłem zdanie “jedynie prawda jest ciekawa”.

Mackiewicz, Gombrowicz, Miłosz

Nie kwestie artystyczne spowodowały jednak nagonkę na pisarza, któremu zarzucono niedostatek patriotyzmu czy wręcz antypolskość.

No i znalazł się w doskonałym towarzystwie! Mackiewicz należy przecież do tych pisarzy, którzy podjęli wielki spór z kulturą i mentalnością polską. To jest ten sam spór, który na początku wieku toczył z polską mentalnością Stanisław Brzozowski, a później Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz czy Andrzej Bobkowski. Wszyscy ci pisarze – choć każdy z innej perspektywy – walczyli z infantylizacją myśli, a więc z infantylizacją kultury polskiej. Czesław Miłosz od wielu lat powtarza, że literaturze polskiej brakuje “razowego chleba”, że ucieka ona w “piankowe” eksperymenty omijając zasadnicze problemy życia. Gombrowicz, mimo że był pisarzem kompletnie innego typu, mówił dokładnie to samo. Obaj zarzucali Polakom, że są spowici kokonem tabu: społecznego, egzystencjalnego, obyczajowego, rodzinnego, erotycznego itd. To samo można powiedzieć o Mackiewiczu, który walczył z tabu dotyczącym historii najnowszej, to znaczy z pielęgnowaniem zasady, że są sprawy publiczne, o których “nie trzeba głośno mówić”.

Kto wie, czy Józefowi Mackiewiczowi bardziej niż artykuły zamieszczone w gadzinowym “Gońcu Codziennym” nie zaszkodził tekst znacznie wcześniejszy, z października 1939 r. Myślę o publikacji w litewskiej gazecie “Lietuvos Żinios” zatytułowanej “My, Wilnianie… “. To od tamtej pory zaczęto oskarżać pisarza o antypolskość, której dowodem miała być kolaboracja z okupantem, a to litewskim, a to niemieckim.

Uznano, że deklarując radość z powodu opuszczenia Wilna przez bolszewików i wejścia wojsk litewskich, Mackiewicz skalał honor Polski i odtąd zaczęto nazywać go “zdrajcą, zaprzańcem, renegatem”, no i doczekał się pierwszego “wyroku” – protestu około 200 oficerów polskich internowanych w Połądze. Tymczasem Mackiewicz propagował tzw. ideę krajową. Jedną z najoryginalniejszych, najnowocześniejszych idei, którą Wspólnota Europejska zalicza dziś do swojego Składu Zasad pod nazwą “Europa ojczyzn”.

“Kraj pochodzenia: Europa Wschodnia, narodowość: antykomunista”, mówił o sobie Mackiewicz. Na czym polegała idea krajowa? O co chodziło wileńskim krajowcom?

W tym przewrotnym określeniu narodowości jako antykomunizmu są skondensowane dwie idee Mackiewicza: antynacjonalizm i liberalizm. Obie stanowiły fundament koncepcji “krajowości”, która powstała na początku XX wieku i była głoszona na łamach “Przeglądu Wileńskiego”. Istota jej polegała na odrzuceniu każdego nacjonalizmu (nie tylko polskiego, ale wszystkich nacjonalizmów w Europie Wschodniej) jako zasady regulującej życie społeczne. Faktycznie chodziło o restytucję idei wielonarodowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, którą Mackiewicz przeciwstawił mononarodowej, nacjonalistycznej idei Republiki Litewskiej. Podstawowe pytanie krajowców było następujące: w jaki sposób różne narody mogą żyć razem (na terenach tzw. Litwy historycznej)? Mackiewicz w idei krajowej za najważniejszą wartość uznał wspólnotę, której granice określa nie porządek administracyjny, lecz kraj wyraźnie odróżniony od państwa jako jednostki administracyjnej. Ludzi w tej koncepcji łączy idea wspólnego terytorium, “tęsknota do ojczyzny wspólnej” – jego kultura, geografia, krajobraz, ekologia, a nie fakt posiadania ziemi czy władzy. To była Mackiewiczowska idea “małej ojczyzny”, której stolicą powinno być Wilno. Według Mackiewicza tożsamość i świadomość ludzi kształtuje się w wyniku interakcji kulturowych pomiędzy różnymi narodami i dlatego “krajowość” była jego zdaniem ostatnią szansą na uniknięcie zniszczenia kraju przez konflikt nacjonalizmów. Krajowcy odrzucili nacjonalistyczny dyskurs dominacji. Dziś każdy, kto mówi o sobie “jestem środkowoeuropejczykiem”, przyznaje rację idei krajowej, której sens odpowiada popularnej dziś na Zachodzie koncepcji wielokulturowości.

