Skip to content Skip to footer

Mianowicz Tomasz – Zbrodnia literatury

Tytuł: Zbrodnia literatury

Autor: Mianowicz Tomasz

Wydawca: “Kresy” nr 16, jesień 1993 r.

Rok: 1993

Opis:

Zbrodnia literatury

No dobrze, ale co takiego zrobił Józef Mackiewicz? Co on takiego zrobił?
Czesław Miłosz

Liczba publikacji dotyczących Józefa Mackiewicza rośnie w tempie tak zawrotnym, że indywidualny czytelnik, nawet najbardziej zainteresowany tematem, nie jest w stanie nadążyć z lekturą. Przeczytałem pakiet tekstów dostarczonych z Polski; publikacje pochodzą z okresu kilku miesięcy, z przełomu lat 1991/92, a można by z nich skomponować całkiem spory tom. Dominuje – ilościowo i, jeśli można tak powiedzieć, emocjonalnie — tzw. sprawa Józefa Mackiewicza — oskarżenia o kolaborację z hitlerowcami w latach II wojny światowej w okupowanym przez Niemców Wilnie, przy czym rodzaj i liczba zarzutów wykazują tendencję rosnącą. Dzieje się to ze szkodą dla zrozumienia pisarstwa autora Kontry, bowiem “sprawa Mackiewicza”, przynajmniej w obecnej formie, jest — na pozór paradoksalnie — rezultatem jego twórczości literackiej i publicystycznej. Spór maskuje przeto tematy, które należą do obszaru zainteresowań badacza literatury.

Dyskusja wkroczyła już zaiste w stadium metastaz. Z lektury tekstów zamieszczonych w 1. numerze “Więzi” z 1992 r. wnoszę, że na marginesie “sprawy Mackiewicza” pojawił się spór o Jerzego Wrońskiego; polemiści dyskutują kwestię, czy był on komunistą czy nie i czy podjął pracę w “Prawdzie Wileńskiej” na polecenie ks. Hlebowicza i władz AK, nie dochodząc jednak do ostatecznych ustaleń. Uprzednio polemizowano na temat ulicy Józefa Mackiewicza (d. Ignacego Fika) w Krakowie. Z odświeżonych wątków wymienić można dyskusję na temat Zdzisława Stahla i jego rzekomego autorstwa Zbrodni katyńskiej w świetle dokumentów [1]. Równocześnie jednak, z uwagi na imponującą ilość artykułów dotyczących problemu głównego, następuje pomieszanie różnych płaszczyzn sporu — politycznej z literacką, historycznej z propagandową, personalnej z ideową. W chaosie tematycznym giną kryteria metodologiczne; podstawowy, jak sądzę, problem, a mianowicie recepcja dzieł Mackiewicza — zdaje się nie przyciągać uwagi badaczy.

W przeczytanych tekstach znalazłem jednak kilka interesujących pytań, a udzielenie nań odpowiedzi mogłoby dopomóc w uporządkowaniu wątków, które mnożą się w ostatnich publikacjach. Odpowiedzi tych jednak brak, bądź też — jeżeli już się pojawiają — wymagałyby dalszej dyskusji. Nowa fala polemik (nie zawsze jest to właściwe słowo) wokół Józefa Mackiewicza jest zjawiskiem w historii literatury polskiej bezprecedensowym. W siedem lat po śmierci pisarza pojawiają się coraz liczniejsze oświadczenia i kontroświadczenia, zbiorowe wystąpienia za lub przeciw, sygnowane przez przedstawicieli politycznej i umysłowej elity kraju. Ba, dyskutanci imitują nawet proces Mackiewicza; mówi się o “oskarżycielach”, “sędziach”, “świadkach obrony i oskarżenia”, ich wiarygodności, dowodach. Nie będę tu szukał odpowiedzi na pytanie, kto ma rację. Interesuje mnie inna kwestia. Czesław Miłosz w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej” pyta: Więc dlaczego potem wszyscy uczepili się Mackiewicza? Nie rozumiem? [2] Podobne pytanie pojawia się w tekście Marka Nowakowskiego, który zauważa ponadto, że fenomen tzw. sprawy Józefa Mackiewicza polega na niebywałej zaciekłości i furii nieproporcjonalnej do przyczyn emocji [3]. A przecież obiekt ataków nie żyje i — zdawałoby się — nie zagraża nikomu. Czy zatem rzeczywiście jego czyny sprzed pięćdziesięciu lat są przyczyną crescendo kampanii prasowej? Zważywszy, iż czyny te są znane — chodzi o opublikowanie w “Gońcu Codziennym” kilku antysowieckich tekstów — pytanie o przyczynę i cel kolejnej fali ataków staje się tym bardziej frapujące.

Myli się Jerzy Malewski, sądząc, że Mackiewiczem-Babą Jagą straszą najchętniej ci, którzy o nim nic nie wiedzą [4]. Myślę, że wiedzą i właśnie dlatego straszą, choć z wiedzy swej robią starannie kontrolowany użytek.

Ale na cóż to, a, po cóż to, dlaczegóż to, w jakim celu, a po co, na co, dlaczego? — zapytajmy cytatem z Trans-Atalantyku przypomnianym przez Malewskiego w Wyroku.

Zajmowałem się tym zagadnieniem w szkicu poświęconym Sprawie pułkownika Miasojedowa, bowiem w moim przekonaniu tej powieści nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia historii wyroku wydanego na Mackiewicza zimą 1942/43. Tekst ten ukazał się w książce Nad twórczością Józefa Mackiewicza, opublikowanej przez Wydawnictwo Baza w Warszawie. Otrzymawszy tę pozycję myślałem początkowo, że zaprojektowanie okładki powierzono p. Surdykowskiemu, gdyż odstrasza ona skutecznie najzagorzalszych nawet zwolenników pisarza. Ponadto liczne błędy w druku utrudniają zrozumienie wielu fragmentów tekstu. Pozwalam sobie zatem wrócić do paru zawartych tam myśli, zwłaszcza jeśli mogą one pomóc w szukaniu odpowiedzi na postawione wyżej pytania.

Przyjmuję metodologię odmienną od założeń Jerzego Malewskiego, który historii oskarżeń wobec Mackiewicza poświęcił książkę Wyrok na Józefa Mackiewicza, zaś twórczość literacką i publicystyczną omawiał – merytorycznie odrębnie – w Ptaszniku z Wilna. Sądzę, że analiza istotnych elementów biografii pisarza, jako elementu współtworzącego prawdę artystyczną w jego powieściach polifonicznych (używam terminu Michaiła Bachtina [5]), stwarza podstawę do badania recepcji jego twórczości i właśnie w tej dziedzinie socjologia literatury mogłaby pokusić się o nowe ustalenia. Zasługą Malewskiego jest szczegółowe przedstawienie historii wyroku i zarzutów wobec Mackiewicza; temat zdawałoby się, został wyczerpany, tymczasem ataki i protesty, wystąpienia zbiorowe i indywidualne mnożą się, wzrasta ich emocjonalna temperatura. Czegoś podobnego dotychczas w Polsce nie było.

