Skip to content Skip to footer

Niesiołowski Stefan – Skrajny, uparty, niezłomny

Tytuł: Skrajny, uparty, niezłomny

Autor: Niesiołowski Stefan

Wydawca: „Gazeta Wyborcza” nr 295 z 18.12.2001

Rok: 2001

Opis:

Skrajny, uparty, niezłomny

Józef Mackiewicz jest dla mnie jednym z najwybitniejszych pisarzy polskich XX wieku, a jego wrażliwość i wyczulenie na losy człowieka w obliczu totalitarnego zniewolenia, kłamstwa, zbrodni i podłości czy odwaga i bezkompromisowość w głoszeniu własnych poglądów wyróżniają go spośród innych.

Jednocześnie jest on w jakimś sensie także politykiem – np. kiedy przedstawia się na międzynarodowej konferencji jako „pisarz, narodowość – antykomunista, przekonania – kontrrewolucjonista, kraj pochodzenia – Europa Wschodnia”; kiedy zabiera głos we wszystkich ważnych kwestiach politycznych; kiedy dokonuje oceny politycznych działań innych, w tym polskich polityków, lub kiedy podczas II wojny światowej głosi koncepcję utworzenia na obszarze dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego niezależnego państwa z poszanowaniem języków, tradycji i kultury wszystkich zamieszkujących ten obszar narodów. To ostatnie, słusznie zresztą, znaczna część oburzonej polskiej opinii publicznej uznała za zgodę na utratę części naszego państwowego terytorium i to w chwili okupacji państwa i zagrożenia samej egzystencji narodu – a więc za zdradę główną.

Gwałtowna i z reguły przesadna, niesprawiedliwa krytyka całej polityki obozu londyńskiego i związanego z nim podziemia w kraju razi dzisiaj anachronizmem – podobnie jak w przypadku Stanisława Cata-Mackiewicza (po jego powrocie do kraju jego brat Józef zerwał z nim wszelkie stosunki), który był jednym z najbardziej chyba zajadłych krytyków polityki Józefa Becka, ale nie potrafił przedstawić żadnej alternatywnej propozycji, aż w końcu doszedł do absurdalnego pomysłu, by ustąpić przed żądaniami Hitlera.

Nadużywane imię

Jednak, jak napisał w „Gazecie Świątecznej” Artur Domosławski, „Józef Mackiewicz dokonał po śmierci czegoś, co nie udało się nikomu. Okładając Armię Krajową, »Solidamość«, krytykując prymasa Wyszyńskiego i Jana Pawła II, zasłużył u niektórych środowisk polskiej prawicy nie tylko na tolerancję, ale także na najwyższy podziw i cześć” (Narodowość – antykomunista, „Gazeta” z 1-2 grudnia 2001).

Z pewnością takie środowiska polskiej prawicy istnieją. Nie chcę wdawać się w dyskusję, czy w ogóle na miano pism prawicowych zasługuje „Nasza Polska”, „Głos” czy „Myśl Polska”, które prezentują niegodny prawicy, kompromitująco niski poziom, występują wspólnie z komunistami, używając bardzo podobnych argumentów co „Trybuna” – o wszechogarniającej nędzy, zaplanowanej eutanazji, wyprzedaży majątku, zdradzie i spisku – i atakują ugrupowania i ludzi zasłużonych dla odbudowy demokracji w Polsce, albo z sekciarskim uporem zarzucają wszystkim innym „socjalizm”. Czy można nazwać prawicą dzisiejszych kolaborantów Leppera w rodzaju Zygmunta Wrzodaka, Antoniego Macierewicza i innych intelektualnych mocarzy z Ligi Polskich Rodzin? Ludzi, którzy w jakimś stopniu ponoszą współodpowiedzialność za dzisiejsze rządy postkomunistów?

