Skip to content Skip to footer

Trznadel Jacek – Sowieckie “jądro ciemności” (Józef Mackiewicz a Katyń)

Tytuł: Sowieckie “jądro ciemności” (Józef Mackiewicz a Katyń)

Autor: Jacek Trznadel

Wydawca: Posłowie wydawcy do: J. Mackiewicz, Katyń – zbrodnia bez sądu i kary, Polska Fundacja Katyńska, Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski, Warszawa 1997, s. 449-461; Sześć esejów w: Jacek Trznadel, Spojrzeć na Eurydykę. Szkice literackie, Arcana, Kraków 2003; część: Józef Mackiewicz, s. 205-257.

Rok: 1997

 

 

 

Opis:

Sowieckie „jądro ciemności” (Józef Mackiewicz a Katyń)

Właściwą materię książek Józefa Mackiewicza stanowi historia, nawet wtedy gdy rzadko, na przykład w nowelach, zajmuje się przede wszystkim ludzką psychologią. A z historii Mackiewicz brał prawie wyłącznie to, co było związane z Polską, a nawet tylko to, co działo się na kresach Rzeczpospolitej, mówiąc szeroko: w Polsce wschodniej dwudziestolecia i na dawnych Ziemiach Zabranych. On sam określał to jako obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego, odrębny od Korony.

Ta kresowa Polska to przede wszystkim historia zderzenia z Rosją. Ponieważ jednak Rosja za życia Mackiewicza przekształciła się w Rosję sowiecką (nominalnego upadku komunizmu Mackiewicz nic dożył), tematem historii dla pisarza stało się okrutne zderzenie kresów Rzeczpospolitej z rzeczywistością sowiecką, z sowieckim najazdem. Lewa wolna mówi o najeździe bolszewickim dwudziestego roku, dylogia: Droga donikąd, Nie trzeba głośno mówić, odbywa się na Wileńszczyźnie i na kresach północno wschodnich w strasznym czasie drugiej wojny.

Oskarżano Mackiewicza o wspomaganie propagandy hitlerowskiej. Chodziło o teksty pisarza, poczęte z chęci dania świadectwa ludobójczej obecności sowieckich okupantów na kresach Rzeczypospolitej. Opis mordu w Prowieniszkach to pierwszy z jego tekstów drukowanych w koncesjonowanym przez propagandę niemiecką „Gońcu Codziennym” w Wilnie, pozostałe teksty są także poświęcone problemowi sowieckiemu. Miało to być znamienne ostrzeżenie dla Polaków i zapełnienie luki, której akowska Polska podziemna niestety nie wypełniała. Te kilka tekstów w „Gońcu Codziennym” (z roku 1941) kosztowało Mackiewicza wyrok śmierci (około roku później), zawieszony na szczęście przez komendanta AK okręgu wileńskiego, „Wilka” Krzyżanowskiego. Ostatnim tekstem drukowanym w „Gońcu Codziennym”, tym razem za wyraźną, choć cichą zgodą władz AK, był reportaż z Katynia: Widziałem na własne oczy.

l tak się stało. że to co Mackiewicz zobaczył na własne oczy jadąc 20 maja 1941 roku do Katynia. miało się stać nigdy nie mijającą obsesją pisarza i argumentem nad argumenty, ukazującym straszność sowieckiego ludobójstwa. Zbrodni katyńskiej nie poświęcił Mackiewicz żadnego osobnego utworu literackiego, stal się jedynie jej dociekliwym badaczem, pierwszym jej historykiem. Sam pisał o tym w roku 1975: „Jestem ponad wszystko badaczem sprawy mordu katyńskiego, począwszy od r. 1943 do dziś”. Można tę datę przesunąć aż po kres jego życia.

Badaczy i historyków Katynia jest legion. Ale pośród nich są tylko dwaj wybitni pisarze, którzy pisali o Katyniu jako świadkowie ekshumacji 1943 roku (jeśli nie liczyć Emila Skiwskiego. który ogłosił tylko jeden krótki reportaż). To Ferdynand Goetel i właśnie Józef Mackiewicz. To, co zrobił dla rozświetlenia ponurej ciemności Katynia Goetel, zawarte jest w jego książce Lata wojny (Londyn 1956), w postaci dwu rozdziałów, własnego reportażu-refleksji oraz przesłuchania Iwana Kriwoziercewa, najważniejszego świadka katyńskiego.

Mackiewicz nigdy nic przestał myśleć i pisać o Katyniu. I to jemu właśnie, jeszcze „na ziemi włoskiej”, w Rzymie roku 1945, powierzono opracowanie „białej księgi” o zamordowaniu oficerów polskich. Pisarz beletrysta, który decyduje się uszczknąć drogocenne godziny swemu pisarstwu, by poświęcić je opracowaniu historycznemu. musi mieć ku temu ważne powody. Jednym z tych powodów było powstrzymywanie się polskich władz emigracyjnych od publicznych wystąpień na ten temat. [1] Zdecydował się Mackiewicz na opracowanie książki o Katyniu i dlatego, gdyż wiedział dobrze. że akt oskarżenia reżimu sowieckiego w tej książce, przez niego sformułowany, stanowi także podstawową przesłankę jego historycznej postawy jako pisarza. Większość jego książek artystycznych (nie mówiąc o esejach) nie do pomyślenia jest bez obecnej w nich lub w ich tle – refleksji nad istotą i praktyką komunizmu. A w samym centrum tej praktyki znajdowało się dla Mackiewicza ludobójstwo popełnione w Katyniu.