A zarzucało się Mackiewiczowi anachronizm historyczny i polityczny…

Ten zarzut odżył teraz w tekście Domosławskiego kpiącego z Mackiewicza, że na pytanie o kraj pochodzenia, odpowiedział “Europa Wschodnia”.

Zatrzaskiwanie drzwi

Dlaczego Mackiewicz był tak nieprzejednanym antykomunistą?

Mackiewicz był liberałem. Komunizm w jego koncepcji oznaczał nie tylko zaprzeczenie wolności, ale jej unicestwienie. Niósł wszystkim narodom zniszczenie cywilizacji materialnej, duchowej, moralności, degenerację języka publicznego, wydobywał najgorsze cechy ludzkiej natury, deprawował charaktery, opierał się na terrorze, przemocy psychicznej i kłamstwie podniesionym do pierwszej zasady życia publicznego. Komunizm był więc dla Mackiewicza złem w sensie etycznym, światopoglądowym, metafizycznym – nie tylko ustrojowym. Już w latach 20. Mackiewicz dostrzegł – i na tym też polega nowoczesność jego myśli – że bolszewicy stworzyli nowy “dyskurs kolonialny”, oparty nie na zakazie, lecz na ideologicznym nakazie, dyskurs nie imperialny, lecz totalitarny. Był pisarzem, który “dowartościował” kraje Europy Wschodniej, a także Azji, przez wieki nieistniejące dla Zachodu. W dyskursie Zachodu pomiędzy Niemcami a Rosją nie było przecież miejsca dla Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Bałtów, często również dla Polaków. A Mackiewicz upominał się o te narody, odrzucał tezę, że ich przeznaczeniem jest życie w komunizmie, oczekiwał – używając metafory z trochę innego języka – buntu prowincji przeciw centrum. Czyż nie jest to pisarz nowoczesny, którego idee można by porównywać z koncepcjami tzw. orientalizmu przywracającymi należne miejsce narodom spoza politycznego centrum? Jeśli jednak większość czytelników w Polsce o twórczości Mackiewicza dowiadywać się będzie od lustratora z “Gazety Wyborczej”, to czego się dowiedzą?

Niewiele albo zgoła niczego.

Konsekwencją kilkudziesięcioletniego oczerniania pisarza są odruchy czytelników, które porównać można jedynie do skutków tresury psów Pawłowa. Nie tylko w Polsce, ale wśród Polonii na całym świecie. Na przykład publikacje przekładów Mackiewicza w USA były – jak wspominał Miłosz – blokowane przez Polaków. Dam przykład z własnego doświadczenia. W Szwecji, w Uppsali, ukazuje się pismo “Acta Sueco-Polonica” redagowane przez polskich historyków (Michała Brona jr, Janusza Korka i Józefa Lewandowskiego). Kiedy zaproponowałem opublikowanie artykułu przedstawiającego sylwetkę ideową Józefa Mackiewicza – chodziło mi o to, żeby w wersji anglojęzycznej zapoznać czytelników na Zachodzie z myślą tego pisarza – odpowiedziano mi, że tekst taki byłby “nieodpowiedni dla cudzoziemców”. To szokujące, bo pismo jest finansowane przez wspaniałą instytucję, jaką jest Instytut Spraw Wielokulturowych zajmujący się m.in. obszarem Morza Bałtyckiego. Otóż ci polscy historycy zamiast propagować twórczość Mackiewicza jako pisarza, który wyłamywał się ze stereotypów dewocjonalnej, mononarodowej, egoistycznej polskiej zaściankowości (bo wszędzie spotykamy się z takimi stereotypami) i który był patriotą krajów bałtyckich (nikt z takim podziwem nie pisał o Finach), zatrzaskują przed tym pisarzem “drzwi”. Cui bono?