Z tych chociażby powodów można zaryzykować twierdzenie, że przynajmniej niektóre środowiska polskiej prawicy nie mają najmniejszego prawa, by powoływać się na Józefa Mackiewicza. Rozumiem zastrzeżenia Domosławskiego do składu samozwańczego jury, które będzie przyznawać literacką nagrodę im. Mackiewicza – w końcu kilku członków owego ciała „publikowało książki i artykuły pod butem PRL-owskiej cenzury. Dla Mackiewicza byli oni (…) nędznymi kolaborantami, sługusami czerwonego reżimu”. Dodam jedynie, że ja nie przyjąłbym żadnej nagrody od tego jury, skoro zasiada w nim np. Rafał Ziemkiewicz, który zbyt wiele razy w moim przekonaniu bronił spraw podłych. Ale to wszystko nie jest przecież winą Mackiewicza, który tak jak wielu innych, m.in. Piłsudski i Dmowski, nie może bronić się przed nadużywającymi jego imienia i autorytetu do swoich marnych celów.

Nieprzejednany

W swoim antykomunizmie Józef Mackiewicz starał się być konsekwentny tak bardzo, że dochodził do absurdu. W ocenie komunistycznej tyranii zatrzymał się na latach sowieckiej okupacji wschodnich obszarów Rzeczypospolitej i zbrodni sowieckich popełnianych w tym czasie, a więc na najbardziej ponurym okresie. Nie dostrzegał zmian i możliwości jakiejkolwiek ewolucji systemu. Nie wierzył oczywiście w sens jego rozmiękczania, poprawiania czy modyfikowania. Dla niego liczyło się tylko obalenie i zniszczenie, możliwe wyłącznie w drodze konfliktu zbrojnego o światowym wymiarze, czyli III wojny światowej. Żadnych rozmów, porozumień, współpracy – tylko wojna. Nie mógł to być program dla 30 milionów żyjących w kraju ludzi, z czasem okazywał się coraz bardziej jałowy i dla politycznej emigracji.

Pretensje do Kościoła, zarzuty wobec prymasa Stefana Wyszyńskiego i papieży (przede wszystkim Jana XXIII) sprowadzały się do tego, że byli nie dość antykomunistyczni, że wprawdzie nie odwołali ekskomuniki rzuconej przez Piusa XII na wszystkich komunistycznych kolaborantów, ale traktowali ją w praktyce jako „niebyłą”. Pisał z rozpaczą i żalem typowymi dla całej właściwie jego publicystyki: „Gdybyż papież pobłogosławić zechciał krucjacie wieku XX! Wprawdzie przedsięwziętej już nie dla odzyskania Chrystusowego Grobu, ale dla odzyskania praw do ludzkiego życia na ziemi” (Droga Pani…, Oficyna Liberałów, Warszawa 1988). W podobnym duchu pisał na łamach paryskiej „Kultury” Gustaw Herling-Grudziński o wizycie Jana Pawła II w Polsce w 1983 r. i o ówczesnej postawie biskupów. Wracały w nowych okolicznościach dobrze znane pretensje i żale Mickiewicza i Słowackiego.

Może w swojej ocenie byłby Mackiewicz ostrożniejszy, gdyby znał wypowiedź kard. Wyszyńskiego z 1957 r. skierowaną do jego najbliższych współpracowników, że komunizm załamie się w Polsce i cały świat będzie nam za to wdzięczny. Polska Ludowa dla Józefa Mackiewicza nie była „ciągłością państwowości polskiej, lecz ciągłością rewolucji bolszewickiej rozpoczętej w r. 1917″ (Droga Pani…). Wszelkim pomysłom typu „socjalizm tak, wypaczenia nie” i stopniowego ulepszania najweselszego baraku w obozie przeciwstawiał wizję okrzyku „Precz z władzą sowiecką”, który przekroczy granice krajów, poderwie do walki zniewolone narody i doprowadzi do ich wyzwolenia oraz ukarania komunistycznych zbrodniarzy, do triumfu wolności i prawdy.

Dziś już wiadomo, że się mylił – spełniła się idea porozumień przy Okrągłym Stole i stopniowego upadku systemu, który – coraz bardziej skostniały, pod ciężarem trudności, które sam stwarzał, nękany niewydolnością gospodarczą i utratą kontaktu z realiami współczesności – ostatecznie skonał na uwiąd starczy. Twierdzę, że stało się dobrze. Przezwyciężenie dyktatury dokonało się w możliwie najłagodniejszy sposób, bez rozlewu krwi, cierpień i tragedii nieuchronnych przy każdej wojnie domowej, rewolucji, użyciu siły. Ma to także i swoją cenę, ale cenę najniższą z możliwych.