Było ono niewątpliwie owym, parafrazując metaforę Josepha Conrada, komunistycznym „jądrem ciemności”.

Opisem Katynia i innych zbrodni sowieckich popełnionych na Polakach, potwierdzał także Mackiewicz swój związek w materii historycznej z polskością. Rozliczne bowiem były zbrodnie komunizmu i wiele byłoby innych dowodów ludobójstwa. Ale Mackiewicza interesowała przede wszystkim zbrodnia na Polsce, choć pisarz ten potrafił pochylać się i nad innymi ofiarami przemocy, jak świadczy przykład opisanej przez niego zdrady nad Drawą, popełnionej przez aliantów wobec kozackiej „kontry”, wydanie tych ludzi Sowietom.

Spisywanie prawdy z życia, „reportaż historyczny” – bo historykiem w akademickim znaczeniu pisarz nie był – to nie kłóciło się z metodą prozy artystycznej Mackiewicza. Było jej częścią. Interesowały go przecież przede wszystkim zdarzenia z życia i prawda historyczna. Ogłaszanie prawdy o zbrodni katyńskiej wyrażało jego program etyczno-polityczny, jakim była walka z komunizmem Sprawa katyńska poświadczała także Mackiewiczowi ugięcie się demokracji zachodniej przed komunizmem, wyrażające się w przemilczaniu sprawców, zamazywaniu i odsuwaniu na bok katyńskiego ludobójstwa. Jednocześnie Katyń po 1943 roku stanowił dla Mackiewicza – i nie tylko dla niego – klasyczny przykład posługiwania się fałszerstwem historycznym przez ideologów komunistycznych i państwo sowieckie. Jeśli dobrze wczytać się w książki Mackiewicza, zwłaszcza te odnoszące się do drugiej wojny światowej – to pojawiające się tam komentarze do postaw komunistycznych są także komentarzami do kontekstu, w jakim popełniono i ukrywano zbrodnię katyńska. Sądził, że w zbrodni katyńskiej i jej okolicznościach przegląda się cała prawda o komunizmie.

Katyń jest dla Mackiewicza klasycznym przykładem tego, co nazwał w osobnej książce „zwycięstwem prowokacji”. Oto z dwu równie zbrodniczych i ludobójczych ideologii: nazizmu hitlerowskiego i komunizmu sowieckiego, osądzono i wyklęto w Europie i świecie jedynie hitleryzm. Starto na proch państwo hitlerowskie, a imperium komunistycznemu pozwolono dalej istnieć. Z Oświęcimia uczyniono światowe mauzoleum pamięci, a Katyń odsunięto w niepamięć. Zakazano partii odwołujących się do hitleryzmu, a bezkarnie zezwolono na istnienie partii komunistycznych. Hańbiącym symbolem tej prowokacji była dla pisarza także Norymberga. Mackiewicz pokazuje, że – jeśli chodzi o pogardę dla życia i wolności człowieka – oba te ustroje są równie zbrodnicze, więc nie licytuje ilości zbrodni, w których komunizm przewyższył hitleryzm. Ale pod względem pewnych moralnych metod komunista jest czymś o wiele gorszym od hitlerowca. Nie jest tak głupi jak ten prawdomówny nihilistyczny nazista. Najgorsze zło ubiera w kłamstwo, aby świat mógł w nie uwierzyć i z nim współżyć. Pokazują to współczesne powieści Mackiewicza: Droga donikąd i Nie trzeba głośno mówić. Jeśli hitlerowcy zabijali za brak posłuszeństwa, komuniści rosyjscy zabijali i za brak posłuszeństwa, i za brak wiary w komunizm Zachował się konspekt sowieckiej książki o hitleryzmie (Mackiewicz nie mógł go znać), gdzie w rozdziale Psychologia sadyzmu miano objaśniać hitleryzm Katyniem.

Nic bardziej piekielnego nigdy świat nic wymyślił i dlatego Mackiewicz nigdy nie przestał pisać o Katyniu.

Nie będą cię przekonywać – mówi jeden z bohaterów tego pisarza – że czarny sufit jest biały. Każą ci w to ślepo wierzyć i to głosić. W tym także aktualność obecnej książki Mackiewicza, gdyż jeśli hitleryzm został wyklęty przez świat, wielka część bałwochwalstwa komunizmu ostała się, razem z tą gorzką prawdą, że Katynia i zbrodni komunizmu nigdy nie osądzono, nie ukarano.