To rzeczywiście paradoksalne, zważywszy, co Józef Mackiewicz pisał w swoich korespondencjach nadsyłanych z Łotwy do wileńskiego “Słowa” przed samym wybuchem wojny. To wówczas, ostrzegając przed hegemonią bolszewicką nad Morzem Bałtyckim, wskazał na widmo porozumienia sowiecko-niemieckiego. Wiedział, co ono oznacza: “Podział wpływów, rozbiór terytoriów. Wtedy już koniec… “.

… a w twórczości Mackiewicza znaleźć można więcej tematów, które czynią go pisarzem wyjątkowo interesującym dla czytelników tego regionu – jak choćby nowoczesne, skandynawskie, rozumienie miejsca kultury chłopskiej w kulturze narodowej. Podany przeze mnie przykład dowodzi spustoszenia, jakiego stereotypy narodowe i “centralizm patriotyczny” wpisane w ataki na Mackiewicza, dokonały w mentalności ludzi, którzy kulturę polską powinni propagować w całej jej różnorodności, a nie cenzurować. Jedyna nadzieja w sile literatury, bo przecież kiedy lustrator z “Gazety Wyborczej” próbuje powiedzieć coś sam od siebie o “Bulbinie z jednosielca”, to z jego pośpiesznego streszczenia przebija wyraźny cień sympatii do tej książki.

Los polski, los żydowski

Niestety, nie wykazuje autor “Gazety Wyborczej” nawet cienia tej sympatii, gdy cytuje Stefana Korbońskiego, który pisząc o publikacjach Mackiewicza w “Gońcu Codziennym”, popisał się następującym odkryciem: “Co do ludności żydowskiej, to jeden z artykułów kończył się zdaniem, że Żyda nawet powalonego na ziemię trzeba rozdeptać jak padalca”. I cóż z tego, że w przypisie odredakcyjnym znajdujemy informację, że nie był to artykuł Mackiewicza. Po co było w takim razie w ogóle cytować Korbońskiego, wyjątkowo nierzetelnego w ocenie autora “Drogi donikąd”? Rzecz jest tym bardziej przykra, że Józefowi Mackiewiczowi, co akcentował pan w swoim “Ptaszniku z Wilna”, antysemityzm był obcy czy nawet wstrętny.

Przez ręce Korbońskiego musiało przechodzić zatwierdzenie wyroku na Mackiewicza. W 1964 r. Bohdan Sałaciński (Andrzej Pomian) wybitny działacz emigracji polskiej, były członek BIP KG Armii Krajowej przygotował broszurę “Sprawa Józefa Mackiewicza”, z której odtąd czerpać będą “argumenty” autorzy wszystkich ataków na autora “Zwycięstwa prowokacji”. Jedno ze zdań Józefa Mackiewicza, które wywołało furię i Sałacińskiego, i kręgu ludzi, z którymi był związany, brzmiało: “była przepaść między losem Polaków i losem Żydów”. Na podstawie tego zdania dowodzono, że Mackiewicz deprecjonuje martyrologię narodu polskiego. Notabene w powieściach “Nie trzeba głośno mówić” i “Karierowiczu” Mackiewicz zamieścił epizody świadczące o antysemityzmie, jaki ujawnił się podczas wojny i okupacji w zachowaniach Polaków. Zresztą już w artykule “Przytaczam tylko fakty” z 1935 r., przedrukowanym w “Bulbinie”, ostrzegał przed “rozszerzaniem się fali antysemityzmu” w Polsce.

Z powieści Mackiewicza wyłania się wizerunek ich autora, człowieka – jak się wydaje – bez złudzeń, sceptycznego wobec poglądów i poczynań swoich rodaków.