Nie chcę się tu zajmować metodami, bowiem ich analiza wnosi niewiele do tematu, który mnie interesuje, a mianowicie: dlaczego? Może znajdzie się kiedyś autor, który — ku przestrodze potomności — zredaguje antologię ataków na Mackiewicza; nie będzie to chlubna karta polskiej publicystyki. Zatem jedynie kilka słów o sposobach, zwłaszcza jeżeli — powtarzając się w kolejnych kampaniach — tworzą sui generis “szkołę”.

W czasie jednej z fal ataków — po ukazaniu się Nie trzeba głośno mówić — przypomniano list Obywatelskiej Komisji Orzekającej, który jej rzecznik, z inicjatywy Zarządu Głównego AK, skierował do Józefa Mackiewicza w 1949 r. W liście zamieszczonym 5 maja 1970 r. w nowojorskim “Nowym Świecie” Mackiewicz napisał:

Otrzymałem przedłożone “zarzuty”. Proszę mi wybaczyć, ale nie mogą ich inaczej nazwać jak — bełkotem. Stało tam, że “kolaborowałem z Niemcami w Wilnie od roku 1939 do 1945” … Ponieważ Niemcy wkroczyli do Wilna w półtora roku później, tzn. dopiero w połowie 1941, zaś w 1945 mnie nie było już od roku w Wilnie, a Niemców nie było już od pół roku — więc cały ten elaborat zdradza typową niechlujność fałszywych oskarżeń (…). Nie chodzi o prawdę, czy nawet prawdopodobieństwo, lecz o oskarżenie samo. Poza tym żaden wyrok nie może zapaść przed terminem popełnionego przestępstwa. Ponieważ w tym elaboracie powiedziane jest: “do roku 1945”, wynika więc, że musiał zapaść w r. 1945, lub później. (…) Pokazałem ten papier senatorowi Zygmuntowi Jundziłłowi w Londynie, jednemu z najwybitniejszych prawników wileńskich, który poza tym, też przeżył razem tamte czasy pod okupacją. Wzruszył ramionami. Rzuciłem papier do klozetu i spuściłem wodę. Mówię to nie gwoli obrazy, a ścisłości faktów.

Ten niezbyt wytworny sposób, w jaki Józef Mackiewicz zamknął swój udział w dyskusji nad jego “kollaboracjonizmem” (tak w liście rzecznika Komisji), prowadzonej w 1970 r., wydaje mi się jednak logiczny, z uwagi na treść wysuwanych oskarżeń. Podobnie formułuje się zarzuty obecnie, przy czym inaczej trzeba oceniać postawę etyczną osób je podnoszących, ze względu na fakt, że Mackiewicz nie żyje. Swego czasu krytycznie komentowano insynuacje Jerzego Surdykowskiego [6], które w proponowanej antologii umieściłbym w towarzystwie wystąpień Zdzisława Jeziorańskiego (Jana Nowaka), Stefana Korbońskiego, anonimowych redaktorów Pod pręgierzem i kilku autorów pomniejszego kalibru. Na przeciwnym biegunie mogliby się znaleźć Marian Stępień i Władysław Bartoszewski. Pierwszy, w krótkiej notatce Patriota skreślony, kolaborant uhonorowany [7] osiąga efekt większy niż Surdykowski i autorzy Pod pręgierzem razem wzięci, nawet jeśli wesprzemy ich Cyrankiewiczem (nota bene ten ostatni posłużył się w ataku na Mackiewicza argumentacją do złudzenia przypominającą późniejsze o 20 lat wystąpienie Surdykowskiego [8]):

Ignacy Fik — patriota… walczył z niemieckim okupantem… aresztowany przez gestapo… poddany nieludzkim torturom… nie zdradził nikogo… zamordowany przez gestapo w 1942 r.
Józef Mackiewicz — podjął bliską współpracę z wydawanym przez okupanta “Gońcem Codziennym”, organem hitlerowskiej propagandy, zamieszczając artykuły odpowiadające poglądom mocodawców… władze Polski Podziemnej skazały go na karę śmieci za zdradę narodową… wyroku nie wykonano.
Władze Krakowa zmieniły nazwę ulicy Ignacego Fika na ulicę Józefa Mackiewicza.

Kropka. Żadnych opinii własnych, żadnych epitetów, liczba przymiotników zredukowana. Suche zestawienie faktów. Siła rzekomego obiektywizmu jest tak wielka, że nie zorientowany czytelnik może żywić dla Mackiewicza wyłącznie uczucie odrazy, zaś dla ojców miasta -oburzenia.

Z kolei Władysław Bartoszewski w szeroko rozpowszechnionym liście do Jerzego Gie-droycia [9] w ogóle nie wypowiadał się przeciwko Mackiewiczowi, lecz jedynie wystąpił “w obronie Jana Nowaka”. Autor listu niejako od niechcenia wspomina nazwisko Mackiewicza (“wybitnie utalentowanego pisarza”), wymieniając je jednak jednym tchem z Knutem Hamsunem i Ezrą Poundem. Nie ma miejsca na wątpliwości: również Mackiewicz był sympatykiem hitleryzmu. Podręczniki “działań aktywnych” (activ measures) określają tę metodę jako “dezinformację poprzez kontekst”.

Wypowiedzi Adama Michnika to — jak mawiają paryscy intelektualiści — un cas a part i w proponowanej antologii zasługują na odrębne miejsce. Wszelako i on formułuje następujący zarzut: Pisał w swojej gazecie, uchodzącej za gadzinową, teksty, które wówczas traktowano jako zdradę (10). Czyż aby na pewno antysowieckie teksty traktowano w 1941 r. jako zdradę? A co oznacza określenie “w swojej gazecie” (chodzi o “Gońca Codziennego”)?

Redagowanie “Gońca Codziennego” przypisał Mackiewiczowi Jan Kowalik w Bibliografii Czasopism Polskich wydanych poza granicami Kraju od września 1939 r. (Lublin, 1976, suplement, s. 167). Według Bibliografii Mackiewicz objął redakcję “Gońca” po śmierci Ancerewicza — w marcu 1943 r. A wyrok wydano na przełomie 1942/43 r. Czyli Mackiewicz w marcu 1943 r. podejmuje działalność, za którą już uprzednio podziemny sąd skazał go na karę śmierci… Nic dziwnego, że źródło, na które powołuje się Kowalik — nie istnieje, o czym pisałem w innym miejscu [11]. O ile wiem, jest to w “sprawie Mackiewicza” odosobniony, jak dotychczas, przypadek fałszu w opracowaniu naukowym.