Wróćmy do „białej księgi”, jakiej opracowania podjął się Józef Mackiewicz na zlecenie tak zwanego Biura Studiów przy II Korpusie gen. Andersa we Włoszech. Wszyscy znamy tę książkę, nosi ona tytuł Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów. Była wydawana bezimiennie, wiele razy, z przedmową gen. Andersa. Dlaczego nic nosi nazwiska pisarza? Sądzę, że – poza sekciarstwem emigracyjnym – z tego samego powodu, dla którego nie pomieszczano w kolejnych wydaniach żadnej relacji Mackiewicza (poza pierwszym wydaniem), a także Goetla. Określone czynniki byłego rządu londyńskiego bały się może także posądzeń o udział byłych „kolaborantów” w pracy nad katyńską „księgą”. Poszło to tak daleko, że z relacji Iwana Kriwoziercewa, koronnego świadka katyńskiego, relacji spisanej przez Ferdynanda Goetla, wykreślono informację, ze był on w Gniezdowie członkiem niemieckiej Ordnungsdienst i że jego ojca rozstrzelało NKWD.

Jako autor Zbrodni katyńskiej w świetle dokumentów zaczął występować Zdzisław Stahl, były zleceniodawca Mackiewicza w Biurze Studiów, który po „odebraniu” księgi Mackiewiczowi dokonał w niej jeszcze prac redakcyjnych i uzupełnił ją o nowo znalezione materiały. Próbowano odkupić książkę od Mackiewicza, za zrzeczenie się autorstwa, na co autor się nic zgodził. potem Mackiewicz myślał nawet o wytoczeniu procesu gen. Andersowi, pod którego nazwiskiem książka ukazała się we Francji. W końcu pisarz zrezygnował ze wszystkiego, dla dobra sprawy polskiej. Do końca życia jednak podtrzymywał wersję o swoim autorstwie, nigdy i nigdzie nie zdementowaną przez Stahla i wydawców.

O tym autorstwie świadczy mocno inna książka: Mordercy z lasu katyńskiego, podpisana nazwiskiem Mackiewicza, która ukazała się w przekładzie na osiem języków, począwszy od roku 1949 (wydanie po niemiecku: Katyn – ungesűhntes Verbrechen). Książka ta ukazuje swoim układem, rodzajem zebranego materiału, że jest inną wersją Zbrodni katyńskiej. Wersją, jak to sam Mackiewicz określił, bardziej potoczną, przystępną, bardziej dziennikarsko-eseistyczną. Konkurencja jednak Zbrodni katyńskiej sprawiła, że wersja polska książki Mackiewicza nie ukazała się nigdy za życia autora.

Na szczęście zachował się publikowany w obecnym zbiorze maszynopis polskiego tekstu książki z odręcznymi poprawkami autora. Ta właśnie książka stanowi pierwszą część obecnego woluminu. Tak już jest w Polsce, że dzieła największych czekają na druk w atmosferze obojętności całe dziesięciolecia. Lub w atmosferze wrogości, jak w wypadku Mackiewicza.

Chociaż Józef Mackiewicz powracał do sprawy katyńskiej przez całe swoje życie, a ostatnim bodaj tekstem na ten temat jest posłowie umieszczone w niemieckim wydaniu książki o Katyniu (Possev – 1983, przedruk po rosyjsku w Kanadzie w r. 1988), nie danym mu było doczekać pierwszego po latach finału sprawy Katynia. Fakty i archiwa zaczęły się odsłaniać – można powiedzieć błyskawicznie – w kilka lat po śmierci pisarza. Pojawiały się nowe dokumenty, tym razem już sowiecko-rosyjskie i autentyczne, odkrywano nowych świadków i fakty, objawiły swą ponurą zawartość dwa nowe miejsca zbrodni. Na niczym może nie zależało mu tak w życiu, jak na doczekaniu tej chwili.

Jednak podstawowa masa ocen ogólnych i szczegółowych, wniknięcie w tzw. fakty klasyczne zbrodni, następnie w historię międzynarodowej recepcji sprawy Katynia, w tajniki propagandy sowieckiej, czynią z tekstów Mackiewicza źródła klasyczne, których waga nigdy nie ulegnie pomniejszeniu i które pozostaną odniesieniem dla historyków. Tyczy to także faktu, że był Mackiewicz jednym z najbardziej przejmujących wyrazicieli reakcji opinii polskiej, polskiej świadomości i sumienia wobec takiej narodowej klęski. Są zresztą sprawy, związane a Katyniem, którymi zajmował się tylko Mackiewicz. Tyczy to także czułego rejestrowania w swych esejach rozwoju wiedzy o zbrodni katyńskiej, demaskowania kłamstw i rozsiewanych dezorientacji propagandy sowieckiej. W tym sensie książka obecna jest także „kroniką” czterdziestu lat sprawy Katynia, od 1943 roku aż prawie po śmierć autora.

To, co napisał Mackiewicz o Katyniu, czyli obecna książka, dystansuje wszystko inne, co o Katyniu napisano. To on właśnie na przestrzeni lat czterdziestu opisywał wiernie świadomość historyczną, rozpiętą między prawdą a mitem Katynia. Popełniał omyłki (ustosunkowuję się do nich w uwagach redakcyjnych), ale popełniał ich mniej, niż niektóre książki, uchodzące za wzorowe i wyprzedzające Mackiewicza w kontakcie z czytelnikiem w Polsce (prócz jego Zbrodni katyńskiej w świetle dokumentów). Te książki zresztą pisano czerpiąc z niego.