Na Józefa Mackiewicza powołują się przede wszystkim przeciwnicy tego, co stało się w Polsce w 1989 r., i ludzie generalnie niechętni III RP, chociaż poza negacją porozumień Okrągłego Stołu i wyborów z 4 czerwca 1989 nie potrafili nigdy zaproponować niczego pozytywnego, również w sferze ekonomicznej czy społecznej. Żerują jedynie, ostatnio dość skutecznie, na społecznych problemach, podbijając bębenka populizmu, demagogii, nieziszczalnych roszczeń i pustych obietnic. Jak zawsze w tego rodzaju dyskusjach bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, co w tej sytuacji uczyniłby Mackiewicz. Przypomina to trochę spekulacje wybitnego skądinąd historyka Władysława Pobóg–Malinowskiego, który twierdził, że Piłsudski z pewnością znalazłby jakieś rozwiązanie w tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska w przededniu II wojny.

Błędy Hitlera, głupota Anglików

Szkoda, że Artur Domosławski pomaga sobie w polemice z Mackiewiczem argumentami w rodzaju: „Wkrótce na zaproszenie Niemców – tym razem ponoć za zgodą podziemia, choć. nie jest to pewne – Mackiewicz jedzie do Katynia oglądać otwarte mogiły wymordowanych przez NKWD polskich oficerów”. Ta sprawa j jest rozstrzygnięta i pisze o tym m.in. cytowany przez Domosławskiego Włodzimierz Bolecki: „Z faktu wyrażenia przez Komendę Okręgu AK w Wilnie zgody na wyjazd Mackiewicza do Katynia wyciągam dwa wnioski (…) Mackiewicz zwraca się (…) o wyrażenie zgody na wyjazd do Katynia w składzie komisji niemieckiej. (…) Ktoś w Komendzie (…) musiał mieć do Mackiewiczą dużo zaufania, ponieważ otrzymuje on zgodę na wyjazd do Katynia i na udzielenie »Gońcowi« wywiadu na ten temat” (Wyrok na Józefa Mackiewicza, Puls, Londyn 1991).

Autor artykułu cytuje wypowiedzi osób znanych z niechęci do Józefa Mackiewicza – Pawła Jasienicy, Stefana Kisielewskiego, Bohdana Sałacińskiego (jeden z szefów BIP-u AK), Jana Nowaka-Jeziorańskiego. I dodaje: „Hitler też był antykomunistą – odpowiadał na ideowe samookreślenie Mackiewicza Jan Nowak-Jeziorański. – Mnie takie samookreślenie nie wystarczało”.

Tymczasem Mackiewicz słusznie nie uważa Hitlera za antykomunistę i podaje bardzo wiele przykładów nie tylko współdziałania nazistów i komunistów, Hitlera i Stalina, ale nawet odrzucenia przez Hitlera możliwości, jaką sam sobie stworzył, wkraczając do Związku Sowieckiego, by wykorzystać antykomunistyczny potencjał zniewolonych przez komunizm narodów, także narodu rosyjskiego. Tak pisze o stanowisku Hitlera Mackiewicz: „Żadnej kontrrewolucji! Żołnierz niemiecki nie po to wykrwawia się od Oceanu Lodowatego po Morze Kaspijskie, aby na tych terenach osadzać książąt, hrabiów i bankierów rosyjskich!” (Nie trzeba głośno mówić, Kontra, Londyn 1993).

Istnieje ogromna literatura potwierdzająca tępy upór Hitlera i czołowych nazistów, całkowicie niezdolnych do propagandowego wygrania wojny ze Stalinem właśnie w oparciu o antykomunistyczny potencjał. Ale obok Aleksandra Sołżenicyna nikt chyba poza Mackiewiczem nie opisał tak wstrząsająco anglosaskiej zbrodni popełnionej na żołnierzach Własowa i tych formacji zbrojnych, które przy boku Niemców walczyły o wyzwolenie od komunizmu:

„Spośród żołnierzy brytyjskich czekających opodal czołgów wielu okazało współczucie. Mówią o jednym, który łamanym rosyjskim szepnął: – Nic dawajcie się, oni nie mają prawa. Mała dziewczynka podeszła do innego i podała mu kartkę napisaną po angielsku: »Zabijcie nas, ale nie oddawajcie bolszewikom«. (…) Tymczasem wzdłuż Drawy szła dalej wielka obława na ludzi, którzy mieli być wydani Sowietom. Strzelano do uciekających. Były wypadki rzucania się pod czołgi. Gdy zabierano chorych i rannych ze szpitala, jeden z nich wyskoczył z okna na bruk. Dużo ludzi utonęło w Drawie. (…) Tymczasem dalsze transporty odjeżdżały na wschód w odrutowanych wagonach” (Mackiewicz, Fakty, przyroda i ludzie, Kontra, Londyn 1984).