Dyskusja na temat wileńskiej przeszłości Józefa Mackiewicza w latach 1941-44, w formie, w jakiej toczy się w polskiej prasie, jest zupełnie jałowa, gdyż wypowiedzi antagonistów należą do różnych dziedzin: historycznej i propagandowej. Malewski czy Zamorski [12] starali się ustalić fakty, zaś przedstawiciele drugiej strony (z niewielkimi wyjątkami) — wypowiadają się w poetyce agitacji; jakaż może tu być polemika? Dyskusji o karze śmierci dla Mackiewicza nie zakończyło nawet ogłoszenie przez Zamorskiego informacji, że wyroku nie ma, gdyż go odwołano [13]; dla oskarżycieli pisarz jest nadal skazany za zdradę prawomocnym wyrokiem polskiego sądu podziemnego.

Myli się Kazimierz Orłoś ubolewając, że nikt dotychczas nie wspomniał o odznaczeniu Józefa Mackiewicza w 1971 r. przez Prezydenta RP na uchodźstwie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski [14]. Pisałem i o tym wydarzeniu [15]. Czy Prezydent RP przyznałby najwyższe odznaczenie zdrajcy i hitlerowskiemu kolaborantowi? Nie sądzę, aby przypomnienie tego faktu zamknęło “spór”; ataki będą ponawiane, dopóki dzieło Mackiewicza funkcjonuje w obiegu czytelniczym.

Dziwić mogłoby ignorowanie przez “oskarżycieli” wypowiedzi Czesława Miłosza na temat Mackiewicza, choć z drugiej strony ci sami działacze polityczni tak chętnie wspierają się autorytetem polskiego laureata Nagrody Nobia. W Roku myśliwego autor wspomina także inne środki z bogatego antymackiewiczowskiego instrumentarium:

W nagonce na Mackiewicza brało udział dziwne towarzystwo, bo i patrioci i ukryci agenci sprawców mordu w Katyniu. Leżało jak najbardziej w interesie tych ostatnich, żeby świadka ogłosić faszystą i kolaborantem. Właśnie teraz zajrzałem do teczki z listami Mackiewicza do mnie z lat 1969-1970. Dotyczą starań, jakie robiłem, żeby polecać jego książki wydawcom amerykańskim i niemieckim, z małym powodzeniem, bo za każdym razem nawijał się ktoś z Polaków, dbały o to, żeby zamiar wydania książki ubić [16].

I w tej materii mógłbym co nieco dodać. Angielski przekład Zwycięstwa prowokacji (tłumaczenia dokonał Lew Sapieha) miało opublikować w Stanach Zjednoczonych Wydawnictwo Henry Regnery. I nie opublikowało. Podobny los spotkał planowaną francuską edycję książki o Watykanie. Zrezygnowano też z zamiaru sfilmowania Sprawy pułkownika Miasojedowa. Jeszcze w latach osiemdziesiątych czyniłem starania o publikację w RFN książek Mackiewicza, nie przełożonych dotychczas na niemiecki. Zabiegał o to również nieżyjący już prof. Gotthold Rhode, wybitny znawca historii Europy Wschodniej i tłumacz Nie trzeba głośno mówić oraz kilku opowiadań Mackiewicza. Na początku lat dziewięćdziesiątych miały ukazać się dwie pozycje: właśnie Nie trzeba głośno mówić oraz wybór nowel. Nie ukażą się. Jak dowiaduję się ze “źródeł dobrze poinformowanych” powodem ma być… antysemityzm autora. W Niemczech w praktykach zwanych “Rufmord”, zarzut antysemityzmu działa równie skutecznie, jak w Polsce posądzenie o kolaborację z hitleryzmem. Już po śmierci Mackiewicza Jan Nowak próbował — jeśli można tak powiedzieć — otworzyć nową perspektywę, insynuując współpracę pisarza z NKWD [17].

W 1986 r. napisałem na zamówienie krakowskiego pisma “Arka” trzydziestoparostronicową biografię Józefa Mackiewicza, opierając się na dostępnych wówczas źródłach i wypowiedziach, informacjach samego pisarza i jego żony — Barbary Toporskiej. Tekst poruszał m.in. szereg problemów, które miały pojawić się w prowadzonych ostatnio sporach. Podano mi nawet numer pisma, w którym opracowanie miało się ukazać. Lecz w 1988 r. dowiedziałem się, że “tekst nie pójdzie”. Sadzę, że “zaistniała” wówczas jakaś reglamentacja w sprawie kto, co, gdzie i kiedy o Mackiewiczu pisać może. Zaiste, osobliwe są jego pośmiertne losy…

Przykłady uniemożliwiania publikacji książek czy artykułów autora Zwycięstwa prowokacji (1. wydanie — nakładem własnym), przybliżają interesujące mnie zagadnienie: w jakim . celu? Czy powodem nagonki na Józefa Mackiewicza są jego czyny w Wilnie? W 4. numerze pisma “Contra” ogłoszono pod wymownym tytułem Niezwykła korespondencja wymianę poufnych listów między Stefanem Korbońskim a Janem Nowakiem. Korespondencja ujawnia drobiazgowo przygotowywany montaż, którego efektem miała być kolejna kampania ataków na Mackiewicza. Zainteresowanych metodyką i moralnymi aspektami akcji odsyłam do źródła, opatrzonego komentarzem Jacka Kwiecińskiego.[18]; trudno tu cokolwiek dodać. W korespondencji pp. Korbońskiego i Nowaka można ponadto znaleźć treści pomocne w szukaniu odpowiedzi na pytanie o przyczynę. Otóż nie z powodu “kollaboracjonizmu”, lecz z powodu publicystyki i powieści Nie trzeba głośno mówić. Także inne teksty źródłowe, które przytoczyłem w szkicu w książeczce Nad twórczością Józefa Mackiewicza nie pozostawiają żadnych wątpliwości: chodziło o pozbawienie pisarza dostępu do polskiej prasy emigracyjnej. Jan Nowak napisał:

Nie żałuję zupełnie ruchu, jaki starałem się wywołać wokół sprawy Mackiewicza. Wprawdzie list, jak Pan słusznie pisze, wyprany jest z wszelkiej treści, ale myślę, że polityczne wypowiedzi J. Mackiewicza nieprędko będą drukowane w emigracyjnej prasie. A tylko o to powinno nam chodzić [19].