Ale dziś, ze względu na dostępność niektórych nowych dokumentów, które pewne domysły i dedukcje, co do szczegółowych faktów, zamieniły w ścisłe konkretne pewniki, będziemy w tej książce szukać także, a czasem przede wszystkim Mackiewicza pisarza, którym był przecież nic tylko w swoich powieściach, ale także w esejach, artykułach i rozprawach historycznych.

Pisząc o Katyniu. Mackiewicz staje w szeregu bardzo wybitnych pisarzy historycznych, których teksty historyczne odległe od nudnej i pedantycznej naukowości czyta się z zapartym tchem, jak kawałek życia, tak jak czytano w XIX wieku Karola Szajnochę czy Ludwika Kubalę, przedstawicieli gatunku „opowiadanie historyczne”, czy „szkoły opowiadającej”, lub w czasie ostatniej wojny i po niej na przykład Melchiora Wańkowicza. To właśnie przez ten typ pisarstwa, który przecież nigdy nie odejdzie bezpowrotnie, czytelnik dowiaduje się, że historia jest materią życia, a nic tylko jego – jak uczyli starożytni: nauczycielką (magistra vitae).

Nic suche fakty interesują więc Mackiewicza, ale ich pojawienie się z ludzką otoczką i ich znaczenie zawsze ludzkie, bez którego nic byłyby one dla pisarza interesujące. Tak jest w opisach ekshumacji katyńskich z 1943 roku. gdzie ważne jest wszystko: pejzaż. szczegół, sposób docierania wydarzeń do świadomości, wielowarstwowość historycznego znaczenia, ale i przeraźliwa bezpośredniość faktów i relacji świadków. Tak, powie ktoś, ale Mackiewicz był naocznym świadkiem tych wydarzeń. Znamy jednak wiele innych opisów pozostawionych przez świadków z katyńskiego lasu, żaden z nich nie pozostaje w pamięci, prócz krótkiego niestety opisu Ferdynanda Goetla. Bez opisów Mackiewicza dotyczących Katyniu musielibyśmy dziś mówić: pisarza przy tym nic było.

Ale był. Chodzi o to, że był nawet tam, gdzie cieleśnie go nie było. Przeżywamy wymowę realistycznych opisów takich szkiców, jak Widziałem na własne oczy, czy Dymy nad Katyniem, ale podobna, czasem wręcz powieściowa obrazowość towarzyszy szkicowi Mackiewicza o ludobójstwie sowieckim w Winnicy, gdzie pisarz wyszedł li tylko od niemieckiego raportu Amtliches Material zum Massenmord von Winniza. Jeśli przeczytać stroniczki o Winnicy innego, wybitnego przecież pisarza, jakim jest Sołżenicyn, widać jak jego opis ustępuje Mackiewiczowi. A przecież Mackiewicz w zasadzie nie wymyśla fikcji, czasem tylko dynamizuje statyczny obraz przekazu, za pomocą kilku zaledwie kresek. Oto. jak uruchamia Mackiewicz dwa-trzy zdania relacji:

Kowal, zamieszkały przy ul. Podlinnej 10, był pierwszy, który w marcu 1938 zapytał, ma się rozumieć tak niby, od niechcenia.

– A co za tym płotem będzie?

– Park Kultury i Otdycha.

– Aha, no cóż, może i dobra rzecz…

Ale w nocy wlazł na drzewo, żeby zajrzeć do środka. Zobaczył wykopanych sześć dołów i zlazł z drzewa. Tymczasem co noc zajeżdżały tam samochody ciężarowe, pokryte brezentem, i wyrzucały jakiś ładunek. Skrepka był zaprawdę dziwnym człowiekiem, bo po upływie roku jeszcze raz wlazł na to samo drzewo: widzi że za szeregiem zasypanych już dołów powstał ich nowy długi rząd…

Jeszcze jeden, o nazwisku Hulewicz, ze stacji hydrobiologicznej, raz się zatrzymał, spojrzał.

– Ty! – krzyknął strażnik pod płotem – czego stanął! Proliwaj swoją drogą!

Wróćmy do właściwego tematu katyńskiego. W preambule niejako swojej książki Mackiewicz opisuje niedotrzymanie układu kapitulacyjnego zawartego między obrońcą Lwowa gen. Langnerem i jego garnizonem, a sowieckim generałem Timoszenką, w wyniku czego oficerowie, którym obiecano swobodne odejście, zostali wywiezieni do Starobielska, a następnie zamordowani w Charkowie. Poglądowa scena realizmu i ironii historycznej pisana jest z perspektywy „lotu ptaka”, gdy gen. Langner powraca samolotem ze swym adiutantem z Moskwy po nieudanym proteście.

I tutaj znajdujemy ten tok, charakterystyczny raczej dla opisów powieściowych Mackiewicza. Jednocześnie właściwie brak tak zwanej fikcji. Nasuwa się wniosek, że szkice katyńskie Mackiewicza mogą być analizowane nie tylko jako „opowiadania historyczne”, gdy je porównać z Szajnochą, Kubalą, czy Wańkowiczem. Stanowią także znakomity materiał do analizy prozy powieściowej pisarza. Okazuje się, że są to rzeczy strukturalnie podobne, jeśli nic jednorodne. U podstaw jednego i drugiego opisu leży owo zdanie, wypowiedziane przez pisarza przy okazji sporu z Włodzimierzem Odojewskim: „Tylko prawda jest ciekawa”.