Za tę zbrodnię nikt do tej pory nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Nie słychać o wypłacaniu odszkodowań rodzinom pomordowanych, a przecież prawie wszyscy wydawani wówczas Stalinowi żołnierze oraz kobiety i dzieci szli na śmierć natychmiastową albo w warunkach niewolniczej, wyniszczającej pracy. Jeszcze jeden przyczynek do historii anglosaskiej głupoty, podłości, krótkowzroczności.

Dla Mackiewicza „komunizm jest najbardziej »nieludzkim« ustrojem w dziejach. Ludzie dobrej woli chcą go przeistoczyć w »komunizm z ludzką twarzą«. Jednak „praktyka w różnych częściach świata wykazała, że nie może być »dobrego« komunizmu. Stąd wszyscy ludzie dobrej woli na świecie powinni być niejako nadrzędnie antykomunistami. Gdyż autentyczną obroną praw człowieka w całym świecie dziś winien być przede wszystkim antykomunizm” (Droga Pani…). I nie z winy Mackiewicza dla wielu ludzi wkroczenie Niemców na tereny okupowanych przez ZSRR obszarów wschodnich II RP miało w sobie wiele z wyzwolenia. Tak samo jak wkroczenie Armii Czerwonej na tereny Polski centralnej w 1944 i 1945 r. „Sam słyszałem, jak czekano Niemców w roku 1941, żeby przepędzili bolszewików z ziem wschodnich. Tu czekają bolszewików, żeby przepędzili Niemców. To jasne i to jest zupełnie to samo. – Nie, to nie to samo. Wtedy, w roku 1941, wojna się dla nas rozpoczynała, otwierając nieobjęte horyzonty nowych możliwości…Teraz, w roku 1945, wojna się kończy, zamykając horyzonty nowym możliwościom. Nie ma już nadziei, a złudzenia mogą mieć tylko ślepi albo głupcy” (Fakty, przyroda i ludzie).

Droga donikąd

Wstrząsający jest oparty na własnych przeżyciach opis ucieczki przed spodziewanym aresztowaniem, z chorą żoną, gdy zastraszeni i upodleni strachem znajomi, sąsiedzi i przyjaciele odmówili pomocy i wydawało się, że nie ma najmniejszych szans na ocalenie przed wszechwiedzącym NKWD:

„Koła podskakiwały po korzeniach. Droga przechodziła w ledwo dostrzegalną ścieżkę i wyjechali na starą, dawno już opuszczoną porębę. Koń stanął. (…) Zerwały się dwie dzikie kaczki. Po obu stronach ścieżki stały gęsto pnie ścięte po drzewach, tak że nie było nawet jak wykręcić wozem. Powrócił i usiadł na najbliższym pniu. Paweł posiedział chwilę, patrząc bezmyślnie, jak koń sięga pyskiem po jakieś ziele. (…) Marta zapytała głosem rozgorączkowanym:
– Czemu stoimy, Paweł?
– Niech koń trochę odpocznie – odpowiedział ze znużeniem.
– Zimno mi. A dokąd ta droga?
– Donikąd”. (Droga donikąd, Kontra, Londyn 1989).

Ale to była już sobota 21 czerwca 1941 i czołgi generała Heinza Guderiana zajmowały właśnie pozycje wyjściowe do ataku. Za kilka dni dotychczasowi wszechmocni w całym majestacie policyjnego państwa władcy i ich kolaboranci będą w popłochu porzucać swoje urzędy i insygnia, nie zapomniawszy jednak nawet w zamęcie paniki i klęski, jak to mieli w zwyczaju, wymordować w bestialski sposób więźniów.