Podobnie wywiad ze Stefanem Korbońskim, opublikowany 11 kwietnia 1970 r. przez nowojorski “Nowy Świat” zaczyna się od stów: Ostatnia książka Józefa Mackiewicza “Nie trzeba głośno mówić” i potępiająca ją rezolucja Zjazdu AK w Londynie z 14 września 1969 przypomniały sprawę zachowania się Mackiewicza w czasie wojny w Wilnie, pod okupacją niemiecką. Genezę wywiadu ujawnia pomieszczona w “Contrze” korespondencja Nowak–Korboński. W rzeczywistości walczono zatem nie z Mackiewiczem-kolaborantem, lecz z tekstem, z wypowiedzią literacką i publicystyczną. Odpowiedzi na pytanie o przyczynę sprawczą i celową “sprawy Mackiewicza” trzeba przeto szukać w samym dziele i jego recepcji. Przecież insynuacja Nowaka, jakoby pisarz współpracował z NKWD, oparta jest wyłącznie na tekście Mojej rozmowie z NKWD, wkomponowanej do Drogi donikąd; z literackiego przekazu polityk chce uczynić poszlakę sugerującą kolaborację Mackiewicza z sowieckimi “organami”. O, po cóż to, dlaczegóż to…? — jak pytał Gombrowicz.

W wydanej w 1988 r. Polsce z oddali Jan Nowak pisał:

Nikt nie czepiałby się jego (Mackiewicza) przeszłości, gdyby przyznał się do winy, albo ograniczył się do swojej twórczości literackiej. Niestety, pisarz wpadł w kompleks oskarżania o kolaborację wszystkich innych z wyjątkiem samego siebie. Oczywiście o kolaborację z Rosją Sowiecką i komunizmem.

Dziwi anachronizm przestrogi skierowanej pod adresem Mackiewicza; w 1988 r. nie żył on od trzech lat. Zarazem jednak Nowak — do chwili obecnej jeden z inspiratorów nagonki na pisarza — zdradza rzeczywiste powody “czepiania się”. Autor Polski z oddali popełnia jednak błąd, spotykany także w krytyce literackiej, hołdując przekonaniu, że Józef Mackiewicz mógłby tworzyć jako powieściopisarz, rezygnując ze swoich poglądów. W rzeczywistości poglądy pisarza — to nie tylko treść jego publicystyki, przekonania, “idea” w sensie Bachtinowskim — to czynnik sprawczy i immanentny element twórczości prozatorskiej autora Drogi donikąd: Bez poglądów — nie byłoby powieści.

Dzieło Józefa Mackiewicza podporządkowane jest koncepcji prawdy wewnętrznej [20]. W publicystyce autor wypowiada swoje przekonania w poetyce jednogłosowej, “monofonicznej” (“homofonicznej” w terminologii Bachtina), jako prawdę ostateczną, którą czytelnik może zaakceptować lub odrzucić. W polifonicznej “powieści o idei” [21] prawda artystyczna rozpisana jest na wielogłosowy dialog: punkty widzenia, “prawdy”, stanowiska poszczególnych postaci literackich ścierają się w wielowymiarowym świecie powieści, są tylko równorzędnymi partnerami w wielkim dialogu idei [22]. Poprzez lekturę również czytelnik nawiązuje relację dialogową z tekstem, mogąc w ten sposób odczytać treść ideową dzieła. Nie ma przy tym interpretacji przepisanych, prawda w powieści nie jest ostatecznie zdefiniowana, bowiem słowo autora, jego pozycja dialogowa, nie jest nadrzędna w stosunku do wypowiedzi bohaterów (są oni zawsze “ludźmi mówiącymi”), lecz jedynie równouprawniona. Tak jest w wielogłosowych powieściach Mackiewicza, Dostojewskiego, a z autorów zachodnioeuropejskich — chociażby Tomasza Manna. Poetyka wypowiedzi literackiej, wybór gatunku, konwencji, stylu narracji — podporządkowane są idei, prawdzie wewnętrznej autora.

Na funkcję polifonii w prozie artystycznej zwrócił uwagę Amos Oz w przemówieniu, wygłoszonym we Frankfurcie nad Menem w czasie uroczystości wręczenia Nagrody Pokojowej Związku Księgarzy Niemieckich:

Pisząc opowiadanie lub powieść wchodzi się w położenie innych ludzi, a nawet staje się tymi osobami. Wyobraża się sobie, że jest się tą kobietą, czy tamtym mężczyzną. Z jednakowym wyczuciem, pasją, a niekiedy współczuciem, dopuszcza się do głosu szereg sprzecznych punktów widzenia. W ten sposób wyostrza się uczuciowa i intelektualna zdolność sprawdzenia słuszności różnych, wzajemnie wykluczających się poglądów na tę samą sprawę [23].

W przeciwieństwie do wielogłosowości w utworach prozatorskich, gdzie polifonia tworzy dialog idei, typową dla poetyki tekstów publicystycznych jest forma retoryczno-homofoniczna. Pytając o moralne aspekty postawy pisarza, wypowiadającego się w sprawach politycznych, Amos Oz przedstawia mechanizm procesu twórczego, który prowadzi do wyboru formy:

Czy pisarz postępuje niemoralnie, gdy czyni ze swego pióra polityczny oręż, czy też właśnie wówczas, gdy nie zmienia swego pióra na polemiczny sztylet?
Nie mogę Państwu zaproponować jedynie słusznej odpowiedzi, lecz tylko mój sprzeczny kompromis. Gdy stwierdzam stuprocentową zgodność z samym sobą, nie piszę opowiadania, lecz ostry artykuł, w którym wyłuszczam memu rządowi, co ma czynić a czasem, że ma iść precz. Gdy natomiast wyczuwam w sobie więcej niż jeden argument, więcej niż jeden głos, zdarza się, że te różne głosy stają się postaciami i wtedy wiem, że rodzi się we mnie opowiadanie. Piszę je właśnie wówczas, gdy mogę się utożsamić z różnymi stojącymi w sprzeczności żądaniami, z wielością moralnych punktów widzenia, ze sprzecznymi uczuciami [24].

Na tych samych zasadach opierała się twórczość Józefa Mackiewicza, a także pisarza mu najbliższego – Fiodora Dostojewskiego, który wprowadził do literatury światowej formę powieści polifonicznej. Obaj autorzy to nie tylko prozaicy, lecz również publicyści. W artykułach czy książkach politycznych Mackiewicz wypowiada te same idee, co w powieściach, jednakże w formie systemowo-homofonicznej, czyli jako zaaprobowane przez siebie. Bachtin określa tak wypowiadane poglądy jako “idee-prototypy”, które w polifonicznym świecie przeobrażają się w artystyczne obrazy idei.