Porównajmy, jak zestawienie porządku natury i porządku ludzkiego, który zadaje gwałt naturze, podobne jest w reportażu historycznym Mackiewicza i w jego prozie artystycznej. Oto opis katyńskiego lasu, z maja 1943 roku:

Raptowne zahamowanie przed bramą i druty kolczaste przecinają pasmo wyobraźni. Wszystko naraz staje się realne. Żandarm, z blachą na piersi. Deszczyk, który wciąż kropi. Ptaszek, który słusznie o tej porze domaga się wiosny: „tiń-tiń-tiń!” A ponad tym wszystkim straszliwy, dławiący odór trupi. […] Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! Tworzą warstwy w głąb […] Ułożone są jak sardynki, przekładane nawzajem to nogami to głową, sprasowane w trupim soku […] martwej cieczy, nie odbijającej ani wierzchołków drzew, ani obłoków na niebie. Obnażyliśmy głowy i stali nieruchomo, jakieś ptaszki ćwierkały na sośnie. Deszcz akurat przestał padać, błogosławiony wiatr odegnał na przeciwną stronę grobu odurzający swąd. […] I nawet na chwilę wyjrzało słońce. […] promienie tego słońca padły i zabłysły nagle na złotym zębie czyichś tam, w głębi na wpół otwartych ust. […] W takich chwilach samo życie wydaje się cynizmem.

—————————————————————

[1] Wspominał o tym po kilkudziesięciu latach Zdzisław Stahl, że w 1945 r.: „[…] rozpoczęto zbierać źródłową dokumentację Katynia. […] ośrodek rządowy przygotowywał memoriał poufny dla sprzymierzonych rządów, a ośrodek gen. Andersa – książkową publikację dla opinii publicznej. Uzupełniały się tu wzajem dwie koncepcje: rządowa, że przedwczesne jest iść jawnie przeciw panującemu wówczas prądowi opinii światowej, oraz ofensywna – że trzeba tę opinię zacząć urabiać i nie pozwolić, aby czas przysypał sprawę Katynia pyłem fałszów i zapomnienia”. (O pamięć i sprawiedliwość, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, Londyn 1980, nr 19, z 10 maja)

*

W prozie artystycznej Mackiewicza środki takie zostaną rozbudowane, ale są podobne. Tak wygląda początek pierwszej wojny światowej w Sprawie pułkownika Miasojedowa:

Na brzózkach zaczęły już żółknąć listeczki, dalej słał się dywan wrzosu. Przed oczami migotał, unosił się, to opadał rój komarów. […] Łomot! Pocisk runął w to właśnie miejsce […] Zabił trzysta komarów, dwie myszy polne, dwie glisty, tuzin czarnych żuczków, Michała Łukaszewicza, szeregowca…

Substancja reportażu nie jest dla Mackiewicz substancją anty-powieściową. Napisze przecież w przedmowie do powieści Nie trzeba głośno mówić:

Zastosowałem metodę wprowadzania postaci powieściowych w bezpośrednie zetknięcie nie tylko z autentycznymi wypadkami, ale też z autentycznymi ludźmi […] surowe przestrzeganie podziału na „fiction” i „non-fiction” wydaje mi się anachronizmem.

To oczywiście w odniesieniu do formy powieści. Mackiewicz napisze zresztą w przedmowie do Sprawy pułkownika Miasojedowa, że: „nie jest studium historycznym, jest powieścią o tym, co było”. Tak więc prozie artystycznej przyznaje się tu nawet jakby większą bliskość życia. Choć nie ma zapewne dla Mackiewicza innej różnicy między dwoma tymi gatunkami, prócz tego, że studium historyczne powinno być bardziej kompletne w rejestracji faktów. Ale faktów nikomu nie wolno zmieniać. Tutaj warto przypomnieć polemikę Mackiewicza z Włodzimierzem Odojewskim.

Mackiewicz wytknął autorowi powieści Zasypie wszystko, zawieje nieścisłość pewnych realiów odnoszących się do Katynia (w pierwodruku tekstu). Jak wiadomo, bohater powieści Paweł, udaje się do Katynia, by szukać tam szczątków zamordowanego krewnego. Mackiewicz zwrócił uwagę, że inaczej niż u Odojewskiego ekshumacje nie odbywały się „w środku lata” (zakończono je w pierwszych dniach czerwca), las katyński odległy jest o 4 kilometry, nie zaś kilometr od Gniezdowa. Wydobyte zwłoki chowano w kilku nowych grobach masowych (Odojewski pisze o wielkiej ilości pojedynczych mogił), na grobach masowych postawiono krzyże po zakończeniu ekshumacji (Odojewski wspomina o krzyżu na każdej pojedynczej mogile). Inne szczegóły, na które zwrócił uwagę Mackiewicz są tego samego charakteru. [2]

Choć dla całej powieści Odojewskiego szczegóły te nie miały większego znaczenia (część realiów została później zmieniona), godzę się tutaj z argumentacją Mackiewicza. Tam, gdzie chodzi o mityczne, a jednocześnie szczegółowo znane i opisane, fotograficznie niemal, realia i wydarzenia historyczne, literatura powinna je relacjonować wiernie, a dla innych swych celów wciskać się w luki, zostawiające dosyć miejsca na mit, apokryf nawet. Mackiewicz:

Zupełnie nie widzę powodu odbiegania w twórczości literackiej od prawdy historycznej, żeby wywołać zamierzony efekt „prawdy artystycznej”.