Na pewno nie krzepi serc, lecz zmusza do myślenia. Lektura Józefa Mackiewicza jest potrzebna każdemu, kto chciałby zrozumieć, jak skomplikowane jest doświadczenie historyczne narodów Europy Wschodniej. Historia tego regionu – powiada Mackiewicz – została naznaczona przez rewolucję bolszewicką i nazizm, a komunizm, który dla Zachodu był rzeczywistością ze słów, dla Wschodu był rzeczywistością konkretną: nędzy, zbrodni, kłamstw, upodlenia ludzi. Dlatego pisarz podkreślał fakt, który wciąż jeszcze jest niedostatecznie spopularyzowany w świecie, że nasza część Europy doświadczyła w czasie II wojny światowej dwóch okupacji, a nie jednej. Oraz, co dla większości ludzi na Zachodzie jest nadal niepojęte, że istniała taka część Europy, dla której wojna zaczęła się od okupacji sowieckiej, a nie od ataku Niemiec. Jak ważny jest to temat, świadczy, że poruszył go Miłosz w swoim przemówieniu noblowskim w 1980 r.

Nie było dwóch

I dopiero w kontekście tego faktu, zrozumiała się staje reakcja Mackiewicza na zajęcie Wilna przez wojska litewskie. Wcześniej przecież musieli opuścić miasto czerwonoarmiści… Powiedzieć jednak, że autor “Drogi donikąd” był tylko pisarzem historycznym, znaczyłoby w dużej mierze zubożyć jego twórczość.

Mackiewicz po prostu miał nadzieję, że po 17 września 1939 r. wilnianie zrozumieli, iż sowietyzm jest dla nich większym zagrożeniem niż litewski nacjonalizm. Natomiast głównym przeciwnikiem, przeciw któremu zwrócona była myśl Mackiewicza, jest dyskurs o historii, który nazwałbym dyskursem konieczności i fatalizmu. Znamy go jako konsekwencję tzw. materializmu historycznego. Mackiewicz kategorycznie odrzucał wszelkie formy traktowania historii w takich kategoriach. Patrzył na historię jako na pole gry wolnych sił i wynik działań ludzi, a nie jakichś praw dziejowych. Zastanawiał się też nad tym, jak mogłaby się potoczyć historia, gdyby inne były decyzje i działania konkretnych ludzi. Jest to jeden z najważniejszych projektów wpisanych w jego twórczość. Istnieje na to angielskie określenie “re-writing history”, obejmujące rewizjonistyczny nurt we współczesnej historiografii. Fundamentem myślowym prozy Mackiewicza jest niezgoda na status quo, szukanie czegoś, co można nazwać historią alternatywną.

Twórczość ta nie przebiła się jednak do szerokich kręgów czytelników.

Dopominam się dla niej jedynie o równorzędne miejsce w kanonie literatury polskiej minionego stulecia. Autorowi “Drogi donikąd” tego miejsca w Polsce odmówiono. A lustracja Mackiewicza dotyczy przecież tego okresu w jego życiu, o którym napisał wspomnienia o mordach żołnierzy polskich w Katyniu i Żydów w Ponarach. Dwa teksty, o których Czesław Miłosz powiedział, że dopóki istnieć będzie literatura polska, dopóty mają w niej nieśmiertelne miejsce.

Autor artykułu w “Gazecie Wyborczej” konstatuje: był Józef Mackiewicz – niezły prozaik, i Józef Mackiewicz – publicysta niespełna rozumu, który bez pojęcia atakował wszystko i wszystkich: Armię Krajową, księdza prymasa, “Solidarność”… No, wariat.

Tak jakby “Gazeta Wyborcza” nie krytykowała Armii Krajowej, księdza prymasa czy “Solidarności”! Ale powiedzmy wyraźnie: nie było dwóch Józefów Mackiewiczów. Poglądy tego pisarza są wyjątkowo spójne, jednak trzeba je rozpatrywać w ramach jego myśli jako systemu, który tworzył od lat 20. Mackiewiczowi zarzuca się na przykład, że nie wierzył w ewolucję komunizmu i uważał, że można obalić go tylko siłą. Ale czy ktoś dziś poważnie rozważa ewolucje nazizmu i III Rzeszy? Mackiewicz całe życie patrzył na bolszewików tak, jak po 11 września ubiegłego roku Amerykanie spojrzeli na terrorystów. Gdyby żył, to dla niego bin Laden byłby Leninem czy Stalinem początku XXI stulecia. I nie wierzyłby w pokojową ewolucję al-Qaidy…

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2024. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net