Nie przypadkiem Mackiewicz powoływał się na Dostojewskiego, określając zadanie pisarza: przedstawić przeżytą i doświadczoną prawdę, przekazać ją w formie literackiej czytelnikowi [25]. Prawda w powieści — pisze Bachtin — to scalenie życia osobistego ze światopoglądem, dogłębnie intymnego doznania — z ideą [26].

Materią literacką wszystkich powieści Józefa Mackiewicza są jego osobiste doznania, prawda przeżyta, która jest przyczyną sprawczą idei (“poglądów”). Łatwo to zrozumieć w przypadku Drogi donikąd, Nie trzeba głośno mówić, czy Lewej wolnej, gdzie wątki powieściowe są bezpośrednio związane z autobiografią pisarza. Element ten istnieje również w Kontrze. Zbrodnią w dolinie rzeki Drawy Mackiewicz zajmował się również w publicystyce, gdzie przedstawił swoje poglądy na wydanie Kozaków bolszewikom, poglądy przetworzone następnie w artystyczny świat idei w Kontrze. W jednym z artykułów autor ujawnia osobiste przeżycie, które zdecydowało o wyborze tematu:

Cała sprawa nie interesuje mnie ze względów politycznych. Zacząłem ją badać przez ciekawość rzeczy najgłębiej ludzkich, objętych niewłaściwym mianem “nieludzkich”. Swojego czasu pisałem o Ponarach nad Wilnem, gdzie mordowano Żydów. Pisałem o Katyniu, gdzie mordowano oficerów polskich. Może zaważyła tu nieco ta okoliczność, że i w Ponarach, i w Katyniu byłem osobiście. Otóż byłem też w dolinie rzeki Drawy. Wprawdzie na kilka miesięcy przed opisywanymi wypadkami, ale znam ten teren, a teren wielkiej chwały, czy wielkiej zbrodni ma w sobie zawsze coś przyciągającego. (…) I jeszcze jedno: widziałem tych ludzi latem 1944, gdy przeprawiali się przez Pilicę. (…) barankowe czapki z czerwonym denkiem; czarne od wiatru i kurzu, milczące, ponure twarze; chude krowy uczepione do wozów. (…) To nieprawda, żeby ich kto gnał. Sami ciągnęli na Zachód. (…) Na tle europejskich kamienic robili istotnie wrażenie egzotyczne: “Azja” uciekająca przed bolszewikami [27].

Ponadto zbierając materiały faktograficzne do powieści Mackiewicz odszukał nielicznych Kozaków, którzy zbrodnię przeżyli [28].

Pewnym wyjątkiem w twórczości prozatorskiej pisarza jest Karierowicz, choć i w tej powieści odnajdujemy motywy z życia autora; pierwowzorem Flora była autentyczna postać, z którą Mackiewicz zetknął się w szpitalu na Kresach. W Karierowiczu postawiony został problem fałszywej tożsamości: Leszek jest w rzeczywistości człowiekiem słabym, pozbawionym woli i charakteru. Jedynie splot przypadkowych okoliczności tworzy nieprawdziwy obraz: Leszek uznany zostaje za bohatera i nie potrafi zdobyć się na demistyfikację fałszu. Karierowicz nie jest jednak polifoniczną powieścią o idei, elementy polifonii istnieją w tym utworze jedynie w postaci szczątkowej.

W szkicu Dwie powieści Józefa Mackiewicza starałem się omówić różnice między Karierowiczem a Sprawą pułkownika Miasojedowa, bowiem porównawcza analiza obu utworów pozwala zrozumieć poetykę powieści polifonicznej, jaką jest właśnie to drugie dzieło. Zainteresowanych odsyłam zatem do pracy Nad twórczością Józefa Mackiewicza, zalecając wszelako skorygowanie poprzekręcanych cytatów w oparciu o oryginalny tekst powieści. Porównanie obu utworów wydaje mi się tym bardziej celowe, że los Miasojedowa (rzekomego zdrajcy) — to egzystencjalny problem Leszka (rzekomego bohatera) a rebours; losy obu postaci zdeterminowane są przez ich fałszywy obraz w opinii ogółu.

Sprawa pułkownika Miasojedowa – najbogatsze ideowo dzieło Mackiewicza – jest jedną z niewielu jego książek “neutralnych”; powieść nie wywołała ani uchwał organizacji kombatanckich, ani kroków ze strony dyrektora Radia “Wolna Europa”. Odmienna recepcja poszczególnych powieści wynikała z czynników dla analizy ich treści ideowej drugorzędnych — fabuły czy tła historycznego; najgwałtowniejszą burzę wywołało Nie trzeba głośno mówić. Natomiast w Sprawie…, klasyfikowanej jako powieść historyczna, widziano jedynie relację o losach straconego za rzekome szpiegostwo rosyjskiego oficera i jego żony. Recepcja tego utworu, jako powieści pozbawionej “kontrowersyjnych poglądów”, pozwala — na zasadzie kontrastu — zrozumieć często spotykany schemat interpretacji dzieł Mackiewicza. Opiera się on na –fatalnym z punktu widzenia badacza literatury –wyodrębnianiu idei, “poglądów” autora z kontekstu dzieła literackiego i krytykowaniu tych homofonicznych idei-prototypów bez uwzględnienia ich funkcji w poetyce powieści polifonicznej. Przyjęcie takiej postawy prowadzi do niezrozumienia samej istoty twórczości Mackiewicza. Bachtin podkreśla wagę tego problemu: (…) absolutnie niedopuszczalne jest uprawianie krytyki tych homofonicznych idei-prototypów w zastępstwie rzetelnej analizy polifonii myślowej Dostojewskiego-artysty. Rzeczą ważną jest wyjawienie funkcji idei w świecie polifonicznym Dostojewskiego, nie zaś jedynie wykrycie ich substancji homofonicznej [29].