Ale Mackiewicz wie zarazem, że nie może być mowy o sprowadzeniu literatury do reportażu. Prawda czysto artystyczna, powieściowa jest niezbędna:

aby oddać tej prawdy całość. Bo jakże w innej formie przedstawić nie tylko rzeczy, ale wyrazić stronę duchową (Geist), emocjonalną minionych zdarzeń? Która bywa nie tylko drugą połową prawdy dokumentarnej, ale czasem nawet ważniejszą. Tego nie zastąpi najbardziej nawet precyzyjny, ale suchy zestaw faktów.

Więc znów jakby pobrzmiewa nuta o wyższości literatury. Brzmi to zresztą jak autokomentarz do własnych publikacji o Katyniu. A może i żal, że w tym, co on sam napisał na ten temat przez całe życie, nie doszedł jednak do tej syntezy duchowego wrażenia, do której zdolna jest tylko literatura. Nie wiem, czy Mackiewiczowi marzyła się książka artystyczna o Katyniu (fragmenty jej na pewno zostały utrwalone w tej materii reportażowej). Sądzić należy, że nie powstały jednak warunki do napisania takiej prozy. Katyń nic stał się bowiem za życia pisarza całością niejako zamkniętą i wyjaśnioną. Był wciąż faktem politycznym, uosabiając jedną z największych zbrodni wieku i międzynarodowe fałszerstwo. Wiedział Józef Mackiewicz jako autor Sprawy pułkownika Miasojedowa, że prawda nie od razu zwycięża, że racja stanu wystarcza do popełnienia zbrodni i zatuszowania prawdy.

Dlaczego więc uważając prozę artystyczną za gatunek wyższy, nie pokusił się Mackiewicz o wyrażenie Katynia przez konstrukcję artystyczną, zawierającą owo „geistliches”? Czy nie dlatego także, bo wciąż musiał publicystycznie walczyć przeciw fałszowi, popełnianemu w imię cynicznej racji stanu?

I jeszcze jedno: każdy pisarz zbiera materiały do powieści realistycznej, niezależnie od sposobu, w jaki to czyni: w postaci wyciągów historycznych, lektur, czy wewnętrznej tylko rejestracji faktów i przemyśleń. Każdy pisarz wie także, jak niebezpieczne jest dla przyszłego dzieła ujawnianie tych studiów, w formie poprzedzających właściwe dzieło publikacji cząstkowych. Wie, jak można nie napisawszy nic jeszcze – już się wypisać. Mackiewicz rozumiał, że bezpośrednie świadectwo o Katyniu jest na razie dla Polski zbyt ważne, aby łączyć je z fikcją. Zgodnie zresztą z analizowanym tu artystycznym credo pisarza Mackiewicz musiałby przenieść akcję swej – powiedzmy – powieści w rejony geograficzne czy socjologiczne mniej sobie znane. A tego unikał. Zawsze zresztą swoją drogę pisarską znaczył podwójnym temperamentem: dziennikarza-publicysty i twórcy form artystycznych. Stąd dwie linie jego twórczości.

Pierwsza linia to pozycje takie jak: Bunt rojstów, Kontra, reportaże katyńskie rozpoczęte wywiadem: Widziałem na własne oczy i książką Katyń – zbrodnia nie ukarana, oraz publicystyka w ścisłym tego słowa znaczeniu, jak książki o Watykanie i Zwycięstwo prowokacji. Linia druga to przede wszystkim: dylogia wojenna Droga donikąd, Nie trzeba głośno mówić, wreszcie Sprawa pułkownika Miasojedowa i Lewa wolna. Są to dwie różne linie, a przecież wiemy, ile te formy łączy, nie tylko to samo pióro. Łączy je niewątpliwie Mackiewicza realistyczna wierność faktom i nieraz – także w prozie – dyskurs publicystyczny, gdyż prozę artystyczną miał Mackiewicz za formę synkretyczną.

Ale nie czujmy żalu z powodu nie napisanej przez Mackiewicza powieści o Katyniu. Gdyż powiew owego geistliches wkracza w reportaż publicystyczny, a zwłaszcza czujemy ten powiew w opisie tragedii elit polskich, wojskowych i umysłowych, których kres znaczyły doły Katynia i nieznane jeszcze Mackiewiczowi doły Charkowa i Miednoje.