Artur Domosławski pisze, że Mackiewicz: „’obiektywnie’ służył propagandzie Trzeciej Rzeszy. (…) Dzisiejszym wyznawcom Mackiewicza wszystko to jednak nie przeszkadza, tak samo, jak nie przeszkadza im czcić Pinocheta, który mordował w imię obrony przed komunizmem z ojczyzną na ustach. Nie porównuję zrozpaczonego Mackiewicza do bestialskiego dyktatora Chile. Próbuję jedynie zrekonstruować mentalność tych współczesnych antykomunistów, dla których antykomunizm jest – tak jak dla Mackiewicza – ‘narodowością’, głównym rysem ideowej tożsamości”.

Pomijam ocenę gen. Pinocheta, która jest moim zdaniem niesprawiedliwa i stronnicza – obrońcy Augusta Pinocheta, do których się zaliczam, nie usprawiedliwiali zbrodni popełnionych w okresie jego dyktatury, domagali się rzeczowej i sprawiedliwej oceny, odmawiali natomiast prawa do oskarżania i sądzenia go przez komunistów i różnych lewaków, gdyż są oni winni popełnienia wielu zbrodni i jako tacy nie mają prawa sądzić kogokolwiek. Występowałem także przeciwko gigantycznej hipokryzji towarzyszącej aresztowaniu gen. Pinocheta w Anglii.

Cel – niepodległość

Antykomunizm istotnie był podstawą ideowej tożsamości Mackiewicza i przesądził o fenomenie jego popularności. Rozumiem to może szczególnie dobrze, bo wychowałem się w tradycji antykomunistycznej i dla mnie Polska Ludowa to była okupacja, przemoc, ponure kłamstwo i nic więcej. W bezmiarze prymitywnej, ale – jak widać nawet dziś na wielu przykładach – zdumiewająco skutecznej propagandy jedyną iskierką nadziei był przebijający się przez charkot zagłuszaczek głos Wolnej Europy, zwłaszcza w czasie, gdy kierował nią Jan Nowak-Jeziorański. Nie zgadzam się z Józefa Mackiewicza negatywną oceną RWE, tak jak nie zgadzam się z wieloma jego przesadnie wyostrzonymi sądami. Ale ja także nie miałem złudzeń co do ulepszania i poprawiania komunizmu, chciałem go obalić i zniszczyć, dokładnie tak jak został zniszczony nazizm. Tyle tylko że nikt nie potrafił wskazać, jak to zrobić. I dlatego wszystko, każda droga, każde działanie, które prowadziło do osłabienia systemu i reżimu – kolejno Bieruta, Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego – uważałem za dobre i zasługujące przynajmniej na szacunek.

To dzięki temu, że wiedzieliśmy, iż są tacy ludzie jak Mackiewicz, zakładałem w połowie lat 60., razem z braćmi Andrzejem i Benedyktem Czumami, podziemną antykomunistyczną organizację Ruch, która sformułowała program przywrócenia pełnej niepodległości, wolności i demokracji – w całości zrealizowany w III RP. Działaliśmy w warunkach całkowitej prawie izolacji, spotykając się ze słusznym, na zdrowy rozum, argumentem, że komunizmu w Polsce obalić się nie da, bo w ostateczności wkroczy Armia Czerwona i urządzi tu drugie Węgry – można najwyżej ulepszyć sam system, uczynić go bardziej ludzkim. Nikt nie potrafił przewidzieć tego, co się miało stać – że będzie w pełni niepodległa, demokratyczna Polska, w dodatku w NATO.

Nie chcę wracać do znanej dyskusji o finlandyzacji. Nie uważam, aby autorzy tej koncepcji byli „zdrajcami”, jak twierdzą niektórzy patrioci czwartej brygady, którzy sami nie wiadomo, co robili w okresie komunizmu, ale z pewnością z nim nie walczyli. Ale historia przyznała rację nam, którzy ponad 30 lat temu potrafiliśmy domagać się niepodległości i pójść do więzienia za wolną Polskę. W tej walce i tej postawie także była zasługa tych nielicznych niezłomnych i konsekwentnych – aż do przesady – jak Józef Mackiewicz, który umarł w biedzie na emigracji i wolnej Polski nie doczekał.

Zobacz też:

Domosławski Artur – Jedynie prawda jest ciekawa  

 

Zobacz stronę archiwalną: www.archiwum.jozefmackiewicz.com

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2022. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net