W Sprawie pułkownika Miasojedowa dogłębnie przeżyta prawda autora i jej scalenie z ideą zajmuje miejsce szczególne: problem sfabrykowanych oskarżeń i wydanego w oparciu o nie wyroku jest osobistym doznaniem samego Mackiewicza. Powieść ułatwia zatem zrozumienie ponownie odświeżonej “sprawy Józefa Mackiewicza”. Nadmieniłem we wspomnianym szkicu, że szereg wypowiedzi, opublikowanych już po śmierci pisarza, dowodzi uderzającego podobieństwa między sprawą Sergiusza Miasojedowa i jego żony, a pośmiertnym losem samego Mackiewicza [30]. Nie spodziewałem się jednak, pracując nad tekstem trzy lata temu, że zawarta w powieści prefiguracja pośmiertnych losów autora okaże się tak dokładna. Dzieje Miasojedowa, jego żony Klary i jej drugiego męża — Szatkowskiego, mogą wyjaśnić przyczynę obecnej fali pomówień, zarzutów, powoływań się na zdradę i wyrok. Już po egzekucji Miasojedowa porucznik Kołakowski oświadcza na piśmie, że jego zarzuty wobec pułkownika, bez których nie zapadłby wyrok, były zmyślone. W powieści, tak jak w “sprawie Mackiewicza”, nie było zdrady, był natomiast wyrok śmierci. W oczach opinii publicznej Miasojedow pozostaje jednak zdrajcą. Podobnie w wypadku Mackiewicza: świadectwa i zeznania, dowodzące bezpodstawności wyroku, ani fakt, że został on odwołany, nie zmieniają niczego — pisarz to zdrajca, skazany prawomocnym wyrokiem. Zarzuty powracają, gdy Mackiewicz — podobnie jak bohaterowie Sprawy… — “występuje z szeregu”, gdy naraża się na konflikt z czynnikami politycznymi, kształtującymi opinię publiczną. Fama creseit eundo…. W wypadku Klary Miasojedow wydany na nią wyrok śmierci zostaje zmieniony, jednakże pogłoska o wyroku ciąży nad jej dalszym losem.

Bo w szerokich sferach opinii publicznej niedługotrwała jest pamięć szczegółów rzeczowych, zwłaszcza, gdy przyćmią je wypadki (…) doniosłej wagi. (…) Łatwo natomiast odżywają w pamięci dowody działające na wyobraźnię ludzką [31].

Dla przykładu: posądzenie o kolaborację z hitleryzmem.

Oskarżenia wobec Klary odżywają w Wilnie po klęsce wrześniowej, tam też powraca sprawa Miasojedowa, by przeobrazić się w sprawę Szatkowskiego. Również w Wilnie wydano wyrok na Józefa Mackiewicza. Czy skazani byli winni? To nie ma większego znaczenia:

(Klara) opowiadała czasem, że (Miasojedow) był niewinny, tak samo jak ona. Nie można powiedzieć, żeby jej wierzono, ale nie można powiedzieć, żeby jej nie wierzono. To nikogo nie obchodziło. Nie czyn ludzki jest ważny, ale los ludzki jest ważny [32].

Los Józefa Mackiewicza to próba przypisania mu roli zdrajcy, próba wydania nań wyroku w oczach opinii publicznej. Analogia losów pisarza i bohatera Sprawy pułkownika Miasojedowa decyduje o artystycznej prawdzie tej powieści, scala dogłębnie intymne doznanie — z ideą (Bachtin).

Treść ideowa Sprawy…, podobnie jak pozostałych powieści Mackiewicza, ogniskuje się wokół kwestii fałszywej tożsamości, nadawanej bohaterom przez opinię publiczną. W koncepcji Bachtina podstawowy problem artystyczny powieści polifonicznej to konfrontacja dwóch aspektów ludzkiej egzystencji: człowieka jaki jest sam w sobie i jego obrazu w oczach innych [33]. Lecz tylko ten drugi aspekt — sąd opinii publicznej — podatny jest na manipulację, poprzez owe działające na wyobraźnię “dowody”. Artyzm wielkiego powieściopisarstwa — to odsłonięcie przed czytelnikiem obu tych aspektów; może on dokonać wyboru między “prawdą” opinii publicznej a “prawdą prawdziwą”, może rozstrzygnąć, czy Miasojedow był szpiegiem skazanym za zdradę, czy też ofiarą politycznego “montażu”.

Pierwotną przyczyną intryg wobec Miasojedowa, które doprowadziły do sfabrykowania przeciwko niemu zarzutów, był konflikt pułkownika z ochraną. Konflikt Mackiewicza z establishmentem polskiej emigracji, który ustalał kanony poglądów politycznych, powodował ponawiane na pisarza ataki. W postkomunistycznej Polsce konflikt ów rozszerzył się na spore kręgi eksdysydentów, wyniesionych teraz na najwyższe szczeble władzy; kolejne pojawienie się “sprawy Mackiewicza” było niejako zaprogramowane. Lecz pisarz przecież nie żyje, trwa tylko jego dzieło.

Prawdziwa sztuka — pisze Ryszard Handke — zazwyczaj nie chce przecież ograniczać się do zaspokajania oczekiwań, lecz zmieniać je zaskakując nowymi propozycjami W pewnym sensie więc zawsze celem jej będzie zmiana tego, co zastaje, aspiracje te obejmują zaś cały horyzont świadomości odbiorcy [34].

Mackiewicz świadom jest adresata, do którego kieruje swe dzieło. Cała jego twórczość zorientowana jest polemicznie, czy szerzej — dialogowo. Proza artystyczna i publicystyczna pisarza jest dialogiem z zastanym sposobem myślenia, z podretuszowaną wersją historii najnowszej, ze spłyconymi schematami politycznych ocen. Tworzy on pewien “horyzont oczekiwań postulowanych” [35], który byłby w stanie rozszerzyć wiedzę życiową czytelnika a w konsekwencji prowadzić do zmiany jego postawy.

Jednak twórczość ta nie wyczerpuje się w tematyce politycznej i historycznej, choć ta — z uwagi na emocjonalny stopień reakcji — przesłania wątki filozoficzne i estetyczne, czy też dla Mackiewicza istotną aksjologiczną koncepcję literatury, przedstawianą w omówieniach książek innych autorów, a obecną również w polifonicznych dialogach powieściowych. Idee (,,poglądy”) zawarte w powieściach czy opowiadaniach odnajdujemy również w publikacjach prasowych, artykułach wspomnieniowych i autobiograficznych, wywiadach i — niestety mało znanych — listach Mackiewicza. Homofoniczna forma tych wypowiedzi ułatwia odczytanie idei-prototypów, przetwarzanych w utworach prozatorskich w ich artystyczny obraz. Nie zamierzony i szkodliwy wkład Jana Nowaka do polskiej krytyki literackiej polega na wywoływaniu dyskusji o poglądach Mackiewicza, w zastępstwie analizy funkcji idei w polifonicznym świecie powieści. Mówiąc inaczej: na pominięciu artystycznego obrazu idei i zredukowaniu problemu do homofonicznej substancji ideowej.