Warto tu zauważyć, że wszystkie prawie książki Mackiewicza ukazują ducha wojen i przemocy, w jego prozie dominują militaria związane z historią. Jednocześnie terenem ich dziania się – jak sygnalizowałem – jest obszar kresów polskich, a by rzec ściślej: ta trwająca mimo podziałów, rozbiorów, zmiany epok i systemów trwałość pewnych cech na terytorium polskiej kresowej Rzeczypospolitej, tej niezmiernej połaci cywilizacyjnej Ziem zabranych i kresów polskich, nie naruszonych w pewnych cechach przez stulecia, i zniszczonych dopiero przez komunizm. Mackiewicz wolał nazywać ten obszar Wielkim Księstwem Litewskim.

Jawi się w obserwacji spraw tego terenu Mackiewicz nie jako polski szlachcic czy polski nacjonalista lub odwrotnie, ludowiec czy broń Boże rewolucjonista, lecz tylko jako „człowiek stamtąd”, reprezentant wspólnoty, niejednorodnej oczywiście, naznaczonej jednak przede wszystkim przez czynnik polski. Ten czynnik Mackiewicz czuje i rozumie najsilniej, w jego także interferencji z innymi etnicznymi społecznościami, tam ze sobą współżyjącymi. I przeżywa Mackiewicz ich katastrofę, załamanie się. Nie czuł tego załamania się rozważając metody caratu (przesadna wyrozumiałość wobec dawnej Rosji zbliża tu jakby Mackiewicza do Sołżenicyna). Bowiem apogeum nieludzkości nastąpiło po powstaniu czerwonego totalitaryzmu.

A jeszcze trzeba powiedzieć, ze wszystkie gatunki pisarstwa Mackiewicza jednoczy i zespala jakby ten „uchwyt jednolitości” jakim jest polszczyzna Mackiewicza, z nalotem prowincjonalnym i kresowym. Ten prowincjonalizm kresowy, jak wiemy, wielkie obejmuje nazwiska. Wszystko to razem każe również pamiętać, że ten, który mówi, nie tylko opowiada o ludziach „tutejszych”, ale sam tym człowiekiem „tutejszym” jest. Widać to wszystko choćby w reportażu Dymy nad Katyniem, gdy Mackiewicz opisuje swoją rozmowę z chłopami pracującymi przy ekshumacji:

Twarze ich ożywiają się znacznie, gdy bez tłumacza zwracam się do nich płynną ruszczyzną.

– Wy co, będziecie Rosjanin?

– Nie, Polak.

– Aaaa…

– To lepiej czy gorzej?

Uśmiechają się.

Jeden zaczyna opowiadać. Rzeczy znane. Nagle spór wynika, gdy chodzi o liczbę aut, które transportowały jeńców z Gniezdowa do Katynia. „Cztery” mówi opowiadający.

– Nie briesz! – zaprzecza grzebiący patykiem w ogniu. – Cztery „czernyje worony” (czarne kruki) były wszystkiego w smoleńskim NKWD. A jeździły tylko trzy. Czwarty zostawał w mieście. Przodem auto osobowe z enkawudzistami. A na samym końcu ciężarówka pod rzeczy. Tak było.

– Ty może widziałeś trzy, a ja widziałem cztery.

– Ze strachu pewnie, żeby i ciebie na Kosogory nie zawieźli.

Spór wydaje się nieistotny.

– A to dawno tu już było miejsce kaźni, w Kosogorach, w Katyniu?

– Ooo-ho-ho-ho!! – odpowiadają prawie chórem i milkną.

– Ale nie zawsze – dorzucił któryś po chwili.

Jest to ten typ dialogu miedzy ludźmi, który istnieje, jeśli istnieje to, co nazywa się wspólnym odczuwaniem. Dlatego pisarz polski dogaduje się przy ognisku w lesie katyńskim z rosyjskimi chłopami. Reprezentują tę samą starą kulturę kresowa, w sferze polskich wpływów, choć języki mają inne.

Oczywiście obozy jenieckie dla oficerów polskich nie dotyczyły „ludzi stąd”, ale zbrodnia była kresowa. Jej akt ostatni dokonał się w lesie Koźlińskich, na tamtejszym, jak zauważył Mackiewicz, „uroczysku”, w okolicy posiadłości tychże Koźlińskich i Lednickich, w lesie podwójnej nazwy, Kose Góry lub Kozie Góry, tak charakterystycznej dla nazw „na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego”. A mord na oficerach polskich ukazuje Mackiewicz równolegle z ukazaniem szerzej komunistycznej zbrodni, niszczącej duchową niezawisłość tych kresów, obyczaj lokalny, aż po fizyczne unicestwienie milionów ludzi. Ukazując zbrodnie w Prowieniszkach i Berezweczu, w Ihumeniu i Lwowie, w Winnicy – jako tę samą zbrodnię, rozszerza Mackiewicz obraz zbrodni katyńskiej poza fakt i miejsce historycznie izolowane. Dziś moglibyśmy dorzucić tu Kuropaty i inne miejscowości tych kresów (wiemy, już z grubsza, jak ogromna była część wymordowanej tam ludności polskiej). W ten sposób mord katyński jawi się na tle szerszym, „jądro ciemności” rozlewa się na całe obszary, niszcząc bezpowrotnie kulturę stuleci, nie należącą ani tylko do Polaków, ani tylko do Rosjan, ani Ukraińców czy Białorusinów, Litwinów wreszcie, ale do ludzi całej formacji historycznej.

Bowiem komunistyczne jądro ciemności nie jest dla Mackiewicza wielkoruskie. choć naznaczy Rosjan na wiele pokoleń, jak hitleryzm Niemców – jest po prostu nieludzkie. Jest rakiem ludzkości. Zło, niestety, może być łatwe dla człowieka. Łatwe dla człowieka wykształconego, jakim był tak często Nazi, czy Komisarz i ideolog komunistyczny – dlatego że przeżarty ideologią. I zło bliskie prymitywnemu człowiekowi na Zachodzie i Wschodzie – dlatego że prymitywny moralnie, ciemny i niewykształcony.

Nie kontynuuje natomiast Mackiewicz tej naszej puścizny w literaturze o historii kresowej, która ukazywała tak często waśnie etniczne, jak we wspomnianych tu szkicach Kubali czy Szajnochy, jak w dramatach ukraińskich Słowackiego czy powieściach Sienkiewicza, gdzie zło miało charakter zatargów etnicznych. To nie były zresztą czynniki nieistniejące w wieku dwudziestym i w czas drugiej wojny (te elementy są na przykład obecne w cytowanej powieści Odojewskiego). Jednak wobec komunizmu, te wszystkie sprawy przesuwają się dla Mackiewicza na plan dalszy. Komunizm jest czym innym. Jest on dla Mackiewicza taki straszny, bo niszczy nie tylko poszczególnych ludzi i społeczności, niszczy bezpowrotnie całą kulturę. Razem z polskością, najbliższą sercu Mackiewicza. W „jądrze ciemności” nie działają tu pojedynczy ludzie, jak u Conrada, jest to cała antyludzka formacja i ideologia.

A kiedy mówię o zniszczeniu pewnej kresowej kultury, która składała się z wielu elementów narodowościowych, ale tworzyła też pewną, przenikającą wszystkich własną jedność, jakby normę, trzymam może w ręku klucz do tego składnika powieści Mackiewicza, którym jest tworzenie bohaterów prostych i niewyrafinowanych. Bo też Mackiewiczowi nie chodzi o starcie się z historią jednostki symbolicznej i wybitnej. Żadna z jego powieści nie dostarcza nam nowego Kmicica czy Wołodyjowskiego. Ani duchowych mocarzy, jak w kresowej prozie Tadeusza Micińskiego. Bohaterem jest tu pewna zbiorowość, niby przeciętna, w której jednak każda jednostka może pełnić rolę w powieści.

Zaś Katyń był dla Mackiewicza i konkretem, i symbolem zagłady zbiorowości. Dotyczył indywiduów, z których każdy został osądzony indywidualnie i zginął dlatego – jak dziś dobrze wiemy – że był tym, kim był, i należał do takiej, a nie innej zbiorowości. Zgadza się to z definicją ludobójstwa. Ale objęcie indywidualnymi wyrokami tak wielkich zbiorowości odróżniało komunistów od Nazi. Ludobójstwo sowieckie jest bardziej biurokratyczne. To połączenie pierwszy zauważył Mackiewicz:

Nie są to trupy anonimowe. Tu leży armia. Można by zaryzykować określenie – kwiat armii, oficerowie bojowi, niektórzy z trzech uprzednio przewalczonych wojen. To jednak, co najbardziej nęka wyobraźnię, to indywidualność morderstwa, zwielokrotniona w tej potwornej masie. Bo to nie jest masowe zagazowanie, ani ścięcie seriami karabinów maszynowych, gdzie w ciągu minuty czy sekund przestają żyć setki. Tu przeciwnie, każdy umierał długie minuty, każdy zastrzelony był indywidualnie, każdy czekał swojej kolejki, każdy wleczony był nad brzeg grobu, tysiąc za tysiącem.

Ta długa historia Katynia, obserwowana i komentowana przez Mackiewicza jest fascynująca, gdyż odnosi się do jednego z najważniejszych faktów historii Polski. Ta książka jest źródłem historycznym, ale i częścią polskiej prozy, fragmentem nie napisanej powieści o Katyniu. I pomyśleć: nikt dotąd nie zebrał tego w całość, a polski tekst osobnej jego książki leżał nie wydany przeszło czterdzieści lat. Ale u nas wyżej się ceni abstrakcje czy przeciętność. Za sto lat, gdy nas już nie będzie, trafią także fragmenty Mackiewicza o Katyniu do antologii prozy polskiej. Wcześniej nie. Obym się mylił.

Jacek Trznadel

1993-1996

—————————————————————

[2] Na ten sam temat polemizowałem z Włodzimierzem Odojewskim w eseju: J. Trznadel, Jedynie prawda jest ciekawa, „Gazeta Polska” 1995, nr 8.

Zobacz stronę archiwalną: www.archiwum.jozefmackiewicz.com

Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów, ze strony www.jozefmackiewicz.com, w całości lub w części, bez zgody właściciela strony jest zabronione.

© 2022. All Rights Reserved. Opracowanie strony: fdgstudio.net