Gwałtowność polemik wokół “poglądów” wpłynęła również ujemnie na badanie recepcji dzieła Mackiewicza. Tymczasem socjolog literatury może obecnie mówić o kolejnych publicznościach literackich. Nie chodzi tu o zmiany pokoleniowe, lecz o rosnący krąg czytelników książek pisarza i nowy ich odbiór, z uwagi na wydarzenia polityczne ostatnich lat. Twórczość Mackiewicza wpływa na postawy i sposób myślenia, mówiąc językiem Bachtina — czytelnik przyjmuje słowo autora. I to właśnie stanowi publiczne zagrożenie, z którym w Polsce muszą walczyć sternicy politycznej tratwy Meduzy. Ataki na Mackiewicza rodzą się wszak głównie z inspiracji osób zaangażowanych w działalność polityczną. Nie tylko wojna jest kontynuacją polityki przy użyciu innych środków. Jan Nowak w okresie kierowania Rozgłośnią Radia “Wolna Europa” dysponował najpotężniejszym instrumentem kształtowania niekomunistycznych opinii. Słusznie dostrzegał zagrożenie w pisarstwie Mackiewicza, bowiem stwarzało ono alternatywę wobec propagowanych przez “Wolną Europę” przekonań; “zapis” na Mackiewicza w audycjach radiowych w rzeczy samej nie dziwi. Embargo reaktywował jeden z kolejnych dyrektorów RWE — Zdzisław Najder, uchodzący — dzięki wydanemu zaocznie wyrokowi śmierci i nieustannym atakom propagandy PRL — za największego wroga władz komunistycznych. Aliści “największy wróg” już w 1983 r. widział w generale Jaruzelskim, ostentacyjnie i najwidoczniej szczerze przywiązanym do polskiej tradycji, do narodowych symboli i zwyczajów – postać kontrowersyjną, niezrozumiałą, albo może i nie zrozumianą przez niewdzięcznych rodaków [36]. Natomiast poglądy Mackiewicza dyrektor RWE traktował w kategoriach “antykomunistycznej psychopatii”. Cenzura obejmowała także omówienia twórczości pisarza [37].

W istocie, był on przez dziesięciolecia pisarzem w Polsce praktycznie nieznanym. Dziś jest inaczej: książki Mackiewicza zyskują liczną publiczność literacką. Dają one czytelnikowi wybór: może pozostać przy dotychczasowych przekonaniach lub je zrewidować. Na dodatek może zmienić swe opinie o osobach, których polityczne znaczenie opiera się na utrwalonych przez lata sądach, właśnie w dziele Mackiewicza kwestionowanych. Działacze ci bronią zatem swych pozycji w opinii publicznej, bowiem są one niezbędne do utrzymania się na wysokich eszelonach hierarchii politycznej w postkomunistycznej Polsce. To nie zwolennicy Mackiewicza gloryfikują go jako wzór postępowania, to inspiratorzy ataków na pisarza obawiają się skruszenia piedestałów politycznych, na których stoją.

Ale także to zagadnienie może i — jak sądzę — powinien analizować badacz literatury. Zastane kryteria polityczne — to znaczenia; tekst Mackiewicza przeciwstawia im odmienne pozycje, a każde zetknięcie dwóch znaczeń stwarza stosunek dialogowy. Według Bachtina także postępowanie ludzkie jest tekstem potencjalnym, o określonej pozycji dialogowej.[38].

Mackiewicz nie rościł pretensji do ferowania prawdy absolutnej. Wystarczy przypomnieć deklarację ze wstępnego rozdziału Zwycięstwa prowokacji:

Całkowitej prawdy nie zna żaden człowiek na tym świecie. To, co my, ludzie, nazywamy “prawdą “, jest zaledwie jej szukaniem. Szukanie prawdy jest tylko możliwe w ścieraniu się myśli, zaś ścieranie się myśli jest tylko możliwe w wolnej dyskusji.

W wypowiedziach stróżów politycznego dogmatu brakuje szacunku dla czytelnika i jego wolności wyboru: odmawia mu się prawa odkrycia w twórczości Mackiewicza własnej prawdy. I gdyby dyskusja na jego temat dotyczyła tego, co najciekawsze, a mianowicie dzieła, to warto się zastanowić także nad stylem publicystyki Mackiewicza. Dlaczego jego książki polityczne czyta z zainteresowaniem nawet publiczność odległa mu światopoglądowo? Zachęcam polonistów, a nie polityków do zajęcia się tym tematem.

“Sprawa Mackiewicza” pełni ponadto we współczesnej Polsce funkcję zastępczą i to w dwojakim sensie: stała się ona dla wielu uczestników polemik surogatem polityki, tej bowiem — w rozumieniu Carla Schmitta — w III Rzeczypospolitej nie ma (w przeciwieństwie do okresu 1980-81). Podobnie brakuje dyskusji nad historią najnowszą a zwłaszcza tymi jej aspektami, którymi zajmował się Mackiewicz: polityką Rządu Londyńskiego i władz AK wobec Sowietów, rolą Radia “Wolna Europa” czy wreszcie watykańską Ostpolitik i stosunkami Kościół – państwo w Polsce komunistycznej. Krytyczną refleksję nad uproszczonym obrazem dziejów najnowszych nadal zastępuje “historiografia z tezą”, wywodząca się głównie z publicystyki autorów niekomunistycznych, która w przeszłości pełniła — potrzebną skądinąd — funkcję propagandowo-wychowawczą. Fama “hitlerowskiego kolaboranta, skazanego na karę śmierci”, skutecznie ułatwia dyskwalifikację historycznych opinii Mackiewicza. I w tym wypadku obrońcy pisarza stoją na straconej pozycji dopóki nie zostaną zbadane archiwa, a źródłowe publikacje nie zastąpią wychowawczo-utylitarnych szablonów. Bowiem medialny hałas, odwołujący się do emocji, ma zawsze większą siłę oddziaływania niż rzeczowe argumenty.

Proces Józefa Mackiewicza odbywa się dopiero teraz — w polskiej prasie. Oskarżony dopuścił się zbrodni pisarstwa. Jednak w przeciwieństwie do Iranu wyrok za bluźniercze książki nie może u nas zapaść bez sądu. Prokuratorzy domagają się najwyższego wymiaru kary: assassination of character to przecież śmierć cywilna. Broni Józefa Mackiewicza “prawdomówność słowa”, która stanowi spoiwo jego każdej wypowiedzi pisarskiej. I sądzę, że nie potrzebuje on innych adwokatów.

Na koniec jeszcze jedno zeznanie, do uwzględnienia w procesie. “Sprawę Józefa Mackiewicza” przewidziano już w roku … 1938, a uczynił to jeden z ulubionych pisarzy Adama Michnika — Ksawery Pruszyński, omawiając Bunt rojstów. Autorowi Dziejów honoru w Polsce i innym teoretykom moralności wypada zadedykować następujący fragment:

Tragiczna, lecz państwowotwórcza, bo walcząca z zakłamaniem, łatwizną, kwietyzmem, jest książka Józefa Mackiewicza (…). Będzie zwalczana, będzie przemilczana, zmobilizuje się przeciw niej ludzi o znanych nazwiskach, spędzi wielkich pisarzy i pogna małych podjezdnych szczwaczy, a gdy braknie argumentu, uruchomi się szmonces. Jak jeszcze przeciwko żadnej książce w niepodległej Polsce. Bo żadna nie miała bezczelności powiedzieć aż tak dużo prawdy. A tego nie zwykliśmy wybaczać [39].

Odpowiedź na pytanie Czesława Miłosza — Co takiego zrobił Józef Mackiewicz? — brzmi: pisał. Nie ma “sprawy” Józefa Mackiewicza. Jest dzieło Józefa Mackiewicza.
II 1992 – III 1993

PRZYPISY:

[1] Przebieg i tej dyskusji, prowadzonej na łamach “Więzi”, z udziałem m. in. Grzegorza Mazura i Kazimierza Zamorskiego, był — podobnie jak wiele innych dotyczących Mackiewicza — osobliwy. Z wypowiedzi Zamorskiego, zamieszczonej w 1. nr. “Więzi” z 1992 r. redakcja usunęła ustęp dowodzący, że autorem Zbrodni katyńskiej w świetle dokumentów był Mackiewicz. W tym samym numerze opublikowano natomiast artykuł Mazura, polemizujący właśnie z pominiętym fragmentem z tekstu adwersarza (inf. K. Zamorskiego).
[2] Wstawać rano, pisać, a potem na jagody, “Gazeta Wyborcza”, 8.06.1991.
[3] Oskarżony, “Tygodnik Solidarność”, 17.01.1992,
[4] Por. J. Malewski, Nie trzeba głośno mówić, “Nowy Świat”, 1-2.02.1992.
[5] Koncepcję powieści polifonicznej przedstawił M. Bachtin w pracy Problemy poetyki Dostojewskiego (tłum. N. Modzelewska), PIW, Warszawa 1970.
W dalszej części tekstu wprowadzam także inne pojęcia z teorii Bachtina (“powieść o idei”, “dialog”, “słowo”, “pozycja znaczeniowa”, “system homofoniczny”), powstrzymując się jednak od ich bliższego zdefiniowania, z uwagi na brak miejsca.
Wykaz prac, z których korzystałem, znajdzie czytelnik w przypisach do mego szkicu w książce: Nad twórczością Józefa Mackiewicza, Baza, Warszawa 1990, s. 30-79. Zainteresowanych myślą rosyjskiego uczonego odsyłam ponadto do antologii: E. Czaplejewicz i E. Kasperski (red.), Bachtin, PWN, Warszawa 1983 (tamże obszerna bibliografia).
[6] Por. Według Mackiewicza…, “Krytyka” (1987), nr 23-24.
[7] “Polityka”, 31.08.1991.
[8] Por. przemówienie tow. Józefa Cyrankiewicza (na uroczystej sesji naukowej na Wawelu), “Trybuna Ludu”, 24.11.1966.
[9] “Zeszyty Historyczne” (1989) z. 90, s. 235-236. Autor opublikował swój list także w “Tygodniku Powszechnym” oraz w wydawanym w Chicago “Dzienniku Związkowym”.
[10] “Gazeta Wyborcza”, 8.06.1991.
[11] Por. Nad twórczością Józefa Mackiewicza, wyd. cyt. s. 71-72, przyp. 49.
[12] Por. K. Zamorski, Przylepiło się do Józefa Mackiewicza…, “Puls” nr 34, lato 1987, s. 56-68.
[13] Ibid.
[14] Por. “Więź” (1992) nr 1, s. 104.
[15] Por. Nad twórczością Józefa Mackiewicza, wyd. cyt., s. 71, przyp. 49.
[16] Cz. Miłosz, Rok myśliwego, Paryż 1990, s. 181.
[17] Por. Polska z oddali, Londyn 1988, s. 184.
[18] “Contra” (1990) nr 4, s. 167-176.
[19] List do A. Bergmana, 30.12.1961.
[20] Por. też mój szkic Józef Mackiewicz — pisarz prawdy, “Kontakt” (1985), nr 4, s. 47-48.
[21] Bachtin przejął ten termin z pracy M. Engelhardta, Idieołogiczeskij roman Dostojewskogo, zamieszczonej w: A. S. Dolina (red.): F. M. Dostojewskij. Statji i matieriały, t. II, Moskwa-Leningrad, 1924.
[22] Problemy poetyki Dostojewskiego, wyd. cyt, s. 140-141.
[23] Cytuję wg tekstu niemieckiego za: “Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 5.10.1992.
[24] Ibid.
[25] Gespräche zwischen gestern und morgen, Bielefeld 1970, s. 75.
[26] Problemy poetyki Dostojewskiego, wyd. cyt., s. 120.
[27] Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy, “Wiadomości” (1955), nr 43. Przedruk w Fakty, przyroda i ludzie, Londyn 1984, s. 268-289.
[28] Por. Po latach na miejscu zbrodni nad Drawą, “Wiadomości” (1956) nr 18. Przedruk w Fakty, przyroda i ludzie, wyd. cyt., s. 283-289.
[29] Problemy poetyki Dostojewskiego, wyd. cyt., s. 141.
[30] Nad twórczością Józefa Mackiewicza, wyd. cyt. s. 70.
[31] Sprawa pułkownika Miasojedowa, wyd 2, Londyn 1983, s.523.
[32] Ibid., s. 540.
[33] Por. M. Bachtin, Epos a powieść (tłum. J. Baluch), “Pamiętnik Literacki”, LXI (1970), z. 3, s. 227n.
[34] Oddziaływanie literatury w perspektywie odbiorcy, “Teksty” (1974), nr 6, s. 101.
[35] Pojęcie “horyzontu oczekiwań” analizował H. R. Jauss w rozprawie Historia literatury jako wyzwanie rzucone nauce o literaturze (tłum. R. Handke), “Pamiętnik Literacki” LXIII (1972), z. 4. Por. tegoż autora: Literaturgeschichte als Provokation, Frankfurt a. M. 1970.
[36] Radio “Wolna Europa”: Fakty, wydarzenia, opinie, 12.10.1983.
[37] Z. Najder wstrzymał nadanie w programie kulturalnym RWE recenzji A. Szulczyńskiego z tomu Droga Pani… (inf. A Szulczyńskiego).
[38]. Por. Probliema tieksta. Opyt fiłosofskogo analiza, “Woprosy Literatury” (1976), nr 10.
[39] K. Pruszyński (recenzja z Buntu rojstów), “Wiadomości Literackie” (1938), nr 9.

Zobacz stronę archiwalną: www.archiwum.jozefmackiewicz.com

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2022